Krótka piłka #400: Grudniowe nadrabianie zaległości (II)

Tydzień temu zacząłem, dzisiaj kontynuuję nadrabianie zaległości. W tym odcinku kilka nowości oraz płyty sprzed kilku tygodni/miesięcy.

Stein Urheim „Utopia Tales”
(2017; Hubro)
Utopijna wizja świata i społeczeństwa fascynuje ludzkość od dawna. Marzyciele co prawda już jakiś czas temu dali sobie z nią spokój, bowiem przekonali się, że krainy idealnej raczej nie znajdą (ewentualnie: nie doprowadzą do jej stworzenia), jednak indywidualne poszukiwania swojej małej Utopii, pojęcia analogicznego do tzw. małej ojczyzny, kontynuuje zapewne większość z nas. Swoją myśl na temat idealnego miejsca na Ziemi w kończącym się roku przedstawił także skandynawski gitarzysta Stein Urheim. Inspiracją dla muzyka była wizja z lat sześćdziesiątych XX wieku i norweskie utopijne społeczeństwo, ale nie to jest tutaj najważniejsze. Liczy się muzyka, a ta na „Utipia Tales” kulawa nie jest. Brzmieniowo płyta nawiązuje do rocka, jazzu, elektroniki, a nawet funku, co doskonale słychać kolejno w kompozycjach: „Utopia – Part One” i „Utopia – Part Two” (jazz i improwizacja), „Mikrotonia” (elektronika oparta na dronach) i „Trouble In Carnaticala” (elementy funku i jazzowej rytmiki). Urheim bez oporów przekracza granice gatunków, czerpiąc z nich to, co akurat jest mu potrzebne. Niby nic nowego – także w jego przypadku – ale dobrze zaprezentowane cieszy tak samo, jak pierwsza guma Turbo.

Komendarek „Podziemne Miasto Remixes EP”
(2017; SoFarUnknown.Records)
Pomimo tego, że przeróbce poddany został tylko jeden numer, słuchacze nie powinni odczuć znudzenia. Recepta na to okazała się nader prosta: praktycznie każdy remiks wpisuje się w inną gałąź muzyki elektronicznej. Wszystko za sprawą doboru wykonawców, którzy podjęli się odważnej brzmieniowej dekonstrukcji „Podziemnego Miasta”. MIN t zadbała o duszny klimat, panowie z Palmer Eldritch postanowili skupić się na śladzie perkusji, Kuba Sojka zaproponował z kolei track rodem z berlińskiego labelu Tresor, do czego w swoim numerze nawiązał też Sławek Rybarczyk. Spokojniejsze i ambientowe faktury dźwięków, które pojawiają się na początku epki, dzięki didżejowi Sajko i Marcinowi Cichemu (jako Meeting By Chance), wracają do nas na koniec płyty, skutecznie zamykając projekt i stawiając wirtualną kropkę. Zacny projekt.

