[Podsumowanie 2014 roku] Najlepsze EPki (Polska i zagranica)

Zanim w akcji podsumowania 2014 roku przejdę do list zawierających tzw. longplaye, pragnę zaprezentować pięć najlepszych epek jakie ukazały się w ostatnim roku w Polsce oraz na świecie.

NAJLEPSZE EPKI – POLSKA

5. Mohipisian „Mohipisian EP” (wydanie własne)
O zespole pochodzącym z Lublina miałem okazję napisać dosłownie kilka słów przy okazji recenzowania płyty „Nowa Lubelska Muzyka”, na której Mohipisian zaprezentowali utwór „Intorelable”. Piosenka ta otwiera również wydany własnym sumptem imienny materiał formacji. Płyta ukazuje różne oblicza grupy i aż dziw człowieka bierze, że w przeciągu dwudziestu minut czwórce artystów udało się zaprezentować tyle muzycznych twarzy. Wspomniane „Intolerable” jest najbardziej chwytliwym kawałkiem w zestawieniu, „Fallin’” zwalnia i zaskakuje dobrze skrojoną balladą z gitarowymi solowymi wstawkami, które są zresztą takim charakterystycznym spoiwem dla całego materiału. „Pełne zanurzenie” – jedyny na płycie polskojęzyczny numer – otwiera się na funkowe klimaty, w których prym wiodą dźwięki trąbki (zdecydowanie najlepszy fragment całości). Ostatnie dwa kawałki – „Run” i „Hectic” – to z kolei zwrot ku Wyspom Brytyjskim i tamtejszym klimatom oraz muzyki rave. Która twarz Mohipisian jest prawdziwa? Mam nadzieję, że panowie w niedalekiej przyszłości kolejnymi produkcjami sami odpowiedzą nam na to pytanie.

4. jZAMOJSKI “Sześć EP” (SuperSoundLabel)
Kuba Zamojski utwory zawarte na płycie tytułuje biblijnymi wersetami z „Ewangelii” według św. Łukasza i Jana, „Pieśni nad Pieśniami” (których autorstwo przypisuje się królowi Salomonowi), „Księgi Rut” (części judaistycznej Tory) oraz wcześniej wspomnianej już „Apokalipsy św. Jana”. Czy to, co kryje się za warstwą muzyczną należy interpretować według tych tytułów? Na pewno jest to jedna ze ścieżek, którymi można podążać. Można, ale nie trzeba. Dla jednych wskazówki te okażą się pomocne, dla innych sama płaszczyzna dźwiękowa będzie już wystarczająca. Na „Sześć” jest bowiem czego posłuchać (cała recenzja). Płyta ukazała się pad patronatem AxunArts.

3. Black Perfume “Histeria EP” (wydanie własne)
Materiał Black Perfume nie przynosi może rewolucji w rockowej myśli producenckiej. Zespół epką udowadnia, że nie trzeba sięgać po nowatorskie rozwiązani – wystarczy zrobić coś dobrze na sprawdzonych patentach i to jest już pozytywne. Oczywiście każdy ze słuchaczy czy krytyków muzycznych oczekuje od kolejnych debiutujących wykonawców, że ci dokonają czegoś wielkiego i już na pierwszej płycie pokażą nowe kierunki w muzyce. Przykro mi, nie każdy jest Hendrixem, The Smiths czy The Velvet Underground. Poza tym mamy już 2014 rok – czy w muzyce rockowej zostało jeszcze coś do wymyślenia? Jeśli tak, to niewiele. (cała recenzja)

