Krótka piłka #483: „Śpiewnik domowy”, „Afera”, „Dziadzior”, „Geniusz”

Dobrze, miejmy to już za sobą i odhaczmy rapowe premiery tego roku (część pierwsza dzisiaj, część druga za tydzień lub dwa).

Rasmentalism „Geniusz”
(2020; Sony Music Polska)
Jeśli rap jest dzisiaj popem, to nowa płyta duetu Rasmentalism pasuje do tego określenia w stu procentach. „Geniusz” jest strasznie popowym miałkim materiałem, z którego niewiele jesteś w stanie zapamiętać, bo zwyczajnie kolejne piosenki nie skłaniają do skupienia się ani na treści, ani na brzmieniu (tym bardziej na brzmieniu!). W kategorii „muzyka w tle” album miałby szansę otrzymać maksymalną liczbę punktów, jednak podejrzewam, że nie o to autorom chodziło (chociaż w wywiadach wydają się zadowoleni z efektu końcowego, więc w sumie kto wie, jakie były ich intencje). Ment z produkcją poszedł bardzo w stronę znaną ze składanek projektu Flirtini. Soulowe i synthpopowe inspiracje niby od zawsze były obecne w jego bitach, ale w porównaniu z nowymi nagraniami, miały rasowy charakter. Tutaj to bardziej radio friendly melodie w tym gorszym wydaniu, gdzie pomysły wydają się kopią patentów innych producentów, o braku świeżości już nie wspominając. Ras kładzie na to rapowe wersy, w których dobrze odnajdą się bywalcy popularnych lokali i miejscówek (kiedyś dodałbym: dla hipsterów) z dużych miast z Warszawą na czele. Problem w tym, że temat ten wyczerpał już jakiś czas temu Taco Hemingway na dwóch pierwszych solowych płytach (nic więc dziwnego, że pojawiający się gościnnie w jednym z numerów Szcześniak brzmi trochę jakby żywcem wyjęty z 2014 roku). Dobrze, a teraz poważne pytanie: gdzie ten tytułowy geniusz?

Łona i Webber „Śpiewnik domowy”
(2020; Dobrzewiesz Nagrania)
Prawda jest taka, że Łona jako raper nie jest w stanie nas już raczej niczym zaskoczyć, bo chyba nikt nie podejrzewa Zielińskiego o numery w stylu Molesty lub ZIP Składu (może kiedyś się zdziwimy?). Owszem, teksty zawsze są ciekawe i mają swoje drugie dno, ale to ciągle ten sam Łona, o którym nie da się napisać/powiedzieć wielu złych rzeczy. Dużo kombinowania, zabawy słowem, cielne puenty, technika, charakterystyczne flow – niby czego chcieć więcej, ale jednak kiedy sięgasz po kolejną płytę szczecińskiego duetu, na której rapowo nie zmienia się nic („jak u Pei hip-hop”, pozdro Wankej), możesz czuć pewien niepokój. Dobre w tym wszystkim jest to, że kolejne krążki Łony i Webber ukazują się w dość dużych odstępach czasu, więc wszystko, o czym pisałem do tej pory, słuchaczom nie zdąży się przejeść. Sukces tego projektu tkwi jednak w osobie producenta i jego bitach. To dzięki Webberowi „Śpiewnik domowy” brzmi tak dobrze i jest materiałem, do którego chce się wracać. Mikosz bez większego zawahania sięga po latynoamerykańskie melodie, słowiańskie inspiracje (te bardziej na wschód od Polski), afrykańskie rytmy i coś, czemu geograficznie bliżej jest do naszego kraju – brzmień typowych dla kultury żydowskiej i Łemków. Rozstrzał wydaje się ogromny, ale to tylko złudzenie. Spójność z warstwą tekstową jest tutaj bezsprzeczna, a taneczność materiału – co może już zaskakiwać – działa tylko na jego korzyść.

Donguralesko „Dziadzior”
(2020; Szpadyzor Records)
Na ostatnich płytach Gural zaczął trochę filozofować i momentami odlatywać tematycznie (co niekoniecznie było złe), jednak dwudziesty muzyczny materiał w karierze postanowił zrobić wedle prostego patentu: sto procent rapu w rapie. Udało mu się to (do formuły z wcześniejszych płyt pasuje w zasadzie tylko „Wschód”) i chyba trzeba go za to pochwalić, bo w czasach, kiedy triumfy święcą kiepskie elektroniczne bity lub hip-hopowe piosenki miłe dla ucha (patrz wyżej: album duetu Rasmentalism), nagranie tego typu materiału mogło wydać się decyzją ryzykowną. Ale to w końcu Donguralesko, czyli marka sama w sobie. „Dziadzior” to bardzo amerykański album (jeśli wiesz, o co mi chodzi) w tym najlepszym wydaniu. Podkłady nie są niczym zaskakującym, ale wyprodukowano jest tak, że trudno nie bujać głową (ukłony między innymi dla duetu The Returners, Cehy, Lex Caesara). Tłusty bas, mocna stopa, eleganckie hi-haty i cuty (niezmordowany DJ Kostek), czyli klasyka, która łączy się tutaj z elementami współczesnej sceny (syntetyczne brzmienia, zbliżanie rapu z elementami world music). Muzyka, która ma dudnić w samochodach i na osiedlach. I dudni, ponieważ wbrew modzie taki hip-hop wciąż najłatwiej trafia do odbiorców.

Kukon x Magiera „Afera”
(2020; Sony Music Polska)
Kukon to ten przedstawiciel nowej fali na rodzimym podwórku, który potrafi nagrać ciekawy pojedynczy numer, ale nie jest w stanie przełożyć tego na mocny album (co oznaczać może dwie rzeczy: albo damy mu jeszcze trochę czasu na rozwój, dzięki czemu za dwa-trzy lata będziemy cieszyć się z naprawdę kozackiego gracza, albo wszystko zostanie po staremu i Kukon dopasuje swój repertuaru do przeciętnego poziomu krajowej sceny). Płyta nagrana wspólnie z Magierą (producent pokazuje, że pesel nie gra roli i jeśli znasz się na swoim fachu, to potrafisz zrobić bit w nowym stylu tak samo, jak czyniłeś to dwadzieścia lat temu) to zbiór singli, jakie mieliśmy okazję usłyszeć przed premierą („Manekin”, „Czarne BMW”, „Casablanca”, Hello-moto”, „Spory”), oraz utworów uzupełniających tracklistę. Te drugie są, delikatnie mówiąc, średnie. Wysłuchane raz, przy kolejnym odtworzeniu krążka traktowane są przyciskiem „skip”. Niemniej, „Afera” to bardzo hiphopowy materiał zarówno w warstwie tekstowej (może i stereotypowe stwierdzenie, ale suk, dziwek i kurew nie uświadczysz w takim natężeniu w innym gatunku), jak i tematycznie (np. lojalność wobec ziomków, szacunek dla zasad, kasa), z którego zadowoleni powinni być słuchacze hołdujący ulicznej oraz klubowej perspektywie. Może to i dość nudne zestawienie (bez porównania chociażby z patentami na ujęcie tych samych wątków, jakie ma wspomniany wcześniej Łona), ale zarapowane na tyle dobrze, że jestem w stanie obdarzyć Kukona kredytem zaufania. (MAK; zdjęcie w nagłówku: Donguralesko, materiały prasowe)

*** *** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera. Polub blog na Facebooku oraz obserwuj autora na Instagramie i Twitterze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.