Relacja: Waglewski Fisz Emade w Marzeniu (15.03.2014 r., Tarnów)

Sobota, 15 marca, była przez tarnowskich fanów Waglewskich wyczekiwana od dawna. Muzycy tego dnia odwiedzili małopolskie miasto i zagrali koncert w Kinie Marzenie. Jak było? O tym w poniższej relacji.

Wydana w roku ubiegłym płyta „Matka, Syn, Bóg” zrobiła duże wrażenie zarówno na fanach Waglewskich, jak i krytykach muzycznych. Wszyscy, jak jeden mąż, chwalili materiał za dobrą produkcję, ciekawą muzykę oscylującą w bluesowo-rockowym klimacie oraz warstwę liryczną. Oczywiście koncerty promujące miały i mają za zadanie owe argumenty potwierdzić i umocnić. Ten tarnowski występ nie dość jednak, że udowodnił słuszność pochwał wygłaszanych przez słuchaczy, pokazał dodatkowo w jaki sposób budować klimat takiego wydarzenia – oświetleniem, dymem, nie mówiąc już o dawkowanym wokalu czy brzmieniu instrumentów.

W sobotni wieczór w tarnowskim kinie królowała muzyka. Dosłownie. Gadanie, zapowiadanie kolejnych utworów, słowne nawiązywanie kontaktu z publicznością – to wszystko zostało przez Waglewskich pominięte. „Dzień dobry”, „na bębenkach pan Emade”, „w czapeczce pan Fisz”, tyle. Zagranie – być może ryzykowne – ostatecznie okazało się elementem całego muzycznego spektaklu. Więź pomiędzy zespołem a widzami stworzona została poprzez piosenki, które momentami wręcz hipnotyzowały. Pomagał w tym specyficzny klimat, który osiągnięto dzięki oświetleniu (świetny pomysł z żarówkami powieszonymi nad sceną), mocnemu zaciemnienie oraz użyciu w odpowiednich momentach gry świateł. Swoje dołożyli rzecz jasna również artyści. Ci w zależności od potrzeby schodzili ze sceny, wykonywali konkretne utwory w mniejszych składach (np. „Matka” i „Chromolę”) i pojawiali się na niej ponownie – raz dokładając do pieca („Trupek”, „Żółty but”, „Człowiek ćma”), raz uderzając w bardziej melancholijne i spokojne tony („Syn”, „Kometa”, „Matka”).

Ale wczorajszy koncert to nie tylko rodzina Waglewskich. To także trójka innych, świetnych muzyków, bez których brzmienie i płyty, i piosenek prezentowanych podczas występu na żywo nie byłoby pełne. Grająca na altówce (dla mnie to ten instrument odpowiada za klimat utworu „Bóg”) i śpiewająca chórki Anna Prokopczuk, zasiadający za klawiszami Mateusz Obijalski oraz Piotr Chołody, który władał tamburynem i dzwoneczkami, a jednorazowo chwycił również za gitarę basową. Wszyscy tak samo ważni, co sygnujący projekt swoim nazwiskiem ojciec i synowie.

Chociaż wydarzenie promowało ubiegłoroczny materiał, zespół nie omieszkał wrócić do swojej wcześniejszej płyty zatytułowanej „Męska Muzyka”. Znane z niej piosenki, m.in. wspomniany wcześniej utwór „Chromolę”, pojawiły się wprawdzie dopiero podczas bisu, jednak cieszyły moje uszy w równie dużym stopniu, co nagrania premierowe. (MAK)

One Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.