2. SoundQ „EP2” (wydanie własne)
Bałem się trochę tego materiału. Strach zakiełkował we mnie po zapoznaniu się z informacją prasową, w której przeczytałem, że „EP2″ ma być zestawem utworów niepokojących i przepełnionych lękiem. Pomyślałem, że kolejnego smutnego materiału, niczym dźwięki serwowane przez Accomplice Affair, nie zniosę. Moje obawy okazały się jednak niepotrzebne. Nie chcę przez to powiedzieć, że zespół SoundQ kłamał w zapowiedzi. Zaprezentowana w maju epka faktycznie zawiera – w porównaniu do „Cargo Planes EP” i krążka „Barbarians” (2013) – melodie nieco cięższe w odbiorze, jednak wszystko podane zostało tak, aby potencjalny słuchacz nie osiwiał podczas zapoznawania się materiałem (chociaż ten początek utworu „In a Swoon” z mrocznym głosem Kuby Kubicy faktycznie może wywoływać dreszcze). Napisać, że krakowska ekipa poczyniła progres, będzie posunięciem zbyt oczywistym. SoundQ faktycznie jednak, zmieniając nieco muzyczną stylistykę, poszerzyli horyzonty twórcze. Dalej poruszamy się wprawdzie po obszarach elektroniki, jednak synth-pop urozmaicony został przez elementy dub stepu, ambientu, mrocznego electro-popu, lekkiej elektronicznej psychodelii („Restless”), a nawet muzyki lżejszej gatunkowo (przykład utworu „Bones”, który myślę miałby szansę na zaistnienie w radio). Na epce znajdziemy w sumie cztery kompozycje – w tym jedną „stworzoną” na spółkę z Jamesem Joyce’em (chodzi o zamykający płytę numer „Ecce Puer”, którego warstwę liryczną stanowi wiersz irlandzkiego poety). Po sprawdzeniu materiału (raptem osiemnaście minut) zrozumiałem skąd to przeświadczenie twórców o niepokoju. Intensywność emocji i nałożenie na siebie wielu faktur dźwięków powodować może lekką trwogę i obawę przed tym, co za chwilę „wyskoczy” z głośnika. Sporo muzyki upchnięte zostało bowiem na małej przestrzeni czasowej. Wszystko kipi, pulsuje i buzuje. Uspokajam i zdradzam zakończenie: owszem, z głośnika coś się wyłoni, ale będzie to tylko (aż!) dobra muzyka.

1. Milcz Serce „Mota EP” (Wytwórnia Krajowa)
Nowa płyta mysłowickiego zespołu Milcz Serce ukazała się dokładnie rok i tydzień po premierze debiutanckiego krążka zatytułowanego „Nawyki/Kolizje”. Plan był taki, aby udostępnić materiał dokładnie w rocznicę, ale zostawmy to z boku. Daty nie są aż tak istotne. „Mota EP” to zestaw czterech niepublikowanych wcześniej piosenek. Jakich piosenek? Ciekawych. „Atom” promuje wszystko ładnym ruchomym obrazkiem, wwiercająca się w głowę melodią i refrenem piosenka „Folklor” pozostaje towarzyszką na cały dzień, rozpędzający się numerem „Sowa barowa” góruje nad resztą tekstem, a zamykająca wszystko tytułowa kompozycją, jako jedyna zawarta na płycie piosenka, jest dłuższa niż przyjęte za pewien standard trzy minuty. Taki swoisty zestaw singli, które spokojnie mogłyby znaleźć się na kolejnej długogrającej płycie zespołu i wieść prym pośród sześciu-ośmiu innych kompozycji. Dobra muzycznie rzecz prosto z Polski, obok której nie można przejść obojętnie.

NAJLEPSZE EPKI – ZAGRANICA

5. Seinabo Sey „For Madeleine EP” (Universal)
Młoda, dwudziestokilkuletnia Szwedka jesienią 2014 roku opublikowała swoją debiutancką epkę. Płyta „For Madeleine” dedykowana jest matce wokalistki. Na całość złożyło się pięć utworów, wśród których znajdziemy prezentowane już wcześniej single (m.in. „Younger” i „Pistols at Down”) oraz „Hard Time”, czyli najnowszy numer jakim Seinabo Sey promuje swoją osobę. Dodatkowo wspomniany „Hard Time” pojawia się na epce dwukrotnie: w wersji oryginalnej oraz alternatywnej. Miła dla ucha, utrzymana w klimatach elektro popu i soulu muzyka. Widać, że szwedzki rynek wiąże z Seinabo Sey spore nadzieje – wszak występ podczas gali wręczania Pokojowej Nagrody Nobla nie zdarza się każdemu artyście pochodzącemu z kraju Trzech Koron.

4. Broods „Broods EP” (Dryden Street/Island/Polydor/UMA)
Broods to podobnie jak wspomniana wcześniej Seinabo Sey również debiutanci. Nowozelandzki duet w sierpniu ubiegłego roku opublikował swój pierwszy długogrający krążek zatytułowany „Evergreen”. Premiera poprzedzona została wydaniem imiennej epki, która miała wyostrzyć apetyty przed daniem głównym. Faktycznie, „Broods EP” spełniła swoje zadanie do tego stopnia, że zaprezentowany później album nie spełnił oczekiwań wielu słuchaczy. Sześć utworów zawiesiło poprzeczkę tak wysoko, że nawet rodzeństwo Georgia i Caleb Nottowie nie byli w stanie jej pokonać.

