Krótka piłka #292: „Growbox”, „Nowy Testament”, „Rimbaud”

W 292. odsłonie cyklu Krótka piłka łączę XIX-wieczną poezję z tzw. współczesnymi poetami betonowej dżungli. Wszystko za sprawą nowych płyt Dioxa, tria Growbox oraz projektu tworzonego przez Tomasza Budzynia, Michała Jacaszka i Mikołaja Trzaskę.

Growbox „Growbox”
(2015; Asfalt Records)
Rapowe spotkanie, którego raczej mało kto się spodziewał. Pod nazwą Growbox kryją się bowiem: najpopularniejszych w Polsce raper O.S.T.R., reprezentujący warszawskie podziemie Jeżozwierz oraz lubelski producent Soulpete, którego fani krajowego rapu kojarzą doskonale ze współpracy z Bonsonem i składem Rap Addix, w którego szeregach jest zresztą wspomniany wcześniej Jeż. Z takiego połączenia wykrystalizował się album „Growbox”. Nie podzielam w pełni zachwytów nad płytą, w jakich rozpływają się słuchacze i część recenzentów. Znajdziemy tutaj kilka ciekawych kawałków, ale powiedzmy sobie jasno: to równy, jednakże średni materiał. Po stronie plusów na pewno zapiszemy zwrotki Jeżozwierza. Szczególnie te, w utworach „rozkminkowych”, poruszających poważniejsze problemy niż bragga. Mam na myśli chociażby numery „Przepływ danych”, „Agresja” i „Bóg, honor, utarg”. Cieszy fakt, że trio nie siliło się na podążanie za trendami. „Growbox” to brudny, hip-hopowy materiał, którego źródeł szukałbym na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Nowojorskie brzmienie słychać tutaj na kilometr, a i The Motor City pobrzmiewa tu i ówdzie. Od strony muzycznej pozycja dla fanów klasycznego rapu z tamtych rejonów. W kwestii liryki – rzecz nieodstająca od przeciętnego poziomu krajowej sceny.

Diox „Nowy Testament”
(2015; Prosto)
Diox to naprawdę miły facet. Pięć minut rozmowy po koncercie kilka lat temu na Juwenaliach Tarnowskich, którym patronowałem, wystarczyło, abym wyrobił sobie o nim pozytywne zdanie. Sympatyczny, uśmiechnięty, kiedy trzeba mówiący poważnie, kiedy indziej rzucający dowcipną uwagę. Tylko z tym rapem mu jakoś nie wychodzi. HiFi Banda to zupełnie inna bajka niż albumy solowe. W przypadku tych drugich Diox niemal za każdym razem próbuje pokazać swoją inną twarz. Na „Nowym Testamencie” sięga po modne w ostatnim czasie rapowe trendy, m.in. teksty oparte na hasztagach i przyśpieszenia. Krótko mówiąc: robi to, co aktualnie co drugi raper. Lirycznie – bez wielkich momentów, chociaż kilka fragmentów może napawać optymizmem (np. singlowy „#david_beckham”). Chwilami mam wrażenie, że Diox za bardzo zapatrzył się na TDF’a i próbuje wejść w jego rapowe Jordany. Nie mówię nawet o samej stylistyce płyty czy też nawiązaniu do akcji Hot 16 Challenge. Bardziej chodzi mi o nadmierne skupianie się na usilnym udowodnieniu bycia lepszym od innych. Szczerze: narzekaliśmy na poprzednie płyty Dioxa, ale słysząc to, co robi na „Nowym Testamencie”, chyba z chęcią sięgniemy po tamte krążki.

Rimbaud „Rimbaud”
(2015; Gusstaff Records)
Tytuł płyty i nazwa grupy mówią wszystko. Dziewiętnastowieczny francuski literat, członek tzw. poetów wyklętych, Arthur Rimbaud doczekał się uznania ze strony przedstawicieli polskiej sceny muzycznej. Konkretnie z twórczością symbolisty zmierzyli się Tomasz Budzyński (wokalista Armii), Michał Jacaszek (kojarzony ze swoich elektronicznych i akustycznych poczynań) oraz jazzman, saksofonista Mikołaj Trzaska. W teorii – połączenie tych osobowości nie miałoby miejsca, w praktyce – pod szyldem Rimbaud udało się je zgrać i wyciągnąć to, co najlepsze. Płyta „Rimbaud” to żadna tam pozycja, którą zaszufladkować będzie można jako tzw. poezję śpiewną. Tutaj poezja jest wyłącznie punktem wyjścia, a o śpiewaniu raczej nie ma mowy. Na albumie czeka na nas mieszanka punk rockowej energii, free jazzowych wariactw i elektronicznej pulsacji. Ekstremalnie rozbuchane dźwięki w „Jesteście fałszywymi murzynami” korelują na krążku ze spokojnymi „Enfance” i „Ja to ktoś inny”. Pojawiają się także inspiracje rodzimą kulturą ludową, co dostrzec można w oberkowym, tanecznym „Potopie”. Poezja Rimbaud podana zostaje raczej w wersji instant – skrótowo, we fragmentach. Na całe wiersze zabrakło miejsca, ale przyznać trzeba, że od strony muzycznej/piosenkowej zabieg ten sprawdza się. Punkowa dusza Budzyńskiego i wykrzykiwane słów łączą się z muzyką, którą przełożona na barwy, miałaby kolor czerni i szarość. Stylistycznie wyraziste, brzmieniowo dopracowane. Panowie nie biorą jeńców. Arthur Rimbaud również nie brał. Wszystko się zatem zgadza. Polecam – jako bloger muzyczny, ale i nauczyciel polonista. (MAK)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.