Krótka piłka #231: Słuchane w czerwcu

W 231. odcinku Krótkiej piłki prezentuję opinie na temat trzech płyt: Skalpel „Simple EP”, Damon Albarn „Everyday Robots” oraz Roisin Murphy „Mi Senti EP” oraz wyjaśniam jedną kwestię.

Zdaję sobie sprawę, że ostatnia odsłona Krótkiej piłki ukazała się prawie miesiąc temu (dokładnie czwartego czerwca). Cykl ten w zamierzeniu jest cotygodniowy, zatem wobec przepadnięcia trzech odcinków najpierw muszę przeprosić. Wbrew pozorom wpisy oznaczone tytułem Krótka piłka to jedne z najchętniej „klikanych” rzeczy na blogu. Tym bardziej jest mi głupio, że stałe grono czytelników przez miesiąc, w każdą środę, zostawało na przysłowiowym lodzie. Przepraszam, nie mam na to usprawiedliwienia. Nawet nie chcę go szukać i zwalać winy na sytuacje losowe, osoby czy zdarzenia. Postaram się wszystko nadrobić. Dzisiaj krótko o trzech płytach, które najczęściej gościły w moim odtwarzaczu na przestrzeni ostatniego miesiąca. (MAK)

* * * * *

Skalpel „Simple EP”
(2014; PlugAudio Records)
Brak tekstów z cyklu Krótka piłka w czerwcu nie oznacza, że zaniedbałem słuchania muzyki i sięgania po płytowe premiery. Nic z tych rzeczy! Jednym z krążków, jakie sprawdziłem w ostatnim czasie, było „Simple EP”. Nowy materiał polskiego duetu producenckiego Skalpel, którego fanom dobrego grania nie trzeba przedstawiać, to wręcz filmowa aranżacja dźwięków życia codziennego. Marcin Cichy i Igor Boxx wracają po prawie dekadzie z epką (rzec można: tylko epką!), na której znajdziemy pięć numerów. Tytuł w tym wypadku okazuje się proroczy. Zawartość płyty nie jest wielce skomplikowana: ot, typowa Skalpelowa muzyczna podróż po jazzowych inspiracjach i elektronicznych zakamarkach studia. Przestrzennie miłe do słuchania o każdej porze dnia i nocy, w towarzystwie i w chwili osamotnienia. Brzmieniowo fan duetu dostaje zatem to, czego zapewne oczekiwał. Przejaw grania pod publikę i odcinania kuponów? Nawet jeśli tak, to życzyłbym sobie, żeby każdy wykonawca sięgający po tego typu rozwiązania robił to na tak dobrym poziomie.

Damon Albarn „Everyday Robots”
(2014; Parlophone)
Jeśli miałbym ten zestaw piosenek porównać – pod względem wrażliwości – do jakiejś innej płyty, bez zastanowienia powiedziałbym: tegoroczna solowa płyta Rojka. Podobne epatowanie melancholijnymi brzmieniami, zaglądanie wgłąb siebie, wręcz tarzanie się we własnym życiu, rozgrzebywanie starych ran i próba rozliczenia się z historią. Albarn jawi się nam jako samotnik (jakże smutna jest ta okładka), dla którego te kilka utworów jest jak terapia mająca na celu zwalczyć demony przeszłości i depresję. Ale co w przypadku „Everyday Robots” jest naprawdę piękne? Fakt, że całość zostaje podana słuchaczowi w dość przyjemnej formie, która zachęca do ponownego wciśnięcia play niż sięgnięcia po żyletkę lub sznur. Do tego głos ex-lidera Blur – intrygujący, łagodny, wręcz idealnie pasujący do śpiewanych przez niego tekstów. Albarn perfekcyjny (niemal) jak zawsze.

Roisin Murphy „Mi Senti EP”
(2014; The Vinyl Factory)
Wszyscy kochamy, a przynajmniej wszyscy kochać powinniśmy Roisin Murphy za: a) działalność w ramach grupy Moloko, b) solowa płytę „Overpowered”. Teraz dochodzi do tego jeszcze jeden powód: epka „Mi Senti”. Materiał, jaki ukazał się końcem maja tego roku, to w dyskografii Irlandki rzecz wyjątkowa. Murphy śpiewa tutaj nie jak do tej pory po angielski, ale wyłącznie po włosku. Czytelniczko, czytelniku, jeśli nie znacie tego języka jak ja, zapewne wasz pierwszy raz z tą płytą polegał będzie jedynie na percepcji dźwięków – zarówno muzyczny, jak i tych wydawanych przez wokalistkę. Orientacja w tematyce tekstów jest oczywiście ważna (trochę głupio byłoby słuchać piosenek na przykład o penetrowaniu odbytów małych kotków), ale w przypadku tej płyty spokojnie możecie odpuścić, odczekać jakiś czas i delektować się najpierw wyłącznie brzmieniem. Bowiem „Mi Senti” to dobra sytnthpopowa robota inspirowana włoskimi piosenkami disco z lat 60. i 70., które poddane zostały tutaj małej reorganizacji dźwiękowej w celu – nazwijmy to – przystosowania ich do wymogów współczesnego słuchacza. Uniknięto dzięki temu typowego dla tamtych czasów muzycznego plastiku i kiczu, które mogłyby w prosty sposób zniechęcić potencjalnego odbiorcę, zachowując jednocześnie typowy retro klimat. Pięć coverów uzupełniono, umieszczoną w połowie tracklisty, kompozycją zatytułowaną „In Sintesi”. Linię dźwiękową premierowego numeru podporządkowano reszcie materiału, dbając przy tym o spójność całości. Płyta bez wątpienia interesująca, ale w przekroju całego dorobku Roisin Murphy za kilka(naście) lat brana będzie raczej pod uwagę w kategoriach ciekawostki i artystycznego kaprysu aniżeli poważnego krążka. Jeśli nie jesteście za pan brat z płytami winylowymi lub po prostu nie zdążyliście zamówić „Mi Senti EP” na tym nośniku, wszystkie piosenki dostępne są cały czas do sprawdzenia tutaj.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.