3. Royal Blood “Out of the Black EP” (Warner)
Kolejna epka-zapowiadacz właściwej płyty, o której kilka zdań napisałem tutaj. Rockowy duet z angielskiego Brighton w marcu 2014 roku dał jasny sygnał, że warto czekać na późniejsze muzyczne ruchy. Cztery piosenki (oczywiście w większości znane już wcześniej) utrzymane w klimacie rocka, blues rocka i noise rocka z miejsca zyskały wielu fanów na całym świecie. Epka co prawda ukazała się wyłącznie w formie elektronicznej, jednak podejrzewam, że jej wydanie fizyczne zyskałoby równie dużą rzeszę odbiorców i nabywców. Przy dobrej muzyce format i nośnik nie są bowiem aż tak ważne.

2. Röyksopp & Robyn „Do It Again EP” (Dog Triumph)
Skandynawskie gwiazdy połączyły siły. Nie tylko nagrały wspólną epkę (w sumie pięć utworów), ale jeszcze zadbały o jej promocję w formie trasy koncertowej, która objęła swoim zasięgiem wybrane kraje w Europie i Stanach Zjednoczonych. Podążając za tytułem płyty, szwedzka wokalistka i norweski duet faktycznie zrobili to ponownie. Robyn i Röyksopp mają bowiem na koncie wcześniejszą współpracę przy pojedynczych utworach („None of Dem” z piątego studyjnego krążka Robyn oraz „The Girl and the Robot” z trzeciego albumu Norwegów). Do tego wszystkiego nominacja do Grammy Award w kategorii Najlepsza Płyta Z Muzyką Elektroniczną/Dance, która być może zastąpiona zostanie statuetką. Pierwsze miejsce na liście amerykańskiej liście Dance/Electronic Albums i czternasta lokata zestawienia Billboard 200 dają na to duże szanse.

1. Roisin Murphy „Mi Senti EP” (The Vinyl Factory)
Wszyscy kochamy, a przynajmniej wszyscy kochać powinniśmy Roisin Murphy za: a) działalność w ramach grupy Moloko, b) solowa płytę „Overpowered”. Teraz dochodzi do tego jeszcze jeden powód: epka „Mi Senti”. Materiał, jaki ukazał się końcem maja 2014 roku, to w dyskografii Irlandki rzecz wyjątkowa. Murphy śpiewa tutaj nie jak do tej pory po angielski, ale wyłącznie po włosku. Czytelniczko, czytelniku, jeśli nie znacie tego języka jak ja, zapewne wasz pierwszy raz z tą płytą polegał będzie jedynie na percepcji dźwięków – zarówno muzycznych, jak i tych wydawanych przez wokalistkę. Orientacja w tematyce tekstów jest oczywiście ważna (trochę głupio byłoby słuchać piosenek na przykład o penetrowaniu odbytów małych kotków!), ale w przypadku tej płyty spokojnie możecie odpuścić, odczekać jakiś czas i delektować się najpierw wyłącznie brzmieniem. Bowiem „Mi Senti” to dobra sytnthpopowa robota inspirowana włoskimi piosenkami disco z lat 60. i 70., które poddane zostały tutaj małej reorganizacji dźwiękowej w celu – nazwijmy to – przystosowania ich do wymogów współczesnego słuchacza. Uniknięto dzięki temu typowego dla tamtych czasów muzycznego plastiku i kiczu, które mogłyby w prosty sposób zniechęcić potencjalnego odbiorcę, zachowując jednocześnie typowy retro klimat. Pięć coverów uzupełniono, umieszczoną w połowie tracklisty, kompozycją zatytułowaną „In Sintesi”. Linię dźwiękową premierowego numeru podporządkowano reszcie materiału, dbając przy tym o spójność całości. Płyta bez wątpienia interesująca, ale w przekroju całego dorobku Roisin Murphy za kilka(naście) lat brana będzie raczej pod uwagę w kategoriach ciekawostki i artystycznego kaprysu aniżeli poważnego krążka.(MAK)

One Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.