Gold Song #485: „Dreadlock Holiday”

Hit, który przez moment był antyreklamą Jamajki. A może wciąż jest?

Grupa 10cc w latach siedemdziesiątych (foto: bbc.co.uk)

Co prawda siedemdziesiąt lat kończy dzisiaj Bruce Springsteen (warto dodać: mój idol Bruce Springsteen), ale o muzyku ze wschodniego wybrzeża USA pisałem już w życiu tak wiele razy, że kolejna laurka mogłaby trącić kiczem. W związku z tym aktualny odcinek cyklu Gold Song postanowiłem poświęcić piosence „Dreadlock Holiday”.

Utwór ten 23 września 1978 roku osiągnął pierwsze miejsce na brytyjskiej liście przebojów, będąc tym samym trzecią piosenką w dorobku grupy 10cc, jakiej udała się ta sztuka (wcześniej dokonały tego numery „Rubber Bullets” w 1973 roku i „I’m Not in Love” w 1975 roku). Kawałek jest czymś, co zakwalifikować możemy do kategorii storytelling: opowiada historię białego mężczyzny, który zgubił się podczas wakacyjnego pobytu na Jamajce. Jakby tego było mało, pechowiec jest oszukiwany i kantowany na każdym kroku – a to przez miejscowych rzezimieszków, którzy go okradają, a to przez panią lekkich obyczajów, która również nie jest w stosunku do niego w stu procentach uczciwa. Aż chciałoby się rzec: typowa sytuacja, kiedy turysta nie ma szans w starciu z autochtonami.

Nie sprzeczajmy się – piosenka ma krzywdzący charakter, jeśli chodzi o postrzeganie mieszkańców wyspy kojarzonej z muzyką reggae. Fakt ten może wyjaśniać kwestię braku popularności „Dreadlock Holiday” wśród słuchaczy ze Stanów Zjednoczonych, a więc państwa, które od dość dawna utrzymuje pozytywne stosunki z ojczyzną Usaina Bolta. Aż dziw bierze, że do tej pory nie została stanowczo oprotestowana, a panom z 10cc nie zarzucono rasistowskiego działania (utrwalany od dość dawna motyw białego, który jest okradany przez czarnoskórego, będącego synonimem zła). Szkopuł w tym, że historia zaprezentowana w utworze jest ponoć inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, jakie miały miejsce na Barbadosie – wyspie oddalonej od Jamajki o niecałe trzy godziny lotu. Ich bohaterami byli Eric Stewart (wokalista i lider 10cc) i Justin Hayward (członek kapeli The Moody Blues). Wedle słów Stewarta, jego kolega miał zostać źle potraktowany przez dwóch tubylców i jednego Jamajczyka, kiedy odmówił sprzedania łańcuszka, rodzinnej pamiątki za jednego dolara. „Well he looked down at my silver chain / He said: I’ll give you one dollar / I said: You’ve got to be jokin’ man / It was a present from me mother” słyszymy w piosence, która do tego momentu jest jakby relacją wydarzeń, jakie rozegrały się na obszarze Małych Antyli. Fabularyzowana jest natomiast dalsza część. W utworze biżuteria zostaje po prostu skradziona. W rzeczywistości Hayward usłyszał ponoć, że w sytuacji, gdyby wszyscy znajdowali się na Jamajce, za taką odpowiedź i stawianie oporu, zostałby nie tyle okradziony, co mocno poturbowany, a jego zdrowie (a nawet życie) mogłoby być zagrożone.

Ile w tym wszystkim prawdy, a ile fantazji oraz songwriterskiego kunsztu panów z 10cc, trudno orzec. Wiadomo jednak, że „Dreadlock Holiday” jest dzisiaj, pomimo cynicznego ataku na jamajską ludność, najlepiej kojarzoną piosenką z repertuaru tej angielskiej grupy i piosenką, która od strony muzycznej, zwyczajne posiada argumenty przemawiające za tym, aby się podobać (chwytliwy refren, perkusyjne intro, karaibski vibe). (MAK)

*** *** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera. Polub blog na Facebooku oraz obserwuj autora na Instagramie i Twitterze.

View this post on Instagram

Dokładnie 17 lat temu, 30 lipca 2002 roku, na sklepowe półki trafiła dwunasta studyjna płyta Bruce’a Springsteena zatytułowana „The Rising”. Dla wielu to jedna z wielu pozycji w bogatej dyskografii amerykańskiego rockmana (muzycznie – faktycznie powielonych zostało sporo schematów znanych z przeszłości), jednak bezstronnie trzeba dodać, że album ma też kilka atutów. Powstał jako odpowiedź na to, co wydarzyło się w Nowym Jorku 11 września 2001 roku. Ameryka i jej obywatele poczuli się zagrożeni i zagubieni, a Springsteen jako ich narodowy bard milczał przecież od siedmiu lat (jego wcześniejsza studyjna płyta ukazała się w 1995 roku). Sam wokalista lubi przywoływać historię, wedle której, zatrzymując się na ulicznych światłach, usłyszał od nieznajomego mu kierowcy stojącego obok auta, że Amerykanie go potrzebują. „Boss” wykorzystał więc okazję. Napisał nie tylko sporo dobrych piosenek, których przesłanie było jednoznaczne (Stany Zjednoczone i wszyscy, którzy wierzą w panujące tam ideały, podniosą się po upadku jeszcze silniejsi, a wiara w wolność nie zostanie zaburzona), ale… rozegrał to odpowiednio pod względem promocyjnym. Premiera płyty „The Rising” poprzedzona została największą w karierze Springsteena kampanią marketingową, co przełożyło się na wyniki sprzedaży. Album już w pierwszym tygodniu nabyło przeszło pół milion osób, by na koniec roku liczba sprzedanych egzemplarzy przekroczyła dwa miliony. Był to najlepszy wynik od czasów wydanego w 1987 roku materiału „Tunel of Love”. Te dwie płyty łączy zresztą jeszcze jedna kwestia: udział w sesji nagraniowej zespołu E Street Band, z którym od lat 80. Springsteen nie współpracował. #muzyka #music #rock #brucespringsteen #estreetband #therising #usa #recordcollection #recordcolletor #cd #cdcollection #cdcollector #instacd #musiccollection #nowlistening #terazslucham #axunarts #mateuszkolodziej

A post shared by Mateusz Kołodziej (@axunarts) on

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.