Krótka piłka #250: Słuchaczu, daj tym płytom jeszcze jedną szansę

Zapraszam do sprawdzenia 250. odcinka Krótkiej piłki, w którym w kilku zdaniach prezentuję opinię na temat nowych płyt Renaty Przemyk i projektu Czesław Śpiewa.

Renata Przemyk „Rzeźba dnia”
(2014; Universal)
Renata Przemyk nagrała nową płytę i zebrała za nią kilka niepochlebnych opinii. Głównie to słuchacze (nie recenzenci) wyrażali niechęć do „Rzeźby dnia”: że to już nie ta sama Przemyk, że bardziej frywolna, że gdzieś ulotniła się atmosfera znana z poprzednich nagrań. Nie zgadzam się z żadnym z tych stwierdzeń. Bzdurą jest dla mnie również opinia, że Renata Przemyk straciła charyzmę i wypaliła się po dwudziestu pięciu latach na scenie. Jak nazwać bowiem, jeśli nie charyzmą właśnie, brak zgody na artystyczny zastój i monotonię? Urodzona w Bielsku-Białej wokalistka to wyjątkowa osobowość, która zapragnęła właśnie teraz zaprezentować publice swoje nieco lżejsze oblicze twórcze. Niechęć do tkwienia w utartych schematach to przykład rozwoju i zaleta, nie wada. Lirycznie utwory na „Rzeźbie dnia” kolejny raz sytuują się w okolicach tej wyższej półki. Przemyk przyzwyczaiła odbiorców do jakości w tej kwestii, tym razem również nie zawodząc. Być może nieco mniej duszny i mglisty klimat albumu sprawia, że odbiór niektórych fraz jest słabszy, ale przy daniu tej płycie drugiej szansy na pewno większość z was dotrze do jej ukrytych sensów. I nie jest ważne czy wrzucimy „Rzeźbę dnia” do szufladki z napisem pop, elektronika czy alternatywa. Takie nazewnictwo przydaje się wyłącznie przy katalogowaniu płyt w Empikach. Dla słuchacza najważniejsza powinna być jakość nagrań, a te na nowym materiale Renaty Przemyk są najwyższych lotów.

Czesław Śpiewa „Księga Emigrantów. Tom I”
(2014; Mystic Production)
Z podobną kwestią, co Renata Przemyk, musi zmagać się Czesław Mozil. Problemem nie jest jednak niezrozumienie całej płyty (bo tej zapewne dziewięćdziesiąt procent krytykujących nawet nie posłuchała), ale pierwszy singiel zilustrowany teledyskiem. Wszystko przez tytuł – „Nienawidzę cię Polsko!” – który odebrany w niewłaściwym kontekście jest przyczyną piany na ustach wielu „prawdziwych Polaków”. Nowa płyta Czesława to jednak rzecz warta uwagi. Bezkompromisowa i gorzka refleksja na temat życia na emigracji. Bez owijania w bawełnę, przemilczeń i robienia komuś nadziei. Słuchając kolejnych piosenek raz po raz przypominałem sobie rozmowy z moją siostrą, która jakiś czas temu wyjechała z kraju, a prezentowane przez nią historie były niemal żywcem wyjęte z tekstów Michała Zabłockiego. Od strony muzycznej to ten sam Mozil, co na płytach „Debiut” i „POP”. Proste melodie, dla których osią są dźwięki rodem ze starych gier telewizyjnych. Urodziny w Zabrzu, ale wychowany w Danii muzyk tegorocznym albumem nagrabił sobie w niektórych środowiskach, jednocześnie podtrzymując status artysty niezależnego, który nie boi się korzystać z wolności słowa. Uzupełnienie tytułu krążka o adnotację „tom pierwszy” daje nadzieje na więcej, czego – przynajmniej ja – nie mogę się doczekać. (MAK)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.