Relacja: Megitza w Piwnicach TCK (Tarnów, 19.09.2014 r.)

W miniony piątek, 19 września, po raz pierwszy w Tarnowie wystąpiła Megitza. Jak było? O tym w relacji.

Megitza z zespołem w Piwnicach TCK

Po letniej przerwie Piwnice Tarnowskiego Centrum Kultury ponownie stały się miejscem koncertowego wydarzenia. Sezon zainaugurował występ Megitzy, czyli pochodzącej z Podhala Małgorzaty Babiarz, która w swojej twórczości sięga po regionalne i folkowe brzmienia krajów słowiańskich (np. Polski, Słowacji) i Bałkanów, a także bogatą w tradycję kulturę romską. To wszystko dało się również usłyszeć w Tarnowie.

Chociaż Megitza muzyką pała się nie od dzisiaj (czego dowodem kilka wydanych już wcześniej płyt), szersza publika poznała ją dopiero przy okazji ostatniej edycji popularnego programu „Must be the Music” (co ciekawe, casting do programu odbywał się wówczas w Piwnicach TCK). Artystyczna odsłona Megitzy spodobała się nie tylko jury, ale przede wszystkim telewidzom, którzy swoimi głosami wprowadzili jej zespół do odcinka finałowego. Wygrać się nie udało, ale obecność w talent show spowodowała, że twarz Małgorzaty i przede wszystkim grana przez nią muzyka przestały być anonimowe dla tysięcy potencjalnych odbiorców. Sama artystka trafiła również na dobry okres dla folku i szeroko pojmowanej ludowości. Tego typu muzyka ma w Polsce w ostatnim czasie tzw. pięć minut. Różne odsłony wspomnianej mody (ta bardziej komercyjna w postaci Donatana lub zespołu Enej oraz mniej pożądana przez rozgłośnie radiowe, jak chociażby świetny projekt Chłopcy Kontra Basia) z mniejszym lub większym natężeniem przelewają się aktualnie przez nasz kraj i zdobywają zarówno fanów, jak i antagonistów. Z muzyką graną przez urodzoną w stolicy polskich Tatr wokalistkę i kontrabasistkę jest podobnie.

Osobiście nie jestem do końca fanem cygańskich brzmień i chociaż utwory prezentowane przez Megitzę i jej zespół nie oddają jeden do jednego typowo romskich melodii, inspiracje te były dla mnie i tak nazbyt słyszalne. Efekt? Kilku fragmentów koncertu wspominał miło nie będę. Oczywiście nie mam nic do samych muzyków i ich pracy. Tutaj wszystko się zgadzało: było w rytmie, w odpowiednim tempie, feeling został zachowany, czas odpowiednio dzielono na grę zespołową i solową (dobre indywidualne partie gitarzysty), a trąbka, która przełamywała cygański sznyt, stała się w moim odczuciu instrumentem, który zawładnął całym występem. To, co zaprezentowane zostało podczas koncertu, z pewnością miało prawo podobać się zarówno starszym, jak i młodszym odbiorcom. Ci – w naprawdę różnym wieku – stawili się w Piwnicach dość licznie. Artyści za ciepłe przyjęcie odwdzięczyli się pulsującym brzmieniem i energią płynącą niemal z każdego granego taktu muzyki, która jednocześnie oddawała hołd tradycyjnym dźwiękom z pogranicza folku i etno oraz wprowadzała elementy współczesnych klimatów (np. elektroniki). Do tego ostatniego zdania podpiąć można utwór „What I Desire”, który obok mocniejszej w brzmieniu kompozycji „Małgorzata” stanowił najcenniejsze muzyczne doświadczenie, jakie wyniosłem z występu. Koncert był dla mnie również kolejnym przykładem na to, że kiepska piosenka ubrana w alternatywne ramy może zdobyć grono zwolenników. Tekst do „Lato Fiesta” zaśpiewany przez kogoś pokroju Iwony Węgrowskiej przez większość uznany zostałby za banalny, a sam utwór za coś, co traktować należy w kategoriach śmieszności lub drwiny ze słuchacza. W przypadku Megitzy o takie opinie będzie trudno – wszak to alternatywne podejście do sztuki, a tutaj, jak wiadomo, liczy się coś zupełnie innego.

To nie jest tak, że ja narzekam i zniechęcam do uczestnictwa w koncertach Megitzy. Wręcz przeciwnie – jeśli tylko lubicie takie niestandardowe brzmienia, będące kolażem muzycznego folkloru, kultury cygańskiej, a nawet americany, kupujcie bilet i przepychajcie się do pierwszego rzędu. W cenie wejściówki gwarantowane są: dobra muzyka i prawie dwugodzinna zabawa.

Ciekawostką na sam koniec niech będzie fakt, że piątkowy koncert Megitzy transmitowany był równocześnie w lokalnej rozgłośni radiowej. Nie jestem do końca pewny, ale była to raczej pierwsza tego typu relacja z muzycznego wydarzenia odbywającego się w Piwnicach TCK. Ruch ten zapewne ma na celu popularyzację imprez organizowanych w tym miejscu, z których frekwencją w okresie przedwakacyjnym bywało naprawdę różnie. Oby zainaugurowany właśnie sezon okazał się hitem, a wszystkie zaplanowane przez TCK koncerty sprawiały, że Piwnice za każdym razem okazywać będą się za małe. (MAK)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.