Wywiad: Palmer Eldritch & Justyna Sylwia – „Chłopcy z Palmer Eldritch są ostro spięci”

Zespół Palmer Eldritch w czerwcu tego roku powrócił z nowym materiałem zatytułowanym „Black To White”. Różnica jest jednak taka, że Raph i digan połączyli siły z wokalistką – Justyną Sylwią. Jak układała się im współpraca? Jak się poznali? I dlaczego chłopcy z Palmer Eldritch są ostro spięci? O tym wszystkim przeczytacie w wywiadzie.

Palmer Eldritch i Justyna Sylwia (foto: materiały prasowe)

„Black To White”, czyli wasza nowa płyta, to całkowicie inna rzecz pod względem muzycznym od tych, które do tej pory zrobiliście. Skąd taka zmiana?
digan: Lubię popróbować różnych muzycznych rzeczy.
Raph: Ostatnio nawet dyskutowaliśmy z diganem, że te nasze pierwsze płyty – „Koniec świata”, „Bluedive EP”, nawet „Anhedonia EP” – mają strasznie plastikowe brzmienie.
Justyna: A mi, ze wszystkich płyt Palmer Eldritch, najbardziej podoba się płyta „Black To White” (śmiech).
Raph: Dlaczego? (śmiech)

Justyno, jak trafiłaś do zespołu. Jak poznałaś chłopaków?
Justyna: To jest ciekawa historia. Zaczęło się od slamu w Krakowie. Siedzimy już po imprezie w kilka osób przy stoliku, między innymi chłopak, który brał udział w slamie. Siedział, jakiś taki dziwny, a że mnie ciągnie do ludzi dziwnych, to zaczęliśmy rozmawiać. On zaczął mówić o muzyce, że nagrywa, że jego zespół szuka wokalistki. Tak poznałam digana. Rafała twarzą w twarz spotkałam dopiero po nagraniu tej płyty, wcześniej mieliśmy tylko kontakt przez Piotrka lub przez Internet.
Raph: Akurat spotkaliśmy cię w momencie, w którym faktycznie szukaliśmy wokalistki. Mieliśmy wtedy straszną fazę na stworzenie płyty trip hopowej z kobiecym wokalem.

Znałaś wcześniej twórczość Palmer Eldritch?
Justyna: Nie. Pierwszy kontakt z muzyką Palmer Eldritch to „Revelations” z „Bluedive EP”. Piosenkę przesłał mi dopiero digan jak już się poznaliśmy. To jedna z moich ulubionych Palmerów. Nie wiem czy jestem bardziej fanką muzyki, czy teledysku-wizualizacji. W każdym razie normalnie nie podejrzewałabym, że zrobił to ktoś z Polski.

A propos teledysków. Rafale, to chyba ty pisałeś coś na Facebooku o nowym teledysku, który miałby powstać od początku do końca, a nie był tylko wizualizacją, w której wykorzystuje się inne materiały wideo?
Raph: Tak, planujemy własny klip.
Justyna: Będzie to teledysk z wykorzystaniem lalek. Zrobią to dla nas moi znajomi, którzy w ogóle tworzą piękne rzeczy m.in. ze zwierzęcych kości… Będąc u nich w mieszkaniu zobaczyłam te lalki i od razu pomyślałam sobie, że można je wykorzystać przy „Black to White”. Wysłałam chłopakom zdjęcia lalek i efekt jest taki, że w drugiej połowie sierpnia planujemy kręcić klip. Mamy już scenariusz. Aktualnie dorabiana jest jeszcze jedna lalka. Myślę, że jest naprawdę na co czekać.

Do którego numeru powstanie ten teledysk?
Justyna: Do „Closer (Back to star)”.
digan: Tylko zrobimy go w skróconej wersji, ponieważ w oryginale trwa on ponad dziewięć minut. Dla potrzeb teledysku będzie trwał pięć.

Justyno, jak odnalazłaś się w zespole tworzonym przez Rapha i digana? Coś było dla ciebie zaskoczeniem?
Justyna: Narzucili straszne tempo pracy! Pamiętam jedną rozmowę z diganem w okresie, kiedy przychodził czasem do komuny joginow, w której wtedy mieszkałam, z chorą krtanią i jogińską depresją.
digan: A jaka to jest jogińska depresja? (śmiech)
Justyna: Jogińska depresja jest bardziej metafizyczna (śmiech). Mieliśmy wtedy jakiś miesiąc przerwy w nagrywaniu z powodu mojego stanu zdrowia. On przyjechał do mnie i mówi: „My z Rafałem zrobiliśmy już wszystko na tę płytę”. Wtedy dotarło do mnie, że oni faktycznie nie żartują w sprawach nagrywania. Wzięłam się w garść. Z poprzednim zespołem miałam zupełnie inne doświadczenia – graliśmy garażowo, na większym luzie, bez żadnej spiny. A chłopcy z Palmer Eldritch są ostro spięci. (śmiech) Ale to nie jest zarzut, to się przydaje. Poza tym, muszę to powiedzieć: Rafał jest moim ulubieńcem, Piotrek jest starym zbokiem – niewinny wygląd licealisty może być mylący (śmiech).

