Krótka piłka #220: Sawblade i Abel debiutują, ale tylko płytowo

Grupa Sawblade oraz Abel na scenach – odpowiednio: metalowej i rapowej – nie są wykonawcami anonimowymi. Gdyby muzyczny staż miał przekładać się na ilość płyt, mieliby ich zapewne po dwie, może trzy. Los jednak chciał, że początek 2014 roku jest czasem ich oficjalnych debiutów.

Sawblade „Reminiscence”
(2014; wydanie własne)
Chociaż grupa Sawblade pojawiła się już na scenie w 2008 roku, w 2011 roku niewątpliwie osiągnęła sukces, jakim nazwać należy dotarcie do finałowej dziesiątki konkursu Make More Music organizowanego przez Empik, z debiutanckim albumem wyszła do słuchaczy dopiero teraz. Zapewne wpływ na taki bieg wydarzeń miały przetasowania w składzie. Aktualny wygląd personalny zespołu uformował się ostatecznie na początku ubiegłego roku. Stabilizacja w szeregach, dobre fundamenty położone przez lata wcześniejsze (czytaj: demówki), zdobyta baza fanów i przede wszystkim pozycja daleka od anonimowości na metalowej scenie – wszystko to sprawiło, że Michał Romańczuk, Marcin Zawadziński, Michał Oleszczuk i Michał Sołtysik mogli pozwolić sobie wreszcie na wejście do studia i zarejestrowanie materiału na album. „Reminiscence” to w pełni anglojęzyczny zestaw dziewięciu utworów, które spodobać powinny się słuchaczom ostrzejszej muzyki. Twórcy – podążając za tytułem płyty – przywołują częściowo wspomnienia z przeszłości (przykładem kawałek „Disappear”, który – o ile pamięć mnie nie myli – znalazł się na ostatniej demówce formacji). Dokładając do tego premierowe utwory, Sawblade prezentuje fanom poprawny materiał. Ale tylko poprawny. Sporo tutaj skakania po gatunkach i stylach – od death metalu, po metalcore z dodatkiem heavy i trashu. Z techniczną precyzją i dopieszczeniem poszczególnych fragmentów, momentami ze ścianą dźwięku, jednak bez czynnika scalającego wszystko w całość. Ale może problemem jest to, że ja na co dzień nie słucham takiej muzyki i w nawale dźwięków zaprezentowanych na płycie nie potrafię znaleźć „tego czegoś”? Plus za dołączoną książeczkę z tekstami utworów – przynajmniej wiem, co krzyczy do mnie wokalista.

Abel „Ostatni Sarmata”
(2014; Wielkie Joł/PLNY Maderfakin Rekords)
Abel w ramach swojej rodzimej formacji Smagalaz zaliczył już kilka projektów w tzw. podziemiu i dwa krążki w legalnym obiegu. Teraz wreszcie zadbał o własne „ja” i nagrał solowy album zatytułowany „Ostatni Sarmata”. Płyta, obok której fan rapu nie powinien przejść obojętnie: od „Intra”, w którym dostaje się m.in. internetowemu pokoleniu, przez nawiązania do postaci realnych (Marina Abramović, Leonard Zelig), folkowe wstawki („Wieczność nie młodość”), typowe dla reprezentantów Wielkiego Joł poczucie humoru („Bractwo Orhickie” z gościnnymi wersami TDF’a), aż po numery bardziej osobiste, jak np. „Marzycel” czy „Abel (Robię to tak)”. Materiał bogaty w spostrzeżenia, ciekawe linijki i bragga. Od strony muzycznej album niewątpliwie patrzący w przyszłość i skupiający się na aktualnych trendach z elektroniką na czele (Jordah – do dzisiaj producent bliżej mi nieznany, okazuje się postacią z ciekawymi pomysłami). Abel, niczym prawdziwy ostatni Sarmata, okazuje się łącznikiem między nadwiślańskim krajem a europejskością, ostatnią ostoją w grze pełnej „bandy wieśniaków”. (MAK)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.