Krótka piłka #254: Grudniowe nadrabianie zaległości (IV)

Akcja „Grudniowe nadrabianie zaległości” w toku. Były części pierwsza, druga i trzecia, przyszedł zatem czas na czwartą, w której w kilku zdaniach wyrażam opinię na temat tegorocznych płyt Dominika Bukowskiego, kwintetu Wojtka Mazolewskiego, zespołu Portland Rum Riot oraz projektu TrueSzczurs.

Dominik Bukowski „Simply Words”
(2014; Soliton)
Słów na „Simple Words” nie uświadczymy wprawdzie wcale, ale to, co zawarte zostało w nutach, da się opisać w kilku prostych zdaniach. Płyta wibrafonisty Dominika Bukowskiego, której nagranie swoimi talentami wsparli Piotr Lemańczyk (bas), Przemysław Jarosz (perkusja) oraz Sri Hanuraga (pianista znany polskiemu słuchaczowi chociażby z płyty Krystyny Stańko), to dziesięcioutwory materiał jazzowy wpisujący się bardziej w grupę tych spokojniejszych i melancholijnych, niż łączących stylistykę jazzu z rockiem lub funkiem. Od strony kompozycyjnej za całość odpowiada lider formacji, jednak to indonezyjski gość dominuje wyraźnie w kolejnych numerach. Być może chodzi o poziom dźwięku (wibrafon i marimba są instrumentami zdecydowanie cichszymi od klawiszy fortepianu), a być może po prostu Bukowski, jak przystało na dobrego kapitana, usuwa się w cień i kieruje wszystkim zza pleców. Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że reszta muzyków zostaje zdominowana przez zagranicznego kolegę – zaprzeczeniem takiego twierdzenia jest chociażby partia solowa Lemańczyka z utworu „Dharma”. „Simple Words” to przykład dobrze współgrającej ze sobą czwórki instrumentalistów, którzy od początku do końca wiedzieli jak ma wyglądać ich muzyczny świat: ma emanować emocjami, stanowić dźwiękową ilustrację i zadziwiać słuchaczy. Co najważniejsze, udało się to osiągnąć przy użyciu prostych środków, które zestawione w odpowiedni sposób nadają płycie niezwykłego klimatu.

Portland Rum Riot „53 minuty do wschodu”
(2014; wydanie własne)
Trochę czekaliśmy na debiutancki krążek formacji Portland Rum Riot. Ważne jednak, że w końcu się on ukazał. Zespół, który wbrew nazwie nie pochodzi z USA, a z Warszawy, to przedstawiciele mocnego uderzenia, hybrydy progresywnego rocka i metalu. Muzyka oparta na głośnych gitarach, energicznej perkusji i charakterystycznej barwie głosu wokalisty z pewnością trafi w gusta wielu słuchaczy nad Wisłą. Cały materiał zawarty na płycie opisać można jako lawinę surowego dźwięku uzupełnioną mocno lirycznymi tekstami. Owszem, niektóre z wersów są dość przewidywalne i wyświechtane (szczególnie irytują miałkie nawiązania do tematyki religijno-egzystencjalno-filozoficznej), ale narzekać również nie można. Chociaż poziom Osieckiej czy Nosowskiej jest jeszcze daleki, życzyłbym sobie, aby większość polskojęzycznych autorów reprezentowało taką liryczną formę. Do posłuchania w domu, jak i na koncercie (a te z takim repertuarem muszą być naprawdę czadowe!). Tytuł płyty roku – przynajmniej za ostatnie dwanaście miesięcy – raczej nie dla warszawiaków, ale solidny fundament pod dalsze granie został postawiony, a o to przecież w przypadku debiutanckich krążków chodzi najbardziej.

TrueSzczurs „Mixtape”
(2014; Vibe2NES)
Projekt TrueSzczurs to w zasadzie Rap Addix, ale bez Laikike1’a, który pojawia się tutaj tylko gościnnie. Jeżozwierz, Kidd i Junes przygotowali materiał składający się z dwóch srebrnych krążków: mixtape’u oraz blandtape’u. W sumie dwadzieścia siedem numerów opartych na mniej lub bardziej znanych instrumentalach odwołujących się do oldschoolowej stylistyki. Pod względem flow i techniki szału, jak nie było, tak nie ma. Kidd i Junes potwierdzają tutaj, dlaczego cały czas tkwią w głębokim podziemiu. Podobnie Jeż, który w moim odczuciu od czasu „Pana Kolczastego” nie poczynił żadnych większych postępów w kwestii „bycia emcee”. To, co raperzy stracą przy nawijaniu, nadrobią tekstami, które ciekawymi linijkami czy grą słów nafaszerowane są niczym łąki minami po odwrocie niemieckich wojsk w 1945 roku. To duży plus, bo jak już wersy mają być średnio nawinięte, to niech chociaż nie ocierają się o grafomanię.

Wojtek Mazolewski Quintet „Polka”
(2014; Agora)
Wojtek Mazolewski, podobnie jak wspomniany wcześniej Dominik Bukowski, jest liderem z prawdziwego zdarzenia. Kreuje muzyczną sytuację, ale nie stawia siebie na pierwszym planie. Chociaż to jego nazwisko widnieje w nazwie kwintetu, nie pozwala na to, aby ktoś z członków zespołu został pominięty. Tutaj każdy ma swoje przysłowiowe pięć minut. Sekcja dęta (trąbka, saksofon) dominuje przez większość czasu, a perkusja i klawisze wskazują brzmieniową drogę, którą podążać ma reszta. „Polka” to płyta przypominająca po trosze debiutancki materiał (spokojny, bardziej wyważony) i po trosze płytę „Wojtek w Czechosłowacji” – pełną słonecznego vibe’u i letniej energii. Trzecia pozycja w dorobku zespołu to wypadkowa tych stylistyk, dobrze zagrana zarówno w przypadku utworów autorskich, jak i coverów (tych na płycie znajdziemy trzy). „Polka” to także swego rodzaju wycieczka trupy Mazolewskiego po różnych miejscach rozrzuconych po całym świecie: od rodzinnego Gdańska, przez Rzym i Paryż, aż po daleki Bangkok. Muzyczne impresje są przykładem wspomnień, ale i nutowym zapisem dziennika podróży pełnego fraz, których nie powstydziłby się nawet Evelyn Waugh i Ryszard Kapuściński. (MAK)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.