Krótka piłka #217: Zimne piwo, amerykańskie ciężarówki i koszule w kratę

Dzisiaj sięgam po muzykę, której nie słucham nagminnie, ale w pewien sposób doceniam. 217. odsłonę Krótkiej piłki poświęcam płytom utrzymanym w szeroko pojętym gitarowym graniu, które – sam nie wiem dlaczego – wydają mi się idealne dla amerykańskiego kierowcy wielkiej, również amerykańskiej, ciężarówki.

Leash Eye „Hard Truckin’ Rock”
(2013; Metal Mind Productions)
„Hard Truckin’ Rock” to dwanaście utworów utrzymanych gdzieś na linii hardrockowego i heavy metalowego grania, sięgającego przy okazji do zakorzenionych w rocku stoneru i psychodelii, wpisujących się w kojarzoną ze Stanami Zjednoczonymi tradycję – nazwijmy to – ciężarówkowej muzyki. Jest głośno, ale o to chodzi. Poszczególni członkowie zespołu Leash Eye nie zapominają przy tym, co to znaczy grać na instrumentach i nie walą ślepo w bębny i klawisze, nie szarpią bezmyślnie gitarowych strun. Materiał brzmi spójnie i nawet ja, osoba, która nie zawsze ma ochotę obcować z tego typu muzyką, mam wrażenie, że piątka panów wykonała pracę w studio nagraniowym w stu procentach. Energiczna, kipiąca dynamizmem płyta (rozpoczynający całość numer „Fight The Monster” czy chociażby „The Age Ov Kosmotaur” i „Been Too Long”), zawierająca także typowe dla amerykańskiego rocka imprezowe kawałki (doskonałym przykładem utwór „Me & Mr. Beam”). Wszystko kończy tzw. ukryty track, także nie dajcie zwieść się ciszy, jaka następuje po ostatnich taktach najbardziej stonowanego i lirycznego na płycie utworu zatytułowanego „Never Enough”. Gaz do dechy, amerykańskie autostrady są płaskie i szerokie!

Rebelianci „Southern Soul EP”
(2013; Rebelianci Southern Rock Group)
Pięć numerów utrzymanych w klimacie rockowego i bluesowego klimatu z domieszką country stawia Rebeliantów w bardzo dobrym świetle. Ciekawe rozwiązania muzyczne, które zapewne doskonale brzmią także na żywo (ta gitara w numerze „Droga” aż prosi się, aby podczas koncertu przedłużyć ją w solówkę!). Najlepszy moim zdaniem na płycie „Płomień” nasączony jest rock’n’rollowym podejściem i dzięki refrenowi z miejsca staje się czymś w postaci kandydata na singiel. Wokalista zespołu barwą głosu przypomina nieco Jacka Dewódzkiego z Kontrabandy i, co ciekawe, nie jest autorem tekstów piosenek. Piszę o tym dlatego, ponieważ wszystkie zawarte na epce kawałki są polskojęzyczne, co – jak stali czytelnicy blogu już zauważyli – jest dla mnie ważne. Doceniam kapelę za ten niepopularny w dzisiejszych czasach ruch, odpalam „Southern Soul” raz jeszcze i bujam głową, bo jest do czego.

Motörhead „Aftershock”
(2013; UDR GmbH)
Dwudziesty pierwszy studyjny album zespołu Motörhead udowadnia jedno: Lemmy jest nieśmiertelny. „Time to get away from here” informuje słuchaczy wokalista w otwierającym płytę utworze „Heartbreaker”, jednak tak naprawdę Kimister nigdzie się nie wybiera. Chyba, że ponownie na szczyt. Po tym, co usłyszymy na „Aftershock”, wcale nie zdziwiłbym się, gdyby właśnie taką drogę obrał ze swoimi muzycznymi kompanami. Co prawda sprzedaż płyty nie jest może wybitnie dobra (album najwyżej dotarł na miejsce piąte w Niemczech i Finlandii), ale nikomu nie trzeba chyba tłumaczyć, że sukces komercyjny nie jest żadnym wyznacznikiem jakości materiału zawartego na srebrnym krążku. Motörhead na tegorocznym albumie robi to, czego od niego oczekiwano: gra metal z domieszką bluesa i country („Lost Woman Blues”, „Dust And Glass” czy też moje ulubione nagranie z całej płyty – „Crying Shame”), ostro atakuje skupiając się na szybkiej perkusji i mocnej gitarze, raz po raz prując powietrze riffami, które fani grupy szybko polubią, chociaż być może już kiedyś je słyszeli. Brytyjskie trio na swojej nowej płycie łączy zatem nowe pomysły z brzmieniem od lat kojarzonym z nazwą Motörhead, oddając fanom produkt, który w stu procentach powinien ich usatysfakcjonować. Nawet takich „fanów”, którzy z metalem mają wspólnego tyle, ile razy posłuchają Lemmy’ego (tak, kolejny autobiograficzny moment na blogu).

Atek Radej „Not Too Old”
(2013; wydanie własne)
Płyta-zaskoczenie. Radeja, jako gitarzystę zespołu Bremenn, utożsamiałem z ciężkim rockiem i metalem. Takie jest około 2/3 płyty „Not Too Old”: nasączone mocnym graniem, dające ostro po uszach, wwiercające się w głowę, zostawiające po sobie spustoszenie, ewentualnie falujące – raz szybciej, raz wolniej – jak chociażby w numerze „Wawasek”. Okazuje się jednak, że Atek nie ma wcale problemu z grą dającą się podpiąć pod inne gatunku muzyczne. Końcówka płyty to przyjemna odmiana utrzymana w jazzowo-bluesowych klimatach. Zupełnie niepodobne do siebie dwie części krążka, które łączy nazwisko autora – a i w to trudno uwierzyć. Lekka „Jazz Gaga”, łączący gitarę z klawiszami utwór „Full Sunrise” i kompozycja tytułowa kojarząca mi się z muzyką zawartą na debiutanckiej płycie tria Michała Mielczarka. Autor „Not Too Old” dał mi to, co najbardziej lubię w życiu muzycznego blogera – pozytywne zaskoczenie. Dziękuję! (MAK)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.