Nana „#BetweenLuciferAndGod”
(2017; 7 Zaysan Records)
Pamiętacie „Lonely”? Wykonawca tego utworu znowu wydał płytę (jeśli w tle usłyszeliście uderzenie pioruna, to bardzo dobrze – powinniście być przerażeni). Ktoś pomyśli, że Nana od lat dziewięćdziesiątych, kiedy to zdobył popularność i – nie będzie to chyba żadną przesadą – ustawił sobie przyszłość do końca życia, nie był aktywny muzycznie. Błąd. Nana Kwame Abrokwa wydawał płyty (ostatnią w 2009 roku), cały czas markując, że próbuje odciąć się od tego, czego dokonał w czasie prosperity euro-dance’u i euro-rapu. Nie inaczej jest i tym razem. Ze współczesnych trendów nowa płyta ma niemalże tylko hasztag w tytule, reszta pozostaje bez zmian. Pochodzący z Ghany Niemiec wciąż uważa się za „europejski król rapu” (takie słowa padają nawet w utworze „Let’s Go”), muzycznie odwołując się jednak do tego, co popularne było na Starym Kontynencie jakieś dwie i pół dekady temu. Siedemnaście utworów to powtórka z rozrywki, numery ocierające się o dance i brzmienie pop. Swoją drogą: gdybym nie żył w tamtych czasach, a miał dzisiaj, dajmy na to, dwadzieścia lat, pomyślałbym pewnie, że Nana to jakiś freshman, bo aktualnie przecież co druga „gwiazda” rapu puszcza oko do sceny klubowej i plastikowych podkładów. Przykładem „Go Away”, gdzie – gdyby nie wyjęte z lat dziewięćdziesiątych śpiewane partie – bitem nie pogardziłby pewnie sam Rick Ross. Najtis pełną parą usłyszymy w „So High” i „Touch The Sky” (tamten okres przywołuje m.in. kobiecy wokal). Jakby tego było mało na płycie straszą nowe wersje „Let It Rain” (oryginał jest tragiczny, ale każda przeróbka, mam wrażenie, pogrąża Nanę jeszcze bardziej), „Father” i wspomnianego już wcześniej „Lonely”. A przecież uprzedzałem, że odcinanie się od dorobku jest przez tego wykonawcę tylko markowane, a jedyne skuteczne odcinanie zachodzi przy… odcinaniu tzw. kuponów.

Bette Smith „Jetlagger”
(2017; Big Legal Mess Records)
Mogłoby się wydawać, że XXI wiek, że Stany Zjednoczone, że cywilizowany kraj, na co wskazywałby jego rozwój gospodarczy i ekonomiczny (chociaż wśród czytających znajdą się pewnie i tacy, którzy stwierdzą, że to „kolos na glinianych nogach” – nie wnikam, nie chcę zaczynać rozmowy o biznesie i polityce, to blog muzyczny i przynajmniej w tym wpisie jeszcze się tego trzymam), że postęp, że precz z zabobonami. A jednak sytuacje, w których utalentowana czarnoskóra dziewczyna nie może występować na scenie ku uciesze gawiedzi, gdyż jest to wbrew kanonom religijnym, wciąż są obecne i praktykowane. Nie wierzycie? Bette Smith jeszcze do niedawna miała szlaban na śpiewnie świeckich piosenek, a swój wokalny talent ujawniać mogła tylko ku chwale boga podczas kościelnych nabożeństw w Kościele Adwentystów Dnia Siódmego, gdzie chór prowadził jej ojciec. I pewnie gdyby nie jego śmierć w 2012 roku, Smith wciąż byłaby tylko jedną z wielu chórzystek. A tak została… miałem napisać „gwiazdą”, ale jednak bez przesady – „wokalistką z kontraktem płytowym” wystarczy. Być może kłóci się to z religijnymi wzorcami jej społeczności, ale nikt – nawet najbardziej zatwardziały ultras wiary i Jezusa – nie powie, że niesienie radości innym poprzez śpiewanie ładnych piosenek nie jest czynieniem dobra, które w dniu sądu ostatecznego nie zostanie policzone Bette na plus. Przy takim mocnym soulowo-gospelowym głosie i utworach balansujących na granicy jazzu i bluesa jest to zwyczajnie niemożliwe. Klimat vitnage, ale jednocześnie jedna z najlepszych debiutanckich płyt tego roku.

