Krótka piłka #293: „Vivaldi: The New Four Seasons”, „Angels & Ghosts”, „Tańcz, choćby płonął świat”

W 293. odsłonie cyklu Krótka piłka sięgam po następujące albumy: „Vivaldi: The New Four Seasons” Nigela Kennedy’ego, „Angels & Ghosts” projektu Dave Gahan & Soulsavers oraz „Tańcz, choćby płonął świat” Zdzisławy Sośnickiej.

Nigel Kennedy „Vivaldi: The New Four Seasons”
(2015; Sony Classical)
Kilka lat temu Nigel Kennedy powiedział w jednym z wywiadów dla brytyjskiej prasy, że pragnie skonfrontować klasycznego Vivaldiego z elektroniką i nowoczesnym jazzowym spojrzeniem. Dwa lata temu na imprezie BBC Proms Festival muzyk zaprezentował tę wizję „Czterech pór roku”, co spotkało się z ciepłym odbiorem ze strony publiczności i recenzentów. Płyta z takim materiałem była zatem tylko kwestią czasu. „Vivaldi: The New Four Seasons” to album, dla którego podstawą były klasyczne, wspomniane już „Cztery pory roku” Antonio Vivaldiego. Muzyczny motyw, który znany jest nawet największym laikom, otrzymuje nowe życie. Na własny sposób przybliża go angielski skrzypek jazzowy, jedna z najbardziej barwnych postaci współczesnej sceny. Wspomagają go w tym m.in. trynidadzka wokalistka Zee Gachette, klawiszowiec Xantoné Blacq (pamiętacie, że kiedyś przeprowadziłem z nim wywiad?), a także polski trębacz Tomasz Nowak. O bardziej klasyczną stronę projektu zadbała Orchestra Of Life. Jest tak, jak zapowiadał autor: nieco jazzowo, ze szczyptą elektroniki, z interpretacyjną odwagą przy jednoczesnym zachowaniu szacunku dla historii. Burza, letni wietrzyk, wiosenny deszczyk i rozkwitanie kwiatów – elementy i obrazy, które jesteśmy w stanie wizualizować dzięki oryginalnej wersji Vivaldiego, pojawiają się także tutaj. Idea „Czterech pór roku”, chociaż podana w odnowionej wersji, zostaje zatem zachowana. Warto dodać, że tegoroczna płyta to niejako kontynuacja bestsellerowego albumu sprzed ponad dwóch dekad, na którym Kennedy również sięgnął po klasyczny motyw włoskiego kompozytora żyjącego na przełomie XVII i XVIII wieku.

Dave Gahan & Soulsavers „Angels & Ghosts”
(2015; Columbia Records)
Następca wydanego trzy lata temu krążka „The Light The Dead See” udowadnia, że współpraca z Soulsavers nie jest dla Dave’a Gahana jedynie odpoczynkiem od Depeche Mode, ale i dobrze spożytkowanym czasem twórczym. Dziewięć piosenek przepełnionych jest do cna emocjami niemal każdego rodzaju: złości, załamania, melancholii, mroku, nawet radości. Piszę „nawet”, bowiem w muzycznej stylistyce – dość ciemnej, pasywnej, nieco spleenowej – wydawać może się, że niewiele będzie tutaj miejsca na pozywane uczucia. Nawet jeśli jest tego mało, nie przeszkodzi to w dobrym odbiorze „Angels & Ghosts”. Główną zasługą takiego stanu rzeczy jest wokal Gahana – bardziej miękki, momentami cieplejszy niż na płytach podstawowej formacji. Siłą tego krążka są smaczki, które przez elektroniczną zasłonę wcale nie muszą od razu stawać się oczywiste. Tak jest w przypadku ciekawej sekcji rytmicznej w utworach „All Of This And Nothing”, „The Last Time” i „You Owe Me” (fenomenalny numer, jeden z ciekawszych w 2015 roku). Podobnie rzecz ma się z fragmentami, kiedy do głosu dochodzą chórki (jeszcze raz „You Owe Me”, a także „Don’t Cry”).

Zdzisława Sośnicka „Tańcz, choćby płonął świat”
(2015; Warner Music)
Afirmacja życia przez dojrzałą kobietę – tak jednym zdaniem opisałbym nową płytę Zdzisławy Sośnickiej. Prawie dwadzieścia lat przerwy od muzycznej branży pozwoliło nabrać dystansu i zebrać doświadczenia, które ostatecznie sprowadzają się do dobrze znanej sentencji „Życie jest piękne”. Wokalistka udowadnia to w każdym utworze zawartym na tegorocznym krążku. W „Chodźmy stąd” otrzymujemy przestrogę przed marnowaniem krótkiego życia, ballada „Ta sama” przynosi pogodzenie się z przeszłością przy jednoczesnym optymistycznym patrzeniu w przyszłe dnie. „Sen” to z kolei piosenka oparta na kanwie tytułowego snu, w którym lepsze jutro budowane jest na fundamencie miłości (co ciekawe, pomimo onirycznego charakteru utwór jest dość dynamiczny i – nawet powiedziałbym – taneczny). Z kolei w „Za mało słów”, do którego tekst z ironicznym i humorystycznym podejściem napisał Artur Andrus, pojawia się motyw relacji damsko-męskich z miłością w tle. Album kończy piosenka-kołysanka „Dobranoc Ziemio”, którą odbierać można jako swego rodzaju akt muzycznego pożegnania artystki. Do tego wszystkiego singiel tytułowy, w którym powraca topos tańca wyrażającego radość z życia. Od strony muzycznej „Tańcz, choćby płonął świat” nie jest czymś rewelacyjnym. Romuald Lipko czy Piotr Kominek nie zapewniają tego, czego osobiście szukam w muzyce, ale z drugiej strony wokalu Sośnickiej nie będą próbowali poskramiać producenci z tzw. młodego pokolenia (chociaż, kto wie, może byłoby to odświeżające i interesujące zarazem?). Klimat, jaki panuje na tej płycie – nieco plastikowy („Tęcza”), pompatyczny i baśniowy („Chodźmy stąd”), a nawet swingowy („Myliłam się”) – pasuje do wizerunku wokalistki i stylu jej śpiewania. Brak takiego dostrojenia skutkowałby muzyczną klapą, której tutaj zgrabnie udało się w sumie uniknąć. (MAK)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.