Krótka piłka #245: „Blazing Away”, „Magda Live”

W najnowszej odsłonie cyklu Krótka piłka sięgam po dwie starsze płyty koncertowe: „Magda Live” Magdy Piskorczyk oraz „Blazing Away” Marianne Faithfull.

Magda Piskorczyk „Magda Live”
(2008; Artgraff)
Parafrazując ucznia klasy, w której od niedawna prowadzę lekcje języka polskiego, w ostatnim tygodniu nie zhakowałem życia, przez co nie znalazłem na tyle wolnego czasu, który poświęcić mógłbym na sprawdzenie nowości płytowych. Nie chcę jednak kolejny raz zawieszać (nawet na tydzień) cyklu Krótka piłka, stąd też pomysł na to, aby sięgnąć po płyty, które znam już od dawna. Wybór padł na dwa krążki koncertowe, co nawet dobrze się złożyło w związku z ubiegłotygodniowymi recenzjami. Zaczynam od płyty Magdy Piskorczyk zatytułowanej „Magda Live”. Album, do którego wracam chętnie, a po sierpniowym koncercie wokalistki w Tarnowie, nawet bardzo chętnie. Płyta wydana w 2008 roku to trzeci materiał w dyskografii artystki. Cały materiał z myślą o albumie nagrany został dwa lata wcześniej w Gdańsku i jako zapis koncertu, ku uciesze fanów, trafił na srebrny krążek. Szesnaście utworów umieszczonych na płycie to w stu procentach bluesowe standardy (m.in. autorstwa Geralda Marksa, Oscara Bowna Juniora czy Eddiego Cooleya) często wzbogacane folkowymi momentami i stylistyką gospel. Repertuar daje możliwość – przede wszystkim samej Piskorczyk – pokazania się z jak najlepszej strony wokalnej. Instrumentalne partie płyty z pewnością są jej dużym atutem. Spora w tym zasługa zespołu (Arkadiusz Osenkowski – saksofon, Aleksandra Siemieniuk – gitara, Maksymilian Ziobro – perkusja, Roman Ziobro – kontrabas oraz liderka – gitara, wokal), ale także dobranych kompozycji, które same w sobie stanowią już bluesowe mistrzostwo świata.

Marianne Faithfull „Blazing Away” (CD)
(1990; Island Records)
Całkiem niedawno swoją premierę miała dwudziesta solowa płyta Marianne Faithfull („Give My Love to London”). Teoretycznie to jej krótka recenzja powinna się tutaj znaleźć. Wyszło jak wyszło. Tragedii nie ma, bowiem „Blazing Away” jest płytą mającą swoje lata, a wciąż dla wielu nieznaną. A tak być nie powinno! Kameralna forma i nieco cofnięty, nienachalny sposób bycia samej wokalistki sprawiają, że w pierwszej chwili sam koncert nie porywa. Nie ma monumentalnych muzycznych aranży, wielkiego przepychu i brzmieniowego bogactwa. Jest za to przede wszystkim ten charakterystyczny głos Faithfull oraz hipnotyzująca postawa, która urzeka i zwabia niczym śpiew mitycznych Syren. Zapis dwóch wieczorów w brooklińskiej katedrze Świętej Anny to, wedle samej artystki, przekrój jej muzycznej drogi oraz prywatnego życia. To słychać. Koncert przyjmuje formę rozmowy, zwierzenia się, a nawet wyznania, przy którym słuchacz nie będzie się świetnie bawił, uśmiechał od ucha do ucha i kipiał energią. „Blazing Away” często przytłacza, nie daje wytchnąć uderzając w czułe punkty. Jest przy tym albumem, do którego chce się wracać i odkrywać na nowo. W ostatnim czasie mój ulubiony album koncertowy. (MAK)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.