Krótka piłka #204: „Now, Then & Forever”, „Sowa EP”

W 204. odcinku Krótkiej piłki sięgam po dwa tegoroczne krążki: Earth, Wind & Fire „Now, Then & Forever” oraz Sowa „Sowa EP”.

Earth, Wind & Fire „Now, Then & Forever”
(2013; Columbia)
Stali czytelnicy pamiętają zapewne, że przed wakacjami zespołowi Black Sabbath zarzuciłem brak innowacyjności i nagranie płyty niczym trzydzieści lat temu (sprawdź: Krótka piłka #195). Przypominam ten fakt, ponieważ grupa Earth, Wind & Fire również sięgnęła po arsenał melodii sprzed trzech dekad, rejestrując materiał klimatycznie tożsamy z tym, co znamy już chociażby z wcześniejszych, pokrytych wielokrotną platyną płyt „That’s the Way of the World” (1975) czy „I Am” (1979). Różnica pomiędzy EWF a ekipą Osbourne’a jest jednak zasadnicza: cie pierwsi oddali do dyspozycji słuchaczy zestaw wartościowych piosenek. Utwory zawarte na „Now, Then & Forever” (chociażby „Guiding Lights”, „Splashes” i „My Promise”) zapewne dość szybko przypadną do gustu wszystkim tym, którzy pamiętają i lubią starsze nagrania zespołu. Płytę zaakceptują w szczególności ci melomanii, którzy wysoko cienią sobie charakterystyczny, funkowy bas, rhythm’n’bluesową rytmikę i klimat muzyki disco lat 80. Owszem, energii jest znacznie mniej, ale czemu się dziwić – Maurice White, Verdine White i Philip Bailey nie są już dwudziestolatkami.

Sowa „Sowa EP”
(2013; Wytwórnia Krajowa)
Słuchając płyty „Sowa EP” przypomniałem sobie pewien obrazek mówiący, że Sowa z bajki prezentującej przygody Kubusia Puchatka to narkotykowy diler posiadający najróżniejsze specyfiki – do marihuany począwszy, a na LSD kończąc. Producent tworzący pod pseudonimem Sowa to dla mnie taki muzyczny diler zaopatrzony w brzmienia wszelakie. Debiutancka płyta, jaka ukazała się w tym roku w limitowanej liczbie egzemplarzy nakładem Wytwórni Krajowej, to swego rodzaju narko-muzyczny sklepik. Dodam – bogato zaopatrzony. Sowa częstuje bowiem brzmieniami klubowymi, breakbeatem, muzyką house, nawiązaniami do bardziej elektronicznego hip-hopu, a nawet ambientem. Bogactwo przyprawiające nieco o zawrót głowy. Przesyt, przez który trudno skupić się na materiale jako produkcie, uznać trzeba niestety za największy mankament „Sowy”. Mieszać „Krzyku” z „Wilkiem” nie polecam tak samo, jak sięgać po grzybki i fetę w tym samym czasie. Zbyt duże stężenie dobra czasami przeradza się w zło. (Zgodnie z zaleceniami digana z Palmer Eldritch „oczko w górę” za okładkę). (MAK)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.