Czekając na serial i film, sięgnijmy po książkę.

Lalkomania – życzyłbym jej i sobie, i Prusowi, i polskiej literaturze, i nam wszystkim. Niechaj przyczynią się do tego serial, który na platformie Netflix pojawi się już 16 września, oraz film, którego kinową premierę zaplanowano na 30 września (tak, dobrze podejrzewacie – mam już bilety). Zapowiedzi obu ekranizacji dają do myślenia i już teraz rozpalają spór pomiędzy fanami dokładnego przekładania literatury na język filmowy a grupą, dla której (re)interpretacja dzieła pisanego daje współczesnemu odbiorcy więcej niż suche odwzorowanie powieściowej fabuły. Oczyma wyobraźni już teraz widzę tę internetową imbę o to, czyja racja jest ważniejsza. Jak dodamy do tego coś, co przerabialiśmy po premierze nowego „Znachora” (tj. porównywanie wersji z Leszkiem Lichotą z tą ikoniczną, którą każdy dorosły Polak oglądał zapewne przynajmniej raz w życiu), chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, że najbliższe tygodnie mogą być naprawdę… zabawne (by nie napisać komiczne).

Tylko gdzie w tym wszystkim będzie ta właściwa, książkowa „Lalka”? Obawiam się, że w zbliżającej się wielkimi krokami dyskusji najwięcej do powiedzenia będą mieli ci, którzy powieści Prusa nie przeczytali albo pamiętają ją z marnego streszczenia, z jakim zapoznali się na dzień przed sprawdzianem w szkole średniej. Tymczasem „Lalka” to dzieło wielkie. Wielkie nie tylko objętościowo, ale wielkie kulturowo, historycznie, systemowo, społecznie, politycznie i w końcu literacko. To dzieło wielowymiarowe, wciągające i wcale niebędące historią o miłości (a w zasadzie: nie tylko o miłości), jak niektórzy nauczyciele poloniści zwykli przekazywać na swoich lekcjach.

I tutaj pomocną dłoń wyciągnęło do nas Wydawnictwo Agora, które wprowadziło na rynek nowe wydanie powieści. Wydanie nie byle jakie, bo kolekcjonerskie: z fotosami z nowego filmu jako ilustracjami (powielono zatem pomysł sprzed kilku lat zastosowany w przypadku „Chłopów”) oraz okładką z wykorzystanym artystycznym plakatem autorstwa Andrzeja Pągowskiego.

Nie chcę być źle zrozumiany: nie musicie czytać „Lalki” w tym nowym wydaniu (sam nie będę, ponieważ mam egzemplarz roboczy z dziesiątkami fiszek, notatek i zakładek; egzemplarz, którzy czytam raz do roku – trochę z belferskiego obowiązku, trochę – a może nawet bardziej niż trochę – fascynacji samym dziełem autorstwa Prusa). Po prostu sięgnijcie po „Lalkę” – wypożyczając powieść w osiedlowej lub szkolnej bibliotece, odnajdując ją na domowej półce (przekornie: rozumiem polski dom bez Biblii, ale polskiego domu bez „Lalki” nie pojmę nigdy), kupując inne, tańsze wydanie papierowe, elektroniczne lub ściągając darmową wersję, która legalnie dostępna jest w Internecie na portalu Wolne Lektury. Przyczyńcie się do lalkomanii, ale najpierw zadbajcie o fundament. (MAK)

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Autor

ostatnio popularne