Krótka piłka #200: Kilka płyt i jedna książka

Jest kilka płyt (i jedna książka), które ukazały się w pierwszej połowie 2013 roku, a o których chciałem coś napisać przed rozpoczęciem sprawdzania nowości. Dzisiaj pierwsza część „zamknięcia” półrocza, za tydzień kolejna.

SoundQ „Barbarians”
(2013; Wytwórnia Światowa)
Zupełna obojętność to chyba najgorsze z uczuć jakie może ogarnąć człowieka po sprawdzeniu nowej płyty. Złość, że wykonawca zawiódł; radość z masy dobrych piosenek; rozczarowanie materiałem, na który słuchacz ostrzył sobie zęby – wszystko jest lepsze od obojętności. Niestety, krążek „Barbarians” jest mi obojętny. Niby doskonale zdaję sobie sprawę z poziomu zaprezentowanych nagrań, talentu producenckiego, muzycznych smaczków („The Ritual” oraz znany z wcześniejszej epki utwór „Cargo Planes”), dobrego wokalu Kuby Kubicy i jakości brzmieniowej, nad którą pieczę sprawował Daniel Bergstrand – to wszystko składa się na dobry materiał, który powinien znaleźć się w odtwarzaczach tysięcy Polaków. Problem tylko (a może aż!) w tym, że z „Barbarians” zupełnie się nie identyfikuję. Krakowski zespół w trakcie sesji nagraniowej oddał część siebie i zawarł to na krążku, który pewnie przez najbliższy rok poleży u mnie na półce. Przepraszam, ale – mówiąc kolokwialnie – nie złapałem bakcyla.

Tede „Elliminati
(2013; Wielkie Joł)
Tede nie skończył się ani po płycie „S.P.O.R.T.”, ani nie zaczął się po „Ellimianti”. W pierwszej lidze warszawski raper obecny jest od „Nastukafszy…” i od tamtego czasu nigdzie się nie wybiera. O odbiorze niektórych płyt TDF-a nie decydowała kiepska forma czy nagła utrata talentu w kwestii składania rymów, ale konflikty z innymi przedstawicielami Polskiej sceny oraz brak emocjonalnego dostosowania ze strony odbiorców tego typu muzyki w naszym kraju (najlepszym przykładem płyta „Notes 3D” – album zawierający wiele przemyślanych muzycznych i tekstowych kwestii, które przez krajowego słuchacza zostały totalnie zignorowane). Dwupłytowy materiał do słuchania, rozkminiania („Rap to metafory, pisanie kodów, zadanie dla osiedlowych kryptologów” jak nawija w jednym utworze Tede) i bujania głową.

Furia Futrzaków „Kalejdoskop EP”
(2013; Wytwórnia Krajowa)
Cztery utwory, z których żaden nie pozostał na dłużej w mojej pamięci. Irytujące „uuuu” w piosence tytułowej, kiepskie popowo-klubowe brzmienie w „Złodziejce”. Do tego oparty na nawet ciekawym patencie tekst w kawałku „Centrum”, ale to jednak za mało, żeby mówić o pozytywach. Muzycznie bliżej do festynu z radiem Zet i dzielenia jednej sceny z Kate Ryan niż wyrafinowanej imprezy klubowej dla miłośników elektronicznego grania. Wielki plus za polskojęzyczne piosenki, których w wykonaniu młodych przedstawicieli krajowej sceny jest po prostu mało.

Sepsis „Fear Of Freedom”
(2013; Legacy Records)
Nie jestem do końca pewien, czy o płycie „Fear Of Freedom” można mówić jako o tegorocznej nowości. Faktycznie, album ukazał się w ubiegłym miesiącu w barwach niemieckiej wytwórni Legacy Records, ale całość gotowa była już niemal od trzech lat. Brak pomysłów na nowe numery? Brak wiary w to, że nagrać można coś lepszego od materiału z 2010 roku? Na te pytania odpowiedź znają zapewne członkowie zespołu. Ja natomiast spróbuję odpowiedź, czy po debiutancki materiał Sepsis warto sięgnąć. Otóż warto z zastrzeżeniem, że jest się fanem progresywnego heavy metalu. Mocne wprowadzenie sygnalizuje, że słuchacz nie powinien spodziewać się żadnego popowego „plumkania”, ale ciężkich riffów („Suspended Progress”), potężnych gitarowych harmonii („Personality Reflection”), szybkiego tempa i ciekawych solówek („Identity”). – „Muzyka, która znalazła się na naszej płycie, to niczym nieskrępowana ekspresja płynąca prosto z naszych serc” – mówił po premierze perkusista zespołu, Rafał Cioroń. Panowie, wasze serca tętnią ciekawą muzyką, chociaż momentami – jak dla mnie – zbyt ciężką.