Teielte „Magnetic Soul/Magnetic Tree”
(2017; Father And Son Records And Tapes)
Trochę zaskoczyło mnie, że Teielte zdecydował się na wydanie dwóch płyt w tym samym roku, na dodatek w dość krótkim odstępie czasu, ale za chwilę pomyślałem sobie, że przecież ta nasz scena muzyki elektronicznej nie jest rozbudowana do granic możliwości, więc słuchacze, którzy żywo interesują się wszystkimi premierami, nie powinni niczego przegapić. Później moje przeczucia w wywiadzie dla Noisey potwierdził sam producent, wypowiadając się w niemal identycznym tonie. Fani polskiej elektroniki przechodzą więc w tym momencie do kolejnej krótkiej recenzji (ponieważ doskonale wiedzą, jakie walory ma ten materiał), a wszyscy ci, którzy na co dzień stronią od tego typu brzmień, czytają dalej – być może przekonam ich do sprawdzenia. Płyta „Magnetic Soul/Magnetic Tree” to propozycja odsyłająca do w miarę nowych trendów muzyki klubowej. Teielte sięga na niej m.in. po footwork („Clearance”, „New Beginning”), house („The Night”, “Unfulfilled Expectations”) i dubstep (“Dreamy Way To Feel”, “Woke You Up”). Ponadto w “You & I” gościnnie pojawia się Ms Obsession. Niestety, wyraźnie trzeba zaznaczyć, że utwór ten odstaje poziomem od reszty materiału, będąc przykładem, że artystyczna współpraca nie zawsze wzbogaca płytę. Niemniej sam Teielte nie schodzi poniżej pewnego poziomu, udowadniając, że nawet przy wypuszczeniu w jednym roku dwóch krążków nie jest w stanie popaść w produkcyjną monotonię.

Son Palenque & Michi Sarmiento „Kutu Prieta pa Saranguia”
(2017; Plenque Records)
Legenda afro-kolumbijskiej muzyki, założony jeszcze w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku w karaibskiej Cartagenie zespół Son Palenque zaprezentował nowy materiał nagrany wspólnie z saksofonistą Michim Sarmiento. Dwanaście premierowych utworów nie przynosi żadnej zmiany w stosunku do wcześniejszych muzycznych dokonań formacji, przywodzi jednak na myśl miks latynoskiego brzmienia rodem z Ameryki Południowej, pierwotności Karaibów i tradycyjnych afrykańskich melodii zawartych w stylistyce afro beat. Wszystko zagrane z żywiołowością i radością charakterystyczną dla tamtego regionu świata. Muzyczna pigułka pełna słońca i dobrych fluidów niemalże tak samo skuteczna, jak pół litra cytrusowego soku z dużą zawartością witaminy C. Na zdrowie!

Pianohooligan „24 Preludes & Improvisations”
(2017; Decca Classics)
Piotr Orzechowski ponownie chuligani. Tym razem polski pianista wziął na warsztat twórczość Jana S. Bacha i jego dwadzieścia cztery preludia i fugi. Materiał, który jest zamknięciem tryptyku złożonego z solowych płyt wydanych w barwach Decca Classics, to kwintesencja talentu i twórczości Pianohooligana. Artysta nie poddaje się żadnym regułom, nie popada w schemat, raz po raz odchodzi od skostniałych form i zamienia je na emocje przekazywane przez muzykę inspirowaną nie tylko wspomnianym barokowego kompozytorem, ale także elementami polskiego folkloru, improwizowanego jazzu (w zasadzie nawet nie elementami, bo materiał nagrywany był ponoć bez partytury, niemalże na pełnym jazzowym spontanie), a nawet krajowej muzyki popularnej. Doświadczenie zabrane przy albumach z oberkami i muzyką Pendereckiego zaprocentowało ze zdwojoną siłą.

Vieux Farka Touré „Samba”
(2017; Six Degrees Records)
Blues rodem z Mali wciąż ma się dobrze. Syn legendarnego Ali Farka, Vieux, w pierwszej połowie kończącego się roku zaproponował słuchaczom nową porcję pustynnego brzmienia z zachodniej Afryki. Dziesięć nowych utworów to materiał zarejestrowany na żywo (chociaż tego dowiadujemy się akurat z notki prasowej; reakcje publiczności zostały skutecznie wycięte) w trakcie kameralnego występu w studio nagraniowym jesienią 2016 roku. Na płycie „Samba” gitarzysta nie pała się muzycznym eksperymentem, w zamian za to udostępnia zestaw numerów opartych na tradycyjnym – w myśl malijskich wzorców – podejściu do bluesa. Album ten to sporo odwołań do tamtejszej kultury, wiary i relacji z naturą. Wszystko zaserwowane przy dużej jakości gitarowych partii oraz niezwykle rytmicznej grze zespołu towarzyszącego. Nie tylko dla fanów gatunku. (MAK)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.