Krótka piłka #239: „I’m Not Bossy, I’m The Boss”, „Lady Blues”, „Coraz trudniej RMX”

W 239. odsłonie Krótkiej piłki sięgam po trzy płyty, każdą z innej muzycznej bajki: Sinead O’Connor „I’m Not Bossy, I’m The Boss”, Marsha Raven „Lady Blues” i Eskaubei/Piękny G „Coraz trudniej RMX”.

Sinead O’Connor „I’m Not Bossy, I’m The Boss”
(2014; Nettwerk)
Irlandzka piosenkarka nagrała swoją dziesiątą studyjną płytę. Materiał żadnym przełomem w twórczości O’Connor nie będzie, bo trudno w przypadku takiej gwiazdy mówić o nagłym zwrocie kariery. Sinead największe sukcesy ma już za sobą, co nie znaczy, że do końca życia pozostaje jej tylko odcinanie kuponów. Wokalistka sławę odcierpiała, dzięki czemu od kilku lat nagrywa bez stresu i ciążącego na niej piętna kultowego numeru „Nothing Compares 2U”. Nowy materiał to tzw. koncept album. Cała płyta poświęcona została tematyce relacji damsko-męskich widzianych z perspektywy kobiety, której związki nie należą do najbardziej udanych. „I wanna be a real, full woman / Yeah, and live / Like a real, full woman, every day” śpiewa w utworze otwierającym, ustawiając tym samym percepcję odbiorcy na cały materiał. A konkretne piosenki? „Your Green Jacket” opowiada o tęsknocie za mężczyzną i fakcie, że tu i teraz pozostał tylko jego zapach zawarty w kurtce, „Dense Water Deeper Down” to przyczynek do romantycznych wspomnień, a „Where Have You Been?” jest niczym skarga na nieobecność tego jedynego. Chociaż różnorodność stylistyczna może zaskakiwać („How About I Be Me” nawiązuje do klimatów R&B, „Dense Water Deeper Down” ma lekko folkowy klimat, „The Voice of My Doctor” to istny garażowy rock, „James Brown” zyskuje dzięki funkowemu saksofonowi Seuna Kutiego, singlowy „Take Me to Church” ma wszystko, by podbijać nawet najbardziej komercyjne listy przebojów, „The Voice of My Doctor” to blues w czystej postaci, a „8 Good Reasons” ma w sobie coś z hip-hopu), album jest bardzo spójny, wręcz jednolity. Zasługa w tym nie tylko tematyki poszczególnych piosenek, ale samej Sinead, a w szczególności jej charakterystycznego wokalu, którego nie można pomylić z żadnym innym. Elementy te oraz fakt dobrej muzycznej produkcji sprawiają, że „I’m Not Bossy, I’m The Boss” to jedna z ciekawszych tegorocznych propozycji, która w rocznym podsumowaniu na pewno pozostanie zauważona i przypomniana.

Marsha Raven „Lady Blues”
(2014; Carter Lane/One Media iP Ltd)
Marsha Raven przez wielu kojarzona może być ze sceną disco i dance. Co prawda na muzyczną epokę rządzoną przez takich wykonawców, jak chociażby Donna Summer, Bee Gees czy The Trammps, Reven się nie załapała, ale swoje przysłowiowe pięć minut odhaczyła kilka lat później – w pierwszej połowie lat 80. W pamięci słuchaczy zapisał się szczególnie utwór „Catch Me” z 1983 roku, który zagościł również na kilku mniej znaczących listach przebojów (m.in. w Belgii, Australii i RPA). Raven od tamtego czasu śpiewała trochę w chórkach (chociażby w piosenkach new vawe’owego brytyjskiego zespołu Visage) i wypuściła kilka singli utrzymanych w klimacie disco, które cieszyły się większym lub mniejszym uznaniem po obu stronach oceanu. Mający w tym roku swoją premierę album „Lady Blues” to materiał z goła odmienny od tego, z czym do tej pory utożsamialiśmy wokalistkę. Krążek zawiera zarejestrowane podczas koncertu utwory zaliczające się do rythm’n’bluesowej i jazzowej klasyki. „Sisters Are Doin’ It for Themselves”, „Shooting Star”, „My Baby Just Cares for Me”, „Hound Dog” – piosenki, które zna pewnie każdy, w wykonaniu Raven nie zachwycają. Wokalistka wykonuje je poprawnie i nic ponadto. Często mówi się, że w Stanach Zjednoczonych w każdym klubie występuje zdolna, czarnoskóra piosenkarka. Myślę, że poziom nagrań zawartych na „Lady Blues” idealnie odzwierciedla tamten pogląd. Podobnie można napisać o muzycznym tle: jest groove, vibe, wszystko zagrane zostaje „w punkt”, odpowiednie fragmenty wsparte są partiami solowymi, ale wszystko to wykonane zostaje bez tzw. błysku, który porwałby potencjalnego słuchacza. Płyta-ciekawostka, którą spokojnie możecie odpuścić.

Eskaubei/Piękny G „Coraz trudniej RMX”
(2014; brak wydawcy/pliki elektroniczne)
Tegoroczny mixtape będący wypadkową działań twórczych Eskaubei i didżeja DBT zyskał remixową wersję. Będąc dokładnym – owych nowych interpretacji autorstwa Pięknego G doczekało się pięć utworów: „Nie wiesz”, „Chciałbym śpiewać”, „Eviva L’arte”, „Wrażliwy cat” i „Nienawiść”. Czy zaproponowane przez podkarpackiego producenta blendy i remiksy są lepsze od pierwotnych wersji? Nie odpowiem na to pytanie jednoznacznie. Osobiście odnoszę bowiem wrażenie, że Piękny G odsłonił nowe oblicza poszczególnych numerów, nadając im równie dużą wartość, jak w oryginale. Przy okazji wyszło na jaw, że pionier rzeszowskiej sceny hip-hopowej, pomimo korzeni w klasycznym rapie, dobrze radzi sobie nie tylko na spokojniejszych bitach, ale również na trapowych podkładach. O tym, że Eskaubei lubi imprezowy i klubowy rap wiemy od dawna (przykładowo „Samertajm”, „Sny o funku”, „Bang Bang”), ale taka wersja mixtape’u „Coraz trudniej” odsłania przed nami kolejną muzyczną twarz rapera. O sile tego projektu świadczy również to, co nie zostało zrobione. Chodzi konkretnie o brak remixowych wersji utworów „Niewinni” i „Props”. Zdecydowanie dwa najlepsze kawałki zawarte na „Coraz trudniej” swoją formą i poziomem już w oryginale zamknęły możliwość ich przerabiania. A o tym, że dobrych numerów na siłę ulepszać nie warto, wiemy chyba wszyscy. (MAK)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.