[Podsumowanie 2014 roku] Najlepsze płyty koncertowe

Wczoraj koncerty, dzisiaj płyty koncertowe. Zapraszam do sprawdzenia drugiej części podsumowania 2014 roku.

5. Blondie „Live At CBGB 1977” (Noble ID)
Zaczynam bez zbędnych wstępów. Celebrująca 40-lecie istnienia grupa Blondie uraczyła słuchaczy okolicznościowym albumem. Nie chcąc wyłącznie odcinać kuponów (za co plus), formacja oprócz największych przebojów zaserwowała również premierowe nagrania (krążek „Ghosts of Download”) oraz archiwalny koncert z 1977 roku („Live At CBGB”). Płytę DVD nabyć można było w tzw. wersji deluxe i ruch ten okazał się najbardziej rozsądny. Premierowe piosenki – z jednym wyjątkiem – nie zachwyciły, największe przeboje są już dobrze znane i często publikowana w formie innych albumów, a zapis koncertu z końca lat 70. niewątpliwie jest najcenniejszym elementem całego zestawu. Nieostre wideo, pozostawiający wiele do życzenia dźwięk – prawdziwy underground, w którym w tamtym okresie tkwiła jeszcze Debbie Harry i jej koledzy. Prawdziwa gratka dla fanów grupy, stylistyki new wave oraz słuchaczy lubiących pogrzebać w historii.

4. ABBA „Live At Wembley Arena” (Polar Music)
Miniony rok fani zespołu ABBA zapamiętają na długo: nie ze względu na reaktywację grupy, do której prawdopodobnie nigdy nie dojdzie (i dobrze!), ale z powodu wydania płyty „Live At Wembley Arena”. Jak nietrudno się domyślić, dwupłytowy album zawiera zarejestrowany koncert z londyńskiego Wembley. Występ odbył się w listopadzie 1979 roku, czyli na cztery lata przed oficjalnym rozwiązaniem zespołu. Druga połowa lat 70. to bez wątpienia najlepszy okres w historii szwedzkiego bandu. Doskonale słychać to na prezentowanej płycie. „Live At Wembley Arena” to kwintesencja tego, co zawiera w sobie nazwa ABBA: popowej przebojowości, hipnotyzującego stylu, lekkości brzmienia i dobrej muzycznej jakości. Podróż przez pierwsze siedem lat działalności zespołu, naszpikowana największymi hitami („Money, Money, Money”, „I Have a Dream”, „Dancing Queen”, „Waterloo”), zwieńczona nigdy wcześniej niepublikowanym utworem „I’m Still Alive” (drugi dysk, pozycja szósta). Album ten to także wysłuchanie próśb wielu melomanów, którzy od dość dawna mieli chrapkę na pełny zapis londyńskiego koncertu (przypominam, że jego fragmenty znalazły się na pierwszym koncertowym krążku zespołu, jaki ukazał się w 1986 roku). Pozycja obowiązkowa!

3. Bruce Springsteen & The E Street Band „Born in the U.S.A. – Live” (Columbia Records)
W minionym roku Bruce Springsteen opublikował płytę „High Hopes” – zestaw piosenek, których pewnie większość słuchaczy mogła się spodziewać. Nic więcej nie piszę, ponieważ o krążku będzie jeszcze mowa w innej części podsumowania. W wersji specjalnej album Bossa zawierał bonusową płytę DVD z zapisem londyńskiego koncertu, jaki odbył się w czerwcu 2013 roku. Podczas występu Springsteen w towarzystwie swojego The E Street Bandu zaprezentował cały materiał z kultowego albumu “Born in the U.S.A.”. Świetna rzecz pokazująca, że płyty z połowy lat 80. wcale się nie starzeje. Tak samo jak sam Bruce!

2. Tom Horn „Guest Room” (Tom Horn Music)
Przyznam się, że niespecjalnie śledziłem w ostatnim czasie koncertowe wydawnictwa w Polsce. Być może nie było ich wiele, a być może ukazywały się tylko płyty wykonawców, za którymi specjalnie nie przepadam. Trudno powiedzieć. Wiem natomiast, że na materiał live Toma Horna czekałem od momentu, kiedy pierwszy raz przeczytałem jego zapowiedź. „Guest Room” jest przede wszystkim zapowiedzią studyjnej i noszącej zresztą taki sam tytuł płyty producenta, jaka ukazała się końcem 2014 roku (sprawdź recenzję). To także zapis ciekawego koncertu, jaki odbył się w styczniu w Pile – rodzinnej miejscowości muzyka. Wspaniała pamiątka dla tych, którzy uczestniczyli w wydarzenia, jak i prezent dla fanów nieobecnych wówczas pod sceną. Duży plus za formę, w jakiej całość została wydana.

1. Whitney Houston „Whitney Houston Live: Her Greatest Performances” (Legacy Recordings)
Album zbierający w jednym miejscu najlepsze koncertowe momenty w karierze Whitney Houston. W wyniku selekcji wyłonionych zostało szesnaście utworów (w wersji DVD jest ich osiemnaście) zaśpiewanych podczas różnych okazji na przestrzeni lat 1983-2009. Wśród nich nie zabrakło również kawałków z filmu „The Bodyguard” („I Will Always Love You”, „I Have Nothing”, „I’m Every Woman”), który z amerykańskiej wokalistki uczynił gwiazdę pierwszoplanowego formatu oraz brawurowo wykonanego amerykańskiego hymnu podczas Super Bowl w 1991 roku (dla wielu ta wersja „The Star Spangled Banner” jest najlepszą interpretacją narodowej pieśni w historii nie tylko Stanów Zjednoczonych, ale całego świata). Płyta nie jest zatem niczym innym, jak potwierdzeniem, że Whitney Houston była w latach 90. największą piosenkarką, przy której dzisiejsze międzynarodowe idolki pokroju Beyonce, Lady Gagi czy Rihanna są wciąż uczącymi się wokalnego fachu małymi dziewczynkami ze szkolnego chóru z przedmieścia. (MAK)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.