Krótka piłka #233: Lubisz country?

Kolejny odcinek cyklu Krótka piłka poświęcam dwóm premierowym płytom z gatunku country: Dolly Parton „Blue Smoke” i Willie Nelson „Band of Brothers”.

Dolly Parton „Blue Smoke”
(2014; Dolly Records/Sony Masterworks)
Do końca nie wierzyłem zapowiedziom mówiącym, że „Blue Smoke” to czterdziesta druga studyjna płyta Dolly Parton. Policzyłem, to prawda. Niemal automatycznie pojawia się pytanie o wiek wokalistki i systematyczność ukazywania się kolejnych albumów sygnowanych jej nazwiskiem, jednak tej kwestii rozstrzygał już nie będę. Od strony muzycznej Parton idzie obraną od dawna ścieżką. – Na tej płycie słychać wszystkie kolory mojego życia, we wszystkich gatunkach muzycznych, jakimi zajmowałam się przez lata – mówi sama gwiazda. Od ostatniego krążka („Better Day”, 2011) zmieniło się zatem niewiele. Premierowy materiał to miks bluegrassowych dźwięków (kompozycja tytułowa), typowego kowbojskiego brzmienia rodem z USA okraszonego popową nutą (singlowy numer „Home”) i ballad („Miss You, Miss Me”, „If I Had Wings”). Jak na płyty Parton przystało, nie zabrakło także utworów nagranych w duetach: „You Can’t Make Old Friends” z Kennym Rogersem i „From Here To The Moon And Back” z Willie Nelsonem. Na swojej nowej płycie urodzona w stanie Tennesse piosenkarka sięgnęła również po dwa covery. Umieszczając na „Blue Smoke” „Lay Your Hands On Me” (z repertuaru Bon Jovi) i „Don’t Think Twice It’s All Right” Boba Dylana, Dolly wykazała się sporą odwagą. Próby nagrywania własnych wersji piosenek muzycznych ikon często kończą się przecież fiaskiem. Na taki ruch mógł zdecydować się jedynie artysta o podobnym formacie. Album jakich w dorobku Parton wiele i na pewno nie lepszy od tych, które uznawane są za kamienie milowe w muzyce country.

Willie Nelson „Band of Brothers”
(2014; Legacy Recordings)
O ile w przypadku Dolly Parton liczyłem, o tyle w przypadku najnowszej płyty Williego Nelsona dałem za wygraną. Zresztą co komu z wiedzy, że „Band of Brothers” jest pierwszym, dziesiątym czy setnym krążkiem tego artysty? Każdy, kto nawet w niewielkim stopniu interesuje się muzyką, doskonale wie, że człowiek w czerwonej bandanie nie jest na scenie od wczoraj i nagrał przez całej swoje artystyczne życie sporo płyt. Najnowszy album to rzecz w dyskografii Nelsona wyjątkowa pod jednym względem: to pierwszy materiał od wydanego w 2005 roku krążka „Countryman”, na którym większość piosenek skomponował i napisał sam gospodarz (co ciekawe, płyta sprzed prawie dekady połowicznie nawiązywała do stylu… reggae). Na „Band of Brothers” znajdziemy czternaście numerów, z których aż dziewięć to premierowe wykonania utworów Williego Nelsona. Płyta potwierdza, że artysta ten to wciąż jeden z najbardziej charakterystycznych i chwytliwych wokalistów na świecie. Solidny materiał z kilkoma słabszymi momentami, jednak bez większego uszczerbku na zdrowiu słuchacza. Esencja twórczości Nelsona i gatunku country. Dla nowicjuszy oraz starych muzycznych wyjadaczy. (MAK)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.