Panowie, teraz pytanie do was. Pracując nad płytą „Black To White” musieliście brać pod uwagę także zdanie trzeciej osoby, Justyny. Czy proces pracy nad kolejnymi numerami różnił się zatem od tego, w jaki sposób powstawały wcześniejsze płyty – wtedy jeszcze duetu?
Raph: Kilka numerów było nagranych jeszcze raz.
digan: Podczas miksowania materiału starałem się, żeby na wierzchu był wokal, żeby całość ciągnął bas i perkusja; żeby całość nie była taka „po naszemu” rozmyta.
Raph: Wyszło nam to na dobre. Jak już wspominałem wcześniej – słuchając naszych poprzednich płyt, ich brzmienie wydaje mi się bardzo plastikowe.
Justyna: Wokal do „White Fever” również był dogrywany na nowo. Na początku w ogóle tekstu było za mało.

Teksty do piosenek z „Black To White” pisałaś z myślą o tej płycie, czy miałaś je już wcześniej gotowe?
Justyna: Nie miałam ich wcześniej gotowych. Jako pierwszy powstał „Black White and Red”. Pamiętam jak Piotrek przyszedł do mnie, żeby nagrać tę piosenkę. Narzekałam mu, że ta piosenka mnie wykończy. Pisząc ten tekst dostawałam już białej gorączki…
Raph: …i powstał „White Fever”. (śmiech)
Justyna: (śmiech) Teksty powstały w stu procentach pod tę muzykę. Dużo było wymyślanych spontanicznie, na przykład do „The Equinox Song” miałam tylko refren, wiersz cytowany w książce Geertza. „The rain falls on the just..” Reszta tekstu do piosenki powstała na szybko podczas nagrywania.

To pytanie musi w końcu paść: zespół został rozszerzony do trzech osób na stałe, czy tylko czasowo?
digan: Czasowo, ale już zaczynamy robić kolejną płytę z udziałem Justyny.
Justyna: Raph i digan mówili, że nowa płyta nie będzie już „Black To White”, ale „white” – nie mówię o nazwie, ale o klimacie.
Raph: Pierwsze słyszę! (śmiech) O co chodzi z tym „white”?
Justyna: Bez tych odjazdów.
Raph: Okazuje się, że w tym zespole jestem poza obiegiem. (śmiech)
digan: A tak szczerze, to ja bym chętnie wrócił do rapu.
Raph: Ostatnio właśnie powstał pomysł, żeby znowu zacząć robić rap. Wyraz i Kecaj spotkali się na koncercie KRS-One w Katowicach i wyrazili chęć nagrania wspólnej epki. Wyraz skontaktował się ze mną wczoraj i zapytał czy nie zrobilibyśmy, jako Palmer Eldritch, dla nich bitów. Ostatecznie wpadłem na taki pomysł, żeby nie robić epki, ale całą płytę, która zawierać będzie wspólne kawałki Wyraza i Kecaja oraz ich solowe numery.

Powrót do rapowych bitów. Jestem ciekawy, jak wam to wyjdzie. Na przykładzie tegorocznej płyty Kecaja zauważyłem, że podkłady podpisane jako „Raph” są bardziej hip-hopowe od tych, sygnowanych nazwą „Palmer Eldritch”. To wpływ digana, który odbiega w inną stronę?
Justyna: Tak! Digan zawsze odbiega w inną stronę! (śmiech)
Raph: Bity na płytę Kecaja są bardzo stare, w większości powstały rok-półtora roku przed ich wykorzystaniem, a bit do „Adasia Miauczyńskiego” miał dwa lata, a może nawet więcej. To dlatego one są tak bardzo hip-hopowe. Ostatnio sam staram się odchodzić od hip-hopu. Niedawno nagrałem numer ambientowy, który Justyna i digan próbują rozwinąć.
digan: W hip-hopie podoba mi się energia, której ostatnio brakuje w naszej muzyce. Z drugiej strony nie chciałbym wpuścić naszej muzyki w jakąś sztampę typu „sampel-bas-perkusja”. Nie wiem jak ten nasz powrót do rapu wyjdzie, sam jestem tego ciekaw.

