Krótka piłka #288: „Male”, „Nina Revisited…”, „Evermore: The Art Of Duality”

W nowym odcinku cyklu Krótka piłka kręcę nosem na tykanie klasyki i nieciekawe covery. Znalazło się też miejsce dla jednego pozytywnego akcentu.

Różni wykonawcy „Nina Revisited… A Tribute to Nina Simone”
(2015; Revive/RCA Records)
Album ten ujrzał światło dzienne, aby upamiętnić i oddać hołd jednej z największych wokalistek w historii muzyki, ale także przybliżyć postać Niny Simone młodemu pokoleniu, które być może nie ma pojęcia, że święcące dzisiaj triumf Beyonce i Rihanna nie są wcale najlepszymi piosenkarkami, jakie stąpały po ziemi. Autorzy płyty gubią jednak gdzieś po drodze sedno sprawy, a efekt końcowy w postaci zestawu kilkunastu piosenek nie jest wcale aż tak interesujący (i dobry). Zupełnie nietrafiona okazuje się próba aktualizacji przebojów śpiewanych przez Ninę Simone. Lauryn Hill, Mary J. Blige, Common, Lalah Hathaway i Gregory Porter zwyczajnie nie udźwignęli ciężaru gatunkowego. Przerabianie „Baltimore” na stylistykę reggae czy „I Put A Spell On You” na trip-hopowy numer nie ma według mnie najmniejszego sensu. Zwykle nie oczekuję od coverów odgrywania danej piosenki jeden do jednego. W przypadku piosenek Simone spotykamy się jednak z czymś, co określić można terminem ponadczasowość. Te utwory są aktualne – nawet w niezmienionej formie, grane tysięczny raz przez tysięczny zespół lub śpiewane przez kolejną młodą adeptkę jazzowej wokalistyki. To utwory, które bardzo dawno temu zyskały miano klasyki. Dość bezsensownym okazał się zatem zabieg usilnej aktualizacji – powtórzę to słowo raz jeszcze – ponadczasowych i uniwersalnych przebojów niepotrzebujących żadnej współczesnej muzycznej ingerencji. Płytę ratują utwory posiadające co prawda nową aranżację, ale wciąż wpisujące się w dźwiękowy kanon oryginalnych wersji (chociażby „Don’t Let Me Be Misunderstood”, „I Want A Little Sugar In My Bowl”, „Feeling Good”).

Natalie Imbruglia „Male”
(2015; Masterworks)
Natalie Imbruglia nie była przeze mnie nigdy zaliczana do grona ulubionych wokalistek. Nowa płyta nie zmieni tego stanu. „Male” to album, którym Australijka przypomina o sobie po kilku latach milczenia. Nie jest to jednak, jak można by się tego spodziewać, materiał zawierający premierowe nagrania. Natalie, podobnie jak Andrzej Piaseczny na naszym krajowym podwórku, sięgnęła po utwory innych wykonawców. Konkretnie samych mężczyzn (na co wskazuje już tytuł), bo ponoć tak miało być bardziej zabawnie. Jeśli wokalistka dobrze bawiła się podczas pracy w studio nagraniowym, to miło. Ja jednak wiele radości z obcowania z płytą „Male” nie miałem. Są tutaj rzeczy współczesne („Instant Crush” Daft Punk), mocno alternatywne („I Melt With You” Modern English), w oryginalnych wersjach nieco bardziej rockowe („The Waiting” Tom Petty and the Heartbreakers, „Friday I’m In Love” The Cure) oraz o lżejszym ciężarze gatunkowym („Naked As We Came” Iron & Wine). Nie wpływa to jednak w żadnym wypadku na jakość lub różnorodność płyty. Dwanaście utworów (trzynaście licząc radiową edycję singla dodaną na samym końcu) tworzy materiał bardzo jednorodny, płaski brzmieniowo, nieciekawy, momentami wręcz nudny. I spokojny klimat nie ma tutaj nic do rzeczy, ponieważ osobiście najbardziej cenię takie właśnie płyty. Ważne jednak, aby nagrywając je w taki sposób, mieć na to pomysł, a jego brak to podstawowa cecha krążka „Male”, którego zwyczajnie nie polecam. (A może tym konceptem był właśnie brak pomysłu, a ja tego nie zrozumiałem? Oj, głupia ja.).

The Underachievers „Evermore: The Art Of Duality”
(2015; Brainfeeder)
Zauważyłem, że jak już zacznę psioczyć na płyty, to niemal automatycznie do dalszego pisania dobieram takie tytuły, aby przełamać niefortunną passę. Robię to w najprostszy z możliwych sposobów: wybieram krążek kogoś, kto zwykle mnie nie zawodził. Tak samo zrobiłem i tym razem, sięgając po nowy materiał duetu The Underachievers. Poprzednia płyta raperów („Cellar Door: Terminus Ut Exordium”, 2014) trafiła do mojego odtwarzacza dość późno, bo dopiero na początku tego roku (lepiej późno niż wcale!). Z nauczki tej wyciągnąłem jednak naukę i premiery drugiego krążka już nie przegapiłem. Nowy materiał to pod względem stylistycznym kontynuacja myśli przewodzącej wcześniejszemu tytułowi. Odnoszę jedynie wrażenie, że tym razem duet postanowił podzielić zawarte na krążku utwory na dwie części: pierwszą spokojną i drugą bardziej agresywniejszą. Przeświadczenie o tym podkreślają dodatkowo tracki pierwszy i ósmy zatytułowane kolejno „Phase 1 Intro” i „Phase 2 Intro”. Niezależnie od tego, do której części płyty sięgniemy, AK i Issa Gold sprawdzają się jako raperzy, a nawijane przez nich linijki – czy to opowiadające o fikcyjnych wydarzeniach, czy też nawiązujące do przeszłej przynależności do gangu i młodzieńczego sięgania po substancje uzależniające – emanują pewnością, solidnością i typowym dla Brooklynu hip-hopowym sznytem. Ale czemu się dziwić. Flying Lotus nie sygnowały słabego materiału własnym nazwiskiem i labelem. (MAK)

2 Comments

  1. Patrycja

    jeśli płyta „Male” się nie podoba to ja chętnie ją przyjmę w formie darowizny lub wygranej w konkursie :)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.