Muzeum Ziemi Tarnowskiej sięgnęło do magazynów i wydobyło z nich prawdopodobnie najcenniejsze obrazy polskich twórców z Malczewskim i Grottgerem na czele. Efekt? Wow!
^ Fragment wystawy „Malarstwo polskie z XIX i początku XX wieku w zbiorach Muzeum Ziemi Tarnowskiej” (foto: MAK)
Korzystając z wakacji wybrałem się na wystawę „Malarstwo polskie z XIX i początku XX wieku w zbiorach Muzeum Ziemi Tarnowskiej”, która prezentowana jest aktualnie w siedzibie muzeum. W zasadzie powinienem napisać „wybrałem się drugi raz”, ponieważ uczestniczyłem również w wernisażu. Liczba osób, które chciały obejrzeć wówczas obrazy, była jednak tak duża (albo lepiej: DUŻA), że obcowanie ze sztuką na moich zasadach zupełnie nie wchodziło w grę. Owszem, stanąłem w kolejce i grzecznie, zgodnie ze wskazaniami osoby porządkowej, zwiedziłem wystawę w opcji „gęsiego za panem przede mną i przed panią za mną”. Szybko, powierzchownie, bez właściwego skupienia się nad dziełami.
Tymczasem prezentowa kolekcja zasługuje na nieco inny odbiór, ponieważ obrazy nie są zwykłym przeglądem magazynowego stanu, ale prawdziwym spotkaniem z epoką, w której sztuka stanowiła wartość oraz była językiem pamięci, emocji i narodowej tożsamości.
Katalogowe streszczenie: muzeum, zgodnie z tytułem wystawy, postawiło na prace sław polskiego malarstwa. Na ścianach zobaczyć można dzieła autorstwa m.in. Józefa Chełmońskiego, Jacka Malczewskiego, Stanisława Wyspiańskiego, Artura Grottgera, Juliusza i Wojciecha Kossaków.
Jak nietrudno się domyślić, postawiono na WIELKIE nazwiska. Każde kiedyś na pewno „obiło się” Wam o uszy. To sztuka przez duże SZ. Albo nawet przez duże SZ, duże T, duże U, duże K i duże A. Stojąc przed każdym dziełem – nieistotne czy to małych rozmiarów szkic, czy też spory krajobraz – ma się wrażenie, jakby otwierał on przed nami osobną opowieść, zachęcając do rozmowy, interpretacji i obcowania z nim.
Kuratorki zadbały o różnorodność, przez którą przemawia pewien pomysł na systematykę prezentowanych tytułów: kącik Sanguszkowski i szlachecki (tak pozwoliłem sobie go nazwać na potrzeby tego tekstu) gładko łączy się ze scenami historycznymi. Swoje miejsce mają także nastrojowe pejzaże i portrety (wrażenie robią przede wszystkim obrazy z wizerunkami dam na czele z „Portretem Pani Gałeckiej” Teodora Axentowicza z 1911 roku, który naprawdę zapiera dech w piersi… i mam nadzieję, że nie jestem w tym wrażeniu odosobniony), a także motywy ludowe (z tematem przemijania włącznie) oraz obrazy, w których pobrzmiewa wątek polskości w czasach zaborów.
Wystawa dostępna jest w godzinach otwarcia muzeum do 11 października 2026 roku. Mam nadzieję, że będąc z Tarnowa, jego okolic lub przejazdem znajdziecie chwilę i zdecydujecie się ją obejrzeć. Serio, warto.




Dodaj komentarz