Inne spostrzeżenie: robiliście hip-hopowe brzmienia kiedy o tej muzyce mówiło się mniej, kiedy wróciła ona na afisz, wy z kolei odeszliście w inne klimaty. Przykładem płyta „Black To White” lub „Anhedonia EP”.
Raph: W sumie ze wszystkich naszych produkcji to „Koniec świata” był najbardziej hip-hopowy.
digan: Myślę, że to fajnie, że się zmieniamy. Ile można robić hip-hop? Jest cała rzesza polskich producentów, którzy klepią cały czas bity na tym samym patencie. Biedni raperzy bez cienia jakiegokolwiek zainteresowania przychodzą do nich i chcą w kółko tego samego. (śmiech)

Może problem leży po stronie raperów, że nie odnajdują się na innych bitach?
digan: Wydaje mi się, że jest to problem masowości hip-hopu. Nie śledzę dokładnie sceny punk rockowej, ale myślę, że podobnie było także z tą muzyką. W latach 80. scenę punk rockową reprezentowały te same zespoły, które grały na tych samych festiwalach i ludzie mieli chyba dosyć tego wszystkiego.

Okładka płyty „Black To White”

Wróćmy do „Black To White”. Jak Kidd, wasz wydawca, zareagował na ten materiał?
digan: Kidd dostał płytę i na początku marudził, że wszystko brzmi tak samo. Wydaje mi się, że najbardziej przekonały go trzy ostatnie numery. Ale wiem, że i tak chciał wypuścić tę płytę, ponieważ jarało go to, że w Skwerze wyjdzie coś, co nie będzie rapem. (śmiech)

Zdecydowanie „Black To White” odbiega klimatem od tego, co dotychczas ukazywało się z logo Skweru. Ten materiał jest alternatywny nawet jak na Skwer.
Raph: W pewnym momencie chyba wszyscy przestali myśleć w ten sposób, że „robimy coś skwerowego”.
digan: Już „Dada” Cruza i Zaspała była dość dziwnym materiałem.
Raph: Zaspał marudził, że „Black To White” jest zbyt mało szalone.
digan: Ja opowiadałem Zaspałowi, że robimy coś z wokalistką „wczutą w różne historie” (śmiech) i on miał chyba nadzieję, że to wyjdzie właśnie takie do reszty pojebane. Później zacząłem mu podrzucać te rzeczy, które nagrywaliśmy. Posłuchał ich i powiedział, że wszystko spoko, ale miał nadzieję, że to będzie jednak bardziej szalone.
Justyna: Trzeba dodać, że ja chciałam, żeby to było bardziej odjechane, ale w pewnym momencie zawsze pojawiał się Piotrek, który ułagadzał to wszystko. Ja chciałam czasami dograć jeszcze jakąś wokalizę, ale Piotrek patrzył na mnie nieprzychylnym wzrokiem. (śmiech)
digan: Tak, to moja wina, że ta płyta jest taka normalna.

Jak wygląda odbiór nowej płyty przez słuchaczy? Jak reagują na nią ci, którzy znają wasze wcześniejsze dokonania? Jakie głosy do was spływają?
Raph: Z tym odbiorem jest różnie. Są osoby, którym się to podoba, ale są też słuchacze, którzy narzekają na monotonię materiału.
digan: Marcin Flint wymarudził się na tę płytę w prywatnej rozmowie. Stwierdził, że perkusja jest monotonna, wokal jest monotonny. Wszystko jest monotonne!
Raph: Tak, najbardziej narzekał na perkusję, za co w zespole odpowiadam ja – i to mnie trochę boli (śmiech). Są też odbiorcy, dla których „Black To White” nie brzmi jak Palmer Eldritch.
Justyna: Do mnie dociera mniej tych krytycznych uwag. Zastanawiam się na ile jest to wina tego, że chłopcy są zestygmatyzowani tym, co muzycznie robili wcześniej…
Raph i digan: „Trzy stygmaty Palmera Eldritcha”! (śmiech)
Justyna: Ludzie patrzą przez pryzmat poprzednich produkcji. Ja sama dla siebie jestem ostrym krytykiem i gdy przyszedł taki moment, kiedy stwierdziłam, że to, co zrobiliśmy mi samej się podoba, wiedziałam, że już jest ok. Słyszę autentyczną Justynę.

Ale nie pojawiają się zarzuty w stosunku do tego, że nagraliście płytę z kobiecym wokalem? Bardziej chodzi o sam klimat muzyczny?
digan: Pod tym względem opinie są właśnie dobre. Zazwyczaj uwagi dotyczą klimatu płyty.

