Recenzja: Mabel „High Expectations”

Publikowała singiel za singlem, by ostatecznie większość z nich uwzględnić na debiutanckim krążku w formie tzw. bonusów. Mabel zagrała odważnie, ale czy ostatecznie się jej to opłaciło?

Okładka płyty „High Expectations”

Kojarzycie Neneh Cherry i Camerona McVeya? Ona Szwedka, w końcówce lat osiemdziesiątych i w kolejnej dekadzie całkiem dobrze radziła sobie jako wokalistka, nagrywając między innymi trzy solowe płyty, z których dwie („Raw Like Sushi”, 1988; „Man”, 1996) doczekały się tzw. złota w Szwecji, Kanadzie i Holandii. On Anglik, miał udział w produkcji kilku znanych albumów, jak chociażby „Blue Lines” Massive Attack i „One Touch” Sugababes. Połączyła ich muzyka (McVey czuwał nad brzmieniem płyt Cherry) i miłość (w sumie nie wiem jaka była kolejność, ale mniejsza o to). W 1990 roku para się pobrała, a owocem związku są dzieci: Tyson i Mabel. Córka przyszła na świat sześć lat po powiedzeniu sobie „tak” i jakieś cztery-pięć lat temu zaczęła stawiać pierwsze kroki w poważnym muzycznym świecie. Chociaż dziewczyna wychowywana był w Hiszpanii, Anglii i Szwecji, muzycznie najwięcej chłonęła z amerykańskich wzorców, za ideał obierając grupę Destiny’s Child i wokalistkę Lauryn Hill.

Głośno zrobiło się o niej w listopadzie 2015 roku, kiedy do mediów trafił singiel zatytułowany „My Boy My Town”. Piosenka w prostej linii odwoływała się do muzyki r&b z lat dziewięćdziesiątych. Kawałek i wcześniejsze ruchy wokalistki sprawiły, że znalazła się w gronie artystów nominowanych do prestiżowej nagrody Sound of (w tym samym roku do grona artystów z szansami na wyróżnienie radio BBC zaliczyło między innymi Dua Lipę, NAO, Mura Masę i ostatecznego triumfatora Jacka Garratta).

Wokalistka album „High Expectations” zapowiadała w zasadzie od kilku lat. Udostępniane co jakiś czas kolejne utwory („Finders Keepers”, „My Lover”, „Fine Line”, „Cigarette”, „Ring Ring”, „Don’t Call Me Up”, „Mad Love”) niemal zawsze posiadały adnotację o zbliżającej się premierze debiutanckiego albumu. Ich liczba sprawiła, że w zasadzie na długo przed ukazaniem się krążka, słuchacze zdążyli poznać mniej więcej połowę tego, co ostatecznie znalazło się na płycie. Niezwykle rzadko zdarza się, żeby praktycznie wszystkie single puszczane przed premierą materiału danego wykonawcy, trzymały tak równy i jednocześnie wysoki poziom. Jednak w przypadku Mabel tak właśnie było, co tylko podsycało ciekawość co do ostatecznej formy debiutu oraz dawało nadzieję, że tytułowe duże nadzieje nie są słowami rzuconymi na wiatr. Problem w tym, że większość z singli znalazła się tutaj w formie tak zwanych bonus tracków, a właściwą część albumu tworzą premierowe kawałki. Ruch odważny, ale czy finalnie opłacalny i szczery wobec słuchaczy, którzy po „High Expectations” sięgnęli ze względu na wymienione wyżej piosenki?

„Don’t Call Me Up” – inspirowany dancehallem singiel, na którym oparto promocję płyty na ostatniej prostej przed premierą – zrobił swoje, zapewniając tak potrzebną w dzisiejszych czasach reklamę i sporą liczbę wyświetleń teledysku. Piosenka wyprodukowana przez Steve’a Maca sprawiła, że Mabel bez najmniejszych obaw mogła oczekiwać dnia, w którym longplay trafi do sprzedaży. Oprócz murowanych hitów z tanecznymi syntezatorami w roli głównej, „High Expectations” może pochwalić się także ciekawą produkcją przywracającą wspomnienia o latach dziewięćdziesiątych i ówczesnej scenie r&b. Przykładem „Selfish Love”, gdzie Mabel w duecie z angielską wokalistką Kamille odwołują się do sprawdzonych i dobrych wzorców, takich jak chociażby TLC. Wspomniana dekada obecna jest także w budowie tracklisty, składającej się także z elementów charakterystycznych dla tamtego okresu, ale dzisiaj już niemal całkowicie pomijanych: intro i outro oraz interlude („Lucky”, „Stckhlm Syndrome”).

Mabel jest typową przedstawicielką swojego pokolenia – młodych ludzi, których pewność siebie jest często wartością na pokaz. W utworach „Mad Love” i „Don’t Call Me Up” piosenkarka pozuje na nieco wredną i zuchwałą dziewczynę z sąsiedztwa, która „częstuje” panów środkowym palecem, przejmując przy okazji kontrolę nad życiem swoim i tego, który aspiruje do bycia jej partnerem. Podobne wrażenie można odnieść po wysłuchaniu „Bad Behaviour” (utwór inspirowany muzyką r&b z przełomu wieków). Z odwrotną sytuacją mamy do czynienia w „OK (Anxiety Anthem)”, gdzie Mabel zdradza swoje wewnętrzne niepokoje, a dość przytłaczający tekst mocno kontrastuje z letnim i lekkim brzmieniem, za które odpowiada MNEK, opartym na fortepianowej partii „I Belong To Me” (poruszający utwór-motywator dla tych, którzy uważają, że po rozstaniu stracili część siebie) oraz „We Don’t Say…” (popowa piosenka z narkotycznym brzmieniem wyjętym żywcem z pierwszej płyty The Weeknd).

Jest jednak coś, co łączy obie wersje Mabel – pewną siebie oraz bezbronną, mówiąca o swoich słabościach i otwierającą się przed słuchaczami. Tym czymś jest świadomość wokalna i sięganie po obie stylistyki bez najmniejszych oporów. Co równie ważne, bez względu na wybór prezentowanej postawy, piosenki mają wszystko, aby bez problemu odnaleźć się na playlistach komercyjnych rozgłośni radiowych, jak i trafić do gustów słuchaczy poszukujących w muzyce czegoś więcej niż kolejnych popowych utworów o miłości (tak, tak… ten album to zbiór piosenek przerabiających temat międzyludzkich relacji na wiele sposobów).

Nie jest oczywiście tak, że na „High Expectations” wszystko wypada idealnie, a recenzję płyty można zamknąć określeniem „bez zarzutów”. Myśląc o słabszych momentach, wskazać trzeba przede wszystkim dwie piosenki: „FML” (muzycznie najmniej wyrazisty numer, ale jednocześnie bodaj najbardziej bezpośredni w wyrazie i odzierający Mabel z emocji) oraz „Trouble”, który wydaje się nagrywany najbezpieczniej jak to tylko możliwe, wręcz pod obowiązujący radiowy schemat. Niemniej „High Expectations” niemalże od początku do końca spełnia tytułowe wysokie oczekiwania. Debiutancki longplay Mabel jest właśnie tym, czego można było się spodziewać – materiałem bardziej radiowym (popowym?) od epki i mixtape’u wydanych w 2017 roku, będącym swego rodzaju zamkniętą w muzycznej formie kroniką dwudziestotrzylatki opowiadającej o swoich uczuciowych wzlotach i upadkach, szukającej cały czas własnej tożsamości (także scenicznej) i walczącej o atencję innych. (MAK / zdjęcie w nagłówku: materiały prasowe)

Mabel „High Expectations”
(2019; Polydor Records)

*** *** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera. Polub blog na Facebooku oraz obserwuj autora na Instagramie i Twitterze.

Q&A: odpowiadam na Wasze pytania! Kliknij w grafikę powyżej i obejrzyj film

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.