Lena Romul – Industrialnie/Instynktownie

22 stycznia swoją premierę miał jeden z ciekawszych tegorocznych debiutów – album „Industrialnie/Instynktownie”. Dość różnorodny materiał autorstwa Leny Romul doczekał się (wreszcie!) recenzji na łamach blogu.

Lena Romul jakiś czas temu udziałem w programie „Mam Talent” mocno zaakcentowała swój muzyczny potencjał, który szlifowała zresztą od dawna m.in. u boku Wojtka Pilichowskiego, szerząc z jego zespołem dobrze wszystkim znaną „radość”. Artystka postanowiła zaprezentować teraz swoje solowe oblicza – i liczba mnoga nie jest tutaj wcale przypadkowa.

Lena Romul (foto: Tomasz Kajdasz/materiały prasowe)

Na „Industrialnie/Instynktownie” składają się dwie płyty – tak różne od siebie, że wydanie ich przez Lenę pod innymi pseudonimami nie wywołałoby wśród słuchaczy prawdopodobnie żadnych podejrzeń. Obie części, oprócz nazwiska artystki i podobnej tematyki tekstów, nie łączy w zasadzie nic. Posunięcie dość ryzykowne, jednak jeśli już nagrywać album dwupłytowy, lepiej zrobić to właśnie w takiej, różnorodnej formie.

„Industrialnie” trochę zawodzi. Nie jest to jednak zawód spowodowany niskim poziomem muzycznym. Po zapowiedziach płyty, z których jednoznacznie wynikało, że ta część będzie „nasycona miejskim zgiełkiem i szybkim tempem”, dostajemy materiał inny, bardziej stonowany. Owszem, ciekawe elektroniczne brzmienia cieszą moje ucho chociażby w numerach typu „Znak”, „Ogień” (remiks zamykający płytę prezentuje się zdecydowanie lepiej niż oryginalna wersja) czy „Wierzę”, jednak hybryda urban music i klubowych klimatów, której oczekiwałem, dominuje głównie w piosenkach „Dobre przesłanie” i „Queen” (z udziałem Wojtka Miecznikowskiego).

„Instynktownie”, druga część debiutanckiego albumu, to materiał w większości znany mi z koncertu, jaki Lena Romul razem z zespołem zagrała w styczniu ubiegłego roku Tarnowie. Miła dla ucha mieszanka jazzowych i około jazzowych dźwięków oraz akustyczno-instrumentalnych fragmentów kojących duszę słuchacza. Perkusja bez przesadnej dominacji nadaje rytm, gitara ciekawie ją uzupełnia, a saksofony liderki nanoszą swego rodzaju muzyczną sygnaturę, dając pewność, iż do czynienia mamy właśnie z jej autorskim materiałem. Tutaj ciekawie brzmi nawet solowa partia kontrabasu (Grzegorz Piasecki w „I Believe In You”), a więc muzyczny element, za którym nigdy specjalnie nie przepadałem.