Krótka piłka #244: „Live At Wembley Arena”, „Wings Over America”

W 244. odsłonie cyklu Krótka piłka prezentuję opinię na temat dwóch najnowszych nabytków płytowych: ABBA „Live At Wembley Arena” i Wings „Wings Over America”.

ABBA „Live At Wembley Arena”
(2014; Polar Music)
Ten rok fani zespołu ABBA zapamiętają na długo: nie ze względu na reaktywację grupy, do której prawdopodobnie nigdy nie dojdzie (i dobrze), ale z powodu wydania płyty „Live At Wembley Arena”. Jak nietrudno się domyślić, dwupłytowy album zawiera zarejestrowany koncert z londyńskiego Wembley. Występ odbył się w listopadzie 1979 roku, czyli na cztery lata przed oficjalnym rozwiązaniem zespołu. Druga połowa lat 70. to bez wątpienia najlepszy okres w historii szwedzkiego bandu. Doskonale słychać to na prezentowanej płycie. „Live At Wembley Arena” to kwintesencja tego, co zawiera w sobie nazwa ABBA: popowej przebojowości, hipnotyzującego stylu, lekkości brzmienia i dobrej muzycznej jakości. Podróż przez pierwsze siedem lat działalności zespołu, naszpikowana największymi hitami („Money, Money, Money”, „I Have a Dream”, „Dancing Queen”, „Waterloo”), zwieńczona nigdy wcześniej niepublikowanym utworem „I’m Still Alive” (drugi dysk, pozycja szósta). Album ten to także wysłuchanie próśb wielu melomanów, którzy od dość dawna mieli chrapkę na pełny zapis londyńskiego koncertu (przypominam, że jego fragmenty znalazły się na pierwszym koncertowym krążku zespołu, jaki ukazał się w 1986 roku). Pozycja obowiązkowa!

Wings „Wings Over America”
(2013; MPL Communications)
Reedycja materiału wydanego w 1976 roku pokazująca, że dla Paula McCartneya istniało życie poza Beatlesami. Wings momentami, choć stwierdzenie to zakrawać będzie o świętokradztwo, brzmią lepiej od wielkiej czwórki z Liverpoolu. Zapis najlepszych momentów trasy koncertowej po USA to złapanie drugiego oddechu po beatlesowej gorączce i jednocześnie udowodnienie, że McCartney jako muzyk równie dobrze potrafił radzić sobie bez wsparcia Lennona. Seria autorskich numerów Paula i Lindy uzupełniona nagraniami znanymi z płyt tego drugiego, wielkie zespołu, którego nazwa już padła. Piękno koncertowego nagrania odbiera albumowi fakt, że gdzieś w procesie postprodukcji i składania wszystkiego w całość zabrakło miejsca dla publiczności – tak żywo przecież reagującej podczas niemal każdego koncertu McCartneya. (MAK)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.