Krótka piłka #497: „La Noche de los Dioses”, „Wiste”, „2020 Live at ILÉ ÌFÉ”

Kolejna odsłona cyklu z krótkimi opiniami na temat muzycznych premier.

Tino Contreras „La Noche de los Dioses”
(2020; Brownswood Recordings)
Muzyka Tino Contrerasa zawdzięcza tzw. drugą młodość brytyjskiemu dziennikarzowi i szefowi wydawnictwa Brownswood Gillesowi Petersonowi, który – jak zwykło się mawiać – trafił na płytę meksykańskiego perkusisty przypadkiem w trakcie diggowania. Ponad dziewięćdziesięcioletni dzisiaj Contreras obecny jest na scenie od siedemdziesięciu pięciu lat, ale właśnie dzięki opiniotwórczemu Francuzowi jego muzyka zyskała nowych odbiorców. Kompozycje zawarte na płycie „La Noche de los Dioses” to wypadkowa różnych jazzowych inspiracji i stylistyk: od swingu i fusion przez be- i hard-bop, aż po brzmienia skłaniające się ku awangardzie. Te ramy otwierają się jednak także na inne gatunki, takie jak blues, funk, world music (muzyka latynoska, azjatycka, afro-beat, ale także o korzeniach europejskich), a nawet psychodelia (niezwykle ciekawy, zamykającą płytę utwór „Niña Yahel”). Ten konglomerat dźwięków zbudowany został przy pomocy instrumentarium charakterystycznego dla wspomnianych wyżej nurtów (m.in. fortepian, saksofony, gitara elektryczna i basowa, perkusja i perkusjonalia, syntezatory), dzięki czemu aurą kolejne kompozycje dotykają tradycji azjatyckiej, afrykańskiej i południowoamerykańskiej. Zaprezentowany materiał nosi ślady kultury azteckiej („Máscaras Blues”), karaibskiej („Malinche”) i bliskowschodniej („El Sacrificio”). Pomimo tego, że album został nagrany przez męski skład, oddaje hołd feminizmowi. Kobiecość przepełnia niemal wszystkie utwory, które raz po raz odwołują się do bogiń, heroin lub bohaterek ludowych z różnych krańców świata. Siła i witalność poszczególnych pań (np. Naboró reprezentującej po prostu siłę i kobiecość lub Coatlicue symbolizującą ziemię, życie i śmierć) sprawiają, że „La Noche de los Dioses” jawi się jako mistyczny element łączący bogów z ludźmi, namaszczając Contreras na kapłana tego muzycznego kościoła. Ta szamańska aura nie ulatuje nawet wtedy, kiedy słuchacz zdaje sobie sprawę, że jako całość album nie jest pozycją odkrywczą. Wszelkie negatywne emocje są jednak od razu odrzucane. Ciepły, aksamitny rytm w połączeniu z hipnotyzującymi fakturami dźwięków zwyczajnie nie pozwalają na takie uwagi.

Brak Oczu „Wiste”
(2020; Sadki Records)
Jeśli wchodzić na scenę z debiutancką płytą to właśnie tak, jak zrobił to producent tworzący pod pseudonimem Brak Oczu (być może kojarzycie go z Himalaya Collective; jeśli nie – wiecie już, co otrzymujecie jako pracę domową). Różnorodność gatunkowa może co prawda powodować ból głowy, ale życzyłbym wszystkim tylko takich problemów do zmartwień. „Wiste” to materiał, na którym wachlarz elektronicznych melodii jest spory. Autor zestawia obok siebie połamane i niepohamowane brzmienia footworku, wyważony, ale wzbudzający wewnętrzny niepokój ambient skrzyżowany z trip-hopem, lekki i niemalże unoszący się lo-fi oraz akcentujący mocniejszą perkusję hip-hopowy groove. Minusem jest to, że niektórzy mogą czuć się przytłoczeni, jednak wierzę, że więcej odbiorców zdecyduje się jednak na ponowne wciśnięcie play. I ponowne, i ponowne, i ponowne…

ÌFÉ „2020 Live at ILÉ ÌFÉ”
(2020; wydanie własne)
Dowodzony przez pochodzącego z Puerto Rico producenta Otura Muna projekt ÌFÉ przygotowuje słuchaczy na następcę fenomenalnego albumu z 2017 roku. Propozycja sprzed trzech lat była prawdziwą muzyczno-religijną ceremonią, w trakcie której afro-beat, trap, rumba i dancehall mieszały się bez większego uszczerbku dla każdego z wymienionych gatunków. Spoiwem dla tamtego materiału była, prezentowana przez Muna, kultura Jorubów. Ogólnoświatowa sytuacja związana z pandemią wpłynęła również na zmiany planów muzyka. Ten, zamiast udać się w trasę koncertową, jak większość z nas został wiosną zamknięty w czterech ścianach. Otura czas ten postanowił przeznaczyć na doskonalenie materiału oraz próby z Lavoską – nowa wokalistką, która zasiliła szeregi ÌFÉ. W ten sposób powstała płyta będąca swego rodzaju bootlegową i mixtape’ową propozycja dla fanów zespołu. Na „2020 Live at ILÉ ÌFÉ” znajdziemy kompilację utworów dobrze znanych z repertuaru zespołu, a także piosenki, jakie nie zostały wcześniej wydane. Płyta jest również odzwierciedleniem emocji i przemyśleń, jakie tłoczyły się w głowie muzyka, do którego docierały informacje z całego świata. Przykładem cover „Fuck the Police” będący wyrazem sprzeciwu wobec policyjnej przemocy, z jaką mieliśmy do czynienia w kończącym się powoli roku w Stanach Zjednoczonych. (MAK; zdjęcie w nagłówku: Tino Contreras, foto: materiały prasowe)

*** *** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera. Polub blog na Facebooku oraz obserwuj autora na Instagramie i Twitterze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.