Kasa bez kasy jako substytut występu Mroza za kasę?

Kiedy inni bredzą, trzeba zareagować i bredniom powiedzieć stanowcze basta.

foto: Andrew Schwartz / kadr z filmu „The School of Rock”; © 2003 Paramount Pictures

Mam takie guilty pleasure: od ponad dziesięciu lat, kiedy padłem ofiarą pierwszego plagiatu ze strony redaktora naczelnego pewnego tarnowskiego portalu kulturalnego, raz w tygodniu odwiedzam wspomniany portal i sprawdzam „co u nich słychać”. Akcentuję słowo „słychać”, ponieważ z wiadomego powodu interesuje mnie przede wszystkim treść wpisów poświęconych muzyce.

Jak pewnie wiecie (a jeśli nie, to właśnie się dowiecie) tegoroczny okres letni poświęcam na pracę nad kolejną książką. Mój czas spędzany przed komputerem ogranicza się głównie do obcowania z otwartym plikiem tekstowym oraz sporadycznego sprawdzania serwisu informacyjnego i prognozy pogody. Z tego samego powodu przestałem też regularnie zaglądać na tarnowski portal kulturalny. Zrobiłem to dopiero dzisiaj i…

… zupełnie nie zdziwiło mnie (ci ludzie nie mogą mnie już niczym zaskoczyć), kiedy ujrzałem stwierdzenia typu: tarnowski Był Sobie Blues bluesowy już nie jest*, że kiedyś** to były czasy, a teraz czasów nie ma, dodatkowo za wszystko trzeba płacić, piwka na Rynku ze znajomymi wypić nie można, a tak w ogóle to w sąsiadujących miasteczkach i wioskach za free grają artyści typu zespół Enej lub Krzysztof Kasowski – ten sam, który twierdził kiedyś, ze jest macho i prosił, aby kobiety mu to wybaczyły.

Faktycznie, Kasa bez kasy jako substytut występu Mroza za kasę. To trochę tak, jakby zamiast wzięcia łyku wody, pozwolić sobie napluć do ust. Rozumiem różne fetysze, ale… nie, dajcie spokój! Na miejscu organizatorów koncertu Kasowskiego, zamiast kontroli biletów, sprawdzałbym, czy publika nie ma przy sobie śrubokrętów lub innych ostrych narzędzi, jakich w akcie desperacji, po zetknięciu się z jakże kasową muzyką, będzie chciała ochoczo użyć do wbicia sobie w narządy słuchu, celem uwolnienia się od wiadomych melodii (ale, przypominam: będzie warto, bo wszystko bez kasy… chociaż w sumie za kasę – gminną, powiatową itp.).

I na koniec jeszcze taka rada, którą przekazuję zawsze swoim uczniom, którzy mieliby ochotę próbować mnie wykiwać i przepisać coś z Internetu, a następnie oddać jako autorski tekst: jak już ktoś z was będzie chciał skopiować cudzą pracę, to chociaż róbcie to z głową. Kłamstwo ma bowiem krótkie nogi (jeszcze krótsze, jeśli nie wykazujemy się właściwą dbałością o szczegóły), a kiedy wyjdzie już na jaw, nie pomoże nawet ślepa miłość.

* Ktoś chyba albo nie pamięta, albo nie chce pamiętać koncertów osadzonych mocno w psychodelicznym (Big Fat Mama, MA), hard rockowym (Es Flores) lub quasi-weselnym (duet Kaniewska & Reczyńska) klimacie, jakie miały miejsce w przeszłości w ramach tej imprezy. Przypominam również, że na Był Sobie Blues miał wystąpić przecież Tomasz Organek (występ odwołano z powodu choroby muzyka), któremu do bluesa tak samo daleko i blisko zarazem jak Mrozowi i jego soulowym, osadzonym mocno w stylistyce r&b frazom. Poza tym praktycznie od początku pomysłem Wojtka Klicha było to, aby prezentować na festiwalu sporo około bluesowej muzyki (fakt, nie opinia – wystarczy zapytać samego zainteresowanego).
** W znaczeniu: za Wojtka Klicha.

Tekst ukazał się również na moim profilu na Facebooku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.