Miles Kane „Don’t Forget Who You Are”
(2013; Columbia)
Pamiętacie taką kreskówkę „Kapitan Planeta”? Superbohater broniący Ziemi powstawał z połączenia żywiołów i serca, które skrywane były w pierścieniach piątki przyjaciół. Słuchając płyty „Don’t Forget Who You Are” mam wrażenie, jakby w wyniku zmieszania talentów Johna Lennona, Liama Gallaghera, Iggy’ego Popa i Marca Bolana uformowano właśnie takiego „Kapitana Planetę” – Milesa Kane’a. Anglik nagrał płytę, która przywołuje w pamięci najlepsze muzyczne momenty lat 60. i 70. Psychodeliczny rock, rock and roll, wesołe hipisowskie granie, elementy new weve i garażowego muzykowania plus szczypta współczesnych klimatów. Pobrzmiewa gdzieś w tym wszystkim Paul Revere & the Raiders, wcześniej wspomniani Iggy Pop i Liam Gallagher, Talking Heads i Wielka Czwórka z Liverpoolu. Nawet długość całego materiału sygnalizuje inspirację tamtym okresem (trzydzieści trzy minuty to w dzisiejszych czasach przecież rzadkość). Mając w pamięci debiutancki solowy krążek Kane’a, przesłanie premierowych numerów może wprowadzić nieco zamętu. Dzisiaj powrót do korzeni, dwa lata temu przekazywanie słuchaczom zgoła odmiennej wiadomości. Nawrócenie na dobrą drogę? Pogoń za trendami? Nieważne! Muzyka obroniła się sama.

Tom Odell „Long Way Down”
(2013; Columbia)
Wielka Brytania ma nową gwiazdę. Tom Odell z miejsca znalazł się w centrum niemałej wojny, której powodem jest oczywiście muzyka. Już dawno recenzenci na Wyspach nie byli tak odmienni w swoich opiniach na temat jednej płyty. „Long Way Down” zbiera przeróżne oceny – od zera (tak, zera!) w „NME”, przez jedną gwiazdkę w „Independent”, aż po cztery na pięć punktów w „The Daily Telegraph”. Masa nagród – sprezentowanych chyba w formie zachęty przed premierą albumu – i wróżenie kariery muzycznej wreszcie przerodziły się w namacalne. Pierwszy w dorobku album Odella, pomimo złej prasy, i tak zdołał zadebiutować na pierwszym miejscu brytyjskiej listy sprzedaży. Zadziałała maksyma „Nieważne jak piszą – ważne, żeby pisali”? Być może. Ja wierzę jednak, że słuchaczy przekonała muzyka. „Long Way Down” to dziesięć utworów, zajmujących w sumie nieco ponad pół godziny (ponownie dobra krótka płyta!), opartych na charakterystycznym brzmieniu fortepianu i gitary. Na tle tych dźwięków idealnie odnajduje się wokal Odella, dając klimatyczną, emocjonalną i ciepłą płytę – wbrew opinii niektórych brytyjskich recenzentów – jedną z lepszych pozycji, jakie ukazały się w tym roku.

Paul Stenning „Slash. Rockowy dom wariatów”
(tłum. K. Jokiel-Paluch, Wydawnictwo Anakonda, Warszawa 2013)
Na koniec książka. Do Polski dotarła wreszcie biografia Saula Hudsona, znanego wszystkim jako Slash, autorstwa Paula Stenninga. Pięć lat po tym, jak oryginał ukazał się na rynku anglojęzycznym, nadwiślańscy miłośnicy gitarzysty w kapeluszu mają okazję przeczytać to, co… pewnie wiedzą o nim bardzo dobrze. Ale tak to jest z książkami o idolach. Jeśli natomiast o Slashu nie wiesz nic lub wiesz niewiele, te 230 stron powinno cię zainteresować. Dzieciństwo, pierwsza gitara jako prezent od babci, fascynacja muzyką, sukces Guns N’Roses i nieradzenie sobie z nim („Nie mogłem po prostu wyjść na ulicę jak kiedyś, bo wszyscy patrzyli na mnie inaczej, traktowali mnie inaczej, a mnie się to nie podobało.”, s. 130), hodowla węży, wyniszczająca praktyka z narkotykami i ich zgubne działanie („Gra na gitarze to moja jedyna umiejętność. Kiedy zdałem sobie sprawę, że nawet to mi nie wychodzi, wiedziałem, że czas rzucić, jednak zajęło mi to trochę czasu.”, s. 97), rozstanie z przyjacielem Axlem i nieoczekiwany powrót na muzyczny szczyt z formacją Velvet Revolver. Wszystko oparte o masę cytatów wyselekcjonowanych z wywiadów, jakich Slash udzielał na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. Całość do „połknięcia” na raz, męczą jedynie fragmenty będące swego rodzaju recenzjami kolejnych płyt nagrywanych przez zespoły, w których grywał gitarzysta. Stenning nie zdaje sobie chyba sprawy, że tego typu teksty odnaleźć można w archiwalnych wydaniach magazynów muzycznych lub Internecie. W biografii tak ciekawej osoby, jaką niewątpliwie jest Slash, zabieg szczegółowego opisywania piosenek zawartych na płytach odbieram wyłącznie jako sposób na powiększenie objętości książki. (MAK)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.