Krótka piłka #286: „Traveler”, „Bad Magic”, „Słońce, lupa i mrówki”

W 286. odsłonie cyklu Krótka piłka sięgam po nowe płyty duetu Rysy, projektu Brzoska i Gawroński oraz zespołu Motörhead.

Rysy „Traveler”
(2015; U Know Me Records)
Łukasz Stachurko i Wojciech Urbański, czyli duet Rysy, serwują rzecz niemal kompletną. Elektroniczno-popowa płyta „Traveler” zdaje się nie mieć skaz (bo rysy przecież są – tuż przed tytułem). Producencki kunszt panowie ujawniają w instrumentalnych utworach „The Fib” i „Brat”. Zróżnicowane, przemyślane, bez pochopnych ruchów i z dźwiękowym magnesem przyciągającym słuchaczy do głośnika. Ale ta płyta ma też swoją trzecią bohaterkę. Justyna Święs od pewnego czasu stała się jedną z bardziej rozchwytywanych wokalistek z myślą o tak zwanych featach. Waglewscy przyłożyli rękę do tego, aby jej nazwisko stało się rozpoznawalne. Dzięki temu dzisiaj Rysy wykorzystują nie tylko jej dobry głos, ale i popularność. Postawienie w przypadku piosenkowych utworów na jedną osobą okazało się strzałem w przysłowiową dziesiątkę. Gwarantuje to swego rodzaju spójność płyty i pozwala wykrystalizować koncept całego materiału. Baasach i Piotr Zioła są tutaj tylko dodatkiem (cennym, ale dodatkiem).

Motörhead „Bad Magic”
(2015; UDR)
„Ja w każdym razie żyję i mam się dobrze. Na pewno jeszcze nie raz o mnie usłyszycie!” – takimi słowami Lemmy Kilmister zakończył wydaną kilka lat temu autobiografię. Nie wiem ile dzisiaj jest w tym prawdy w kwestii kondycji fizycznej (kilkanaście dni temu wokalista zmuszony był przerwać koncert ze względu na złe samopoczucie), na pewno jednak wypowiedź ta doskonale oddaje muzyczną formę autora „Białej gorączki”. Spodziewałaś/eś się po „Bad Magic” zaskoczeń? Odpuść słuchanie i zastanów się nad swoją kondycją psychiczną. Nikt przy zdrowych zmysłach nie oczekiwał od zespołu Motörhead muzycznej rewolucji. Lemmy i jego kompani mają swój świat, swoją niszę, którą wypełniają i fanów, którzy potrzebują odpowiedniej dawki konkretnych dźwięków. Nowa płyta Brytyjczyków to zatem trzynaście utworów, o których napisać można w podobnym tonie, co o większości z dwudziestu jeden wcześniejszych albumów sygnowanych nazwą grupy. Sporo kawałków zawartych na krążku nagranych zostało w szybkim tempie, napędzanym przez gitary i perkusję. Ciężkie riffy to także nie pierwszyzna dla doświadczonych muzyków, którzy potrafią nie tylko mocno uderzyć, ale zagrać także tak, aby nie zgubić głównej melodii. Co ciekawe, najlepiej na „Bad Magic” prezentuje się rockowa ballada „Till The End” (zauważyliście, że na wielu płytach tej grupy takie właśnie ballady zwykle są jeśli nie najlepszymi to jednymi z najlepszych utworów?). Numery na tegorocznej płycie Motörhead brzmią tak, że nie masz pewności czy zostały nagrane na przestrzeni ostatniego roku, czy też Lemmy wyciągnął je z pudełka z napisem „archives from the 80s”. Angielska grupa bez patrzenia na innych robi zatem swoje, ale ta formuła sprawdza się od czterdziestu lat, więc po co ją zmieniać?

Brzoska i Gawroński „Słońce, lupa i mrówki”
(2015; Wydawnictwo Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu)
Brzoska i Gawroński ponownie łącza siły. Po nieco przekombinowanym albumie „Nunatak” (2012), duet poeta-producent rehabilituje się i to z nawiązką. Pomysł niby ten sam, co trzy lata temu, ale wykonanie całkiem inne. Lepsze. Chwalony przeze mnie już przy okazji debiutanckiego materiału Dominik Gawroński ponownie serwuje ciekawe brzmienie. Tym razem twórca przygotował zestaw nieco chłodniejszych, bardziej skandynawskich w moim odczuciu dźwięków, przemieszanych z fragmentami noszącymi znamiona piosenkowości (chociażby otwierające płytę „Wakacje”). Elektronikę także w przypadku drugiej płyty postanowiono wzbogacić udziałem innych instrumentów. W przypadku „Nunatak” były to gitary, teraz zdecydowano się na klarnet basowy (Mikołaj Trzaska) i akordeon (Andrzej Teofil). Ruch z tych, o których nie można napisać niczego złego. Świetnym dowodem o słuszności tego posunięcia jest utwór „Annie Leibovitz fotografuje niebo dla Susan Sontag”. Na jego korzyść przemawia również fakt, że zamiast recytującego Brzoski do głosu dochodzi Joanna Małanka. Wojciech Brzoska sprawdza się bowiem jako tekściarz, ale jako osoba stojąca przy mikrofonie już nieco mniej. Wiersze napisane z myślą o „Słońcu, lupie i mrówkach” nie są złe. Mają swoje lepsze i gorsze momenty, przy większości linijek z chęcią zatrzymałbym się jednak na dłużej (wspomniany wcześniej utwór „Annie Leibovitz fotografuje…”, a także „Talizman”, „List do ojca/List do brata”). Z płytą, jako muzycznym produktem, zawarłbym za to dłuższą znajomość, gdyby więcej wokalnych szans otrzymała Małanka. Być może jest to jakiś pomysł na przyszłość? Płyta dołączona została do tomiku z poezją Brzoski „W każdym momencie, na przyjście i odejście”. (MAK)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.