Wcześniej był „Olbrzym” z Estragonem, teraz „Black To White” z Justyną, a w planie płyta projektu Wyraz/Kecaj. Dostrzec można zmianę – od płyt w pełni lub w większości instrumentalnych przeszliście do płyt nagrywanych z kimś. Skąd taka zmiana?
digan: Powiem szczerze, że niespecjalnie chce mi się wracać do tych instrumentalnych rzeczy. Pewnie dlatego.

Ale znudziło Ci się robienie takich utworów, czy zabrakło Ci wokalu w tych numerach?
digan: Teraz, dla mnie, to nie jest taka elektroniczna otchłań na zasadzie kolejny producent wypuszcza w ciągu roku dziesiątką epkę o nazwie kolejnego minerału. (śmiech)
Justyna: Myślę, że Piotrek ma ostrą spinę na to, żeby w tych utworach był wokal. (śmiech) Pamiętam, jak chłopcy przesyłali mi instrumentalne wersje utworów z „Black To White” i myślałam sobie, że to jest już bardzo dobre bez wokalu. Po co to zmieniać? Te kompozycje broniły się muzyką, ale wiedziałam, że jak to powiem, to Piotrek stwierdzi, że tam musi być pełny wokal, żadnego mruczenia.
Raph: Trzeba powiedzieć, że współpracę z Justyną zaczęliśmy od naszej płyty producenckiej. Digan mi opowiadał, że dograła swój wokal – jakieś szepty, pomruknięcia – a Piotrek zapytał w pewnym momencie: „A gdzie śpiew?”. (śmiech) Później już Justyna zarejestrowała normalny wokal i piosenka jest bardzo fajna. Co ciekawe, utrzymana jest w zupełnie innym klimacie niż utwory z „Black To White”.
Justyna: Słuchając piosenki nagranej z myślą o waszej płycie producenckiej, nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że z tego tak naprawdę wykluło się „Black To White”.

Koncerty jako promocja płyty?
digan: Tak, ale należałoby rozszerzyć skład koncertowy przynajmniej o basistę. Jest także opcja, aby organizować coś na kształt setów didżejskich – żeby kawałem miał po te dwadzieścia minut i trudno, co będzie, to będzie. (śmiech) Jeśli byłoby to utrzymane w odpowiednim klimacie, uważam, że miałoby to sens i może udałoby się zagrać w kilku klubach.
Justyna: Również jestem zwolenniczką pomysłu, aby były to sety didżejskiej.
digan: Tylko czy publika będzie tego chciała?
Justyna: Publikę trzeba przekonać na miejscu. Chłopcy mówią: „Kurcze, nie wiem jak sobie z tym poradzimy”. Trzeba po prostu spróbować. Najwyżej dostaniemy pomidorami po twarzach.
digan: Też ciągle brakuje nam trochę sprzętu. Udało się ograniczyć listę wydatków z kilku tysięcy do kilkuset złotych. Zakupimy to, co trzeba – mam tutaj na myśli pewne ustrojstwa do komputera. Ogólnie jestem dobrze nastawiony do tego pomysłu. Jestem również ciekawy, jak na nasze granie na żywo zareaguje publika, ponieważ na pewno kawałki będę różnić się od tego, co znajduje się na płytach.

Nad czym pracujecie aktualnie? Płyta producencka?
digan: Pracujemy nad nią. Z pracą ruszyliśmy w czerwcu tamtego roku, klepaliśmy bity, słaliśmy je ludziom. Oni nam odsyłali zwrotki, ale nie wszyscy. (śmiech) Później ruszyliśmy z kolejnymi produkcjami. I jeszcze następnymi.
Raph: A teraz musimy odnawiać stare bity. Jest kilka takich produkcji, które ewidentnie się zestarzały. Ale jeśli chodzi o gości, to dograli się nam już: wcześniej wspomniana Justyna oraz Kidd, Faczyński, Kecaj, Klarenz i Wyraz, który przysłał demo kawałka, inspirowane klimatem Rage Against The Machine.

Słyszałem też o muzyce do filmu?
digan: Z Grzegorzem Mołdą, osobą tworzącą wspomniany przez ciebie film, poznaliśmy się przez Justynę. Chciał on kręcić amatorski film o drugiej wojnie światowej. Podobało mi się jego podejście, widać było, że chciało mu się to robić. Film trwa pół godziny i generalnie opowiada o Żydówce, która uciekła z Niemiec do Polski. Film jest mocno oniryczny, główna bohaterka cały czas śpi, ma różne wizje, gra nasza muzyka (śmiech).

I tyle?
digan: I napisy. (śmiech)

4 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.