Krótka piłka #230: Ghost or Ghosts? Coldplay czy Blondie?

W 230. odcinku cyklu Krótka piłka sięgam po dwa tegoroczne albumy: Blondie „Blondie 4(0) Ever/Ghosts of Download” oraz Coldplay „Ghost Stories”.

Blondie „Blondie 4(0) Ever/Ghosts of Download”
(2014; Noble ID/Universal)
Przy okazji recenzowania płyty „Panic of Girls” (2011) pisałem, że „Debbie Harry ma 66 lat, nie jest tą samą młodą dziewczyną, która zauroczyła muzyczny świat na przełomie lat 70. i 80., siła i barwa głosu również pozostawia momentami wiele do życzenia (szczególnie spoglądając na nagrania live)”. Trzy lata później słowa te nie straciły na aktualności. Wokalistka zespołu Blondie znowu sprawia, że uszy krwawią – nawet najwierniejszym fanom, do których niewątpliwie się zaliczam. Celebrując 40-lecie istnienia grupa uraczyła słuchaczy okolicznościowym albumem. Nie chcąc wyłącznie odcinać kuponów (za co plus), formacja oprócz największych przebojów serwuje również premierowe nagrania. Na dobrych chęciach niestety się skończyło. Wszystko zebrano pod wspólnym tytułem „Blondie 4(0) Ever/Ghosts of Download” i postanowiono utrzymać w szeroko pojętym klimacie muzyki latynoskiej, reggae i elektroniki z domieszką new wave. Pozytywy? Nie słyszę. Większość utworów przywołuje ma myśl „Tide is High” z 1980 roku, ale pomiędzy „przywołać” a „nagrać równie dobrze” istnieje spora różnica. Blondie zresztą ową różnicę definiuje bardzo dobitnie. Zespół wydaje się nieco zagubioną grupą osób, która podjęła decyzję o nagraniu płyty tylko z powodu oczywistej rocznicy. Ta elektronika, która w zamierzeniu miała zapewne kamuflować wokalne niedociągnięcia Harry, pasuje do latynoskich dźwięków jak pięść do nosa. Kolejne piosenki dłużą się niemile, zachęcając bardziej do wyłączenia płyty niż włączenia jej jeszcze raz. Album ukazał się również w wersji z płytą DVD z zapisem koncertu z lat 70., który w zasadzie jest najcenniejszym elementem składającym się na ten zestaw.

Coldplay „Ghost Stories”
(2014; Parlophone/Warner)
Trochę nie rozumiem tego nieprzychylnego tonu, jakim obdarzają tę płytę recenzenci. Zarzucanie zespołowi promocji płyty rozpadem małżeństwa lidera zamiast dobrym singlem lub kręcenie nosem na tematykę utworów skupiającą się na relacjach damsko-męskich to jakaś kpina. Propozycja: umyj jeden z drugim uszy. Skoro takie numery, jak „Magic” i „A Sky Full of Stars”, nie mają potencjału radiowego, rozumiem, że słuchacz do końca życia skazany jest na Kombii, Bednarka i LemON. Piosenki o utraconej miłości zaczęły nagle przeszkadzać? To dziwne, ponieważ jeszcze w przypadki drugiego studyjnego krążka Adele wszyscy byli wręcz zachwyceni. Zresztą osiemdziesiąt procent utworów muzycznych traktuje o tym uczuciu, więc po co strzępić pióro i na siłę doszukiwać się czegoś złego? Grupa Coldplay nagrał moim zdaniem bardzo dobrą płytę. Przede wszystkim dojrzałą. Po „Mylo Xyloto” (2011), która zawierała takie kwiatki jak duet z Rihanną („Princess of China”) i była spadkiem formy po „Viva la Vida…” (2008), „Ghost Stories” jest materiałem o wiele spokojniejszym, zachęcającym do słuchania, a nie skakania i śpiewania. Chris Martin i spółka nie zawiedli, a to, że kilku speców nie lubi smutnych piosenek, to już ich problem. (MAK)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.