Relacja/Wideo: Cygne w klubie Percepcja (28.09.2015 r., Tarnów)

Tydzień rozpoczął się nietypowo – od koncertu. W tarnowskim klubie Percepcja wystąpiła amerykańska wokalistka Cygne. Poniżej relacja z wydarzenia.

Plakat promujący koncert

Najpierw odwiedziła sporo miejsc w USA, a inspiracje wyniesione z tej podróży przełożyły się na nagranie solowego krążka zatytułowanego „Passenger”. Teraz materiał ten promuje na koncertach w Europie. Na kilkanaście dni zawitała także do Polski. Mowa o Cygne – amerykańskiej songwriterce i wokalistce, która swoją twórczością wpisuje się w bardzo popularny w ostatnim czasie nurt akustycznego bluesowo-folkowo-rockowego grania.

To był miły koncert, chociaż też bez większych zaskoczeń. Prezentowana przez Cygne muzyka nie jest przecież niczym odkrywczym. Wszystko oscyluje w schemacie dość lubianego dzisiaj grania reprezentowanego przez Jose Gonzaleza, Myrra Rós, Hallę Nordfjörd, Justina Vernona, Rykardę Parasol, a w Polsce chociażby przez Leman Acoustic, Jakuba Kusiora, Asię i Koty oraz Petera J. Bircha. Zaśpiewane w ramach koncertu piosenki podążały raczej spokojniejszymi, bardziej zacieniowanymi ścieżkami. Nie było w nich wiele radości codziennością, miłością, drugim człowiekiem. To raczej wspomnienia z przeszłości (czasami nieprzyjemne jak w „Scars”; innym razem nieco weselsze jak „Nana Was A Star”) połączone z pragnieniem czegoś lepszego i pogodzeniem się z następstwami losu („Everything Must Change”). I chociaż nie był to najlepszy koncert, na jakim byłem, to przyznać trzeba, że Cygne ta ma w sobie pewien niedający się do końca opisać słowami magnetyzm. Nie jest nim co prawda bardzo popularne nazwisko, które przyciągnęłoby do klubu tłum widzów. Tutaj stawiałbym bardziej na twórczość (przez co rozumiem piosenki, sposób ich prezentowania i przekazywania emocji oraz ładny wokal) i osobowość. Te jednak poznać można dopiero po przełamaniu się, zrobieniu pierwszego kroku, jakim jest przyjście na koncert. Tyle i aż tyle do wykonania. Reszta leży już po stronie artystki. A ta ze swojej roli wywiązuje się naprawdę wyśmienicie. Pomimo małej frekwencji, wokalistka stawiła czoła zaistniałej sytuacji, dając dobry koncert, który okazał się nie tyle kolejną sposobnością do zaśpiewania kilku piosenek, ale przede wszystkim wyrazem szacunku dla tych, którzy poniedziałkowy wieczór postanowili spędzić w Percepcji. Muzycznie – akustycznie, z klasą, w oparciu jedynie o własny głos i gitarę. Kilka anegdot (np. o byłym chłopaku lub różnicy pomiędzy Amerykanami i Kanadyjczykami), przytoczonych dla rozluźnienia atmosfery i w celu nakreślenia historii powstania danego utworu, przyspieszyło nawiązanie kontaktu z osobami obecnymi na sali. Szeroki uśmiech, który pomimo lekkiego zdenerwowania i dającej się wyczuć niepewności, znikał z twarzy wokalistki tylko w momentach, kiedy ta śpiewała piosenki ze smutną historią w tle. Sygnalizowało to przyjazne nastawienie do miejscowych. Zresztą już po koncercie okazało się, że Cygne to niezwykle sympatyczna osoba, bardzo otwarta na świat i nowych ludzi, chłonąca wszytko to, co nieznane, z dużą chęcią poznająca elementy obcej dla niej kultury. Właśnie o tym magnetyzmie wspominałem – o tej swoistej mieszance muzycznego talentu i pozytywnych fluidów, jakimi wokalistka emanuje w relacjach międzyludzkich. Coś, czego nie da się zamienić na nic cenniejszego.

Klub Percepcja działa od nieco ponad roku. Nawet nie będę polemizował z argumentem mówiącym o tym, że miejsce to kojarzone jest głównie z imprezami z szeroko pojmowaną muzyką techno. Bo tak po prostu jest, i OK. Jednak zupełnie nie mogę pojąć faktu, że tak ciekawy koncert odbył się przy prawie zerowym zainteresowaniem ze strony mieszkańców. Nawet nie napiszę ile osób było obecnych, ponieważ palce odmawiają posłuszeństwa, a i klawiatura nie chce brać w tym udziału. Natomiast ze swoich dobrych źródeł wiem, że występy Cygne w innych polskich miastach nie były może hitami, ale głowy pod sceną liczyć trzeba było nieco dłużej. Co zawiniło w przypadku Tarnowa? Nie można całej winy zrzucać na niekoncertowy klimat lokalu (chociaż nie był to przecież pierwszy koncert w tym miejscu!). Być może zawiodła pora (poniedziałek)? Być może nikt w Tarnowie nie był zainteresowany udziałem w takim wydarzeniu? Jeśli opcja numer dwa, to jest mi zwyczajnie wstyd. Ludzie powinni być ciekawi nowych rzeczy. To nie tyczy się tylko muzyki, ale ogólnie – świata. Z zainteresowaniem powinni zatem przyjść na koncert kogoś, kto jeszcze w Tarnowie nie gościł (i prawdopodobnie już nigdy nie zagości), kto być może sięga po dźwięki dość ograne, ale robi to nadając piosenkom indywidualnych cech. Jednak, żeby się o tym przekonać, należy wyjść z domu. (MAK)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.