Recenzja: Julia Kania „Here”

W nagraniach udział wzięli m.in. Kajetan Borowski i Szymon Mika.

Okładka płyty „Here” (foto: materiały prasowe)

Dość długo zabierałem się do napisania o tej płycie. Nie dlatego, że nie chciałem lub nie miałem wyrobionej opinii, którą mógłbym „przelać na papier”. Problem tkwił bardziej w występowaniu ciągłych „zakłóceń”, które skutecznie odciągały mnie od tego, aby usiąść spokojnie na dwadzieścia-trzydzieści minut i napisać to, co trzeba. Bo dobrej muzyki słucha się (i pisze się o niej też) w momencie, kiedy nikt i nic w tym nie przeszkadza. Wszystko po to, aby w stu procentach oddać się dźwiękowemu tu i teraz.

Wydany końcem ubiegłego roku materiał „Here” to debiutancki krążek wokalistki, kompozytorki i tekściarki Julii Kani, studentki katowickiej Akademii Muzycznej. Co warte zaznaczenia, środki na nagranie zebrane zostały w ramach akcji crowdfundingowej. To ważne, ponieważ informacja zwrotna jest jasna: Kania nie była przed premierą postacią anonimową, a na jej talencie już wcześniej poznali się ci, do których płyta miała trafić – nie krytycy, nie dziennikarze, a słuchacze.

„Here” to w sumie dziewięć utworów w głównej mierze opierających się na brzmieniu klasycznego jazzu, w którym znalazło się miejsce zarówno dla partii wokalnych, jak i solówek poszczególnych muzyków. Nie ma tutaj przypadkowości, improwizacyjnej gonitwy lub dodawania czegoś na siłę. Obie płaszczyzny, tj. wokalna i instrumentalna, współgrają, tworząc przy tym ciekawą całość. Co prawda momentami słuchacz może odnieść wrażenie, że obcuje z kliszami koleżanek Julii po fachu, takimi jak Anna Gadt lub Aga Zaryan (szczególnie w bardziej rozbudowanych utworach), jednak nic nie wskazuje na to, że zabieg ten miałby być umyślny. To po prostu wokalny jazz, w którym zrobiono już naprawdę wiele i jego młodzi adepci zwyczajnie mają nieco trudniej i tzw. Ameryki zwykle nie odkrywają. Pomimo tego „Here”, jako płyta, posiada sporo atutów. Uwagę zwracają przede wszystkim: „Masterpiece” (najkrótszy, najbardziej żywiołowy i promieniujący radością numer na krążku, wywołujący niemalże mimowolny uśmiech), „Nie Ty” (nie tylko ze względu na fakt, iż jako jedyny zaśpiewany został po polsku, ale na swój kompozycyjny minimalizm i świadomość użytego słowa), niezwykle harmonijny „Here” oraz „Better Go” (interesująca partia gitary – odświeżająca kompozycję, nieco brudna w swym wydźwięku i dobrze współgrająca z perkusją; swoją drogą rozszerzenie stałego kwartetowego składu o ten instrument, a tym samym udział w projekcie Szymona Miki, uznać trzeba za strzał w dziesiątkę).

Zaskakiwać – teoretycznie – może brzmieniowa dojrzałość materiału, tym bardziej, że jej autorami są przecież ludzie młodzi. Wokalistce w studiu towarzyszyli: Kajetan Borowski (fortepian), Adam Tadel (kontrabas), Piotr Budniak (perkusja) i wspomniany już Szymon Mika (gitara). W praktyce: osoby będące na bieżąco z krajowym jazzem, doskonale zdają sobie sprawę, że w przypadku wyżej wymienionych wiek nie idzie w parze z brakiem doświadczenia. Członkowie zespołu w swoim życiu z niejednego muzycznego pieca jedli chleb, co zaprocentowało także w przypadku „Here”. Sesja nagraniowa z myślą o płycie trwała trzy dni, w trakcie których nie tylko zarejestrowano materiał, ale także nadano mu charakteru i tchnięto w niego życie. Tak, życie – bo „Here” to nie tylko zestaw kilku kompozycji zarchiwizowanych na popularnym cedeku, ale przykład na chemię zrodzoną pomiędzy muzykami, którzy, owszem, znali się już wcześniej i mieli okazję ze sobą grać (czy to w kwartecie Julii Kani, czy też w innych konfiguracjach), ale w sytuacji rejestrowania tego materiału jakby o tym zapomnieli i ponownie spotkali się na tzw. „świeżości”. Radość płynąca z gry przełożyła się na dźwięki, co dobrze objawia się chociażby w instrumentalnych rozwinięciach utworów „Departure” i „Forget”.

Z uwagi na zastosowany muzyczny minimalizm i stonowany nastrój kolejnych kompozycji, „Here” jest albumem, który poznawać trzeba w spokoju, z daleka od zawieruchy i hałasu dnia codziennego. To materiał idealny na wyciszenie, będący lekiem na kakofonię i propozycją dla tych, którzy wciąż poszukują odpowiedniego balansu pomiędzy brzmieniem i słowem. (MAK)

Julia Kania „Here”
(2017; SJ Records)

*** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera.
Polub blog na Facebooku oraz obserwuj autora na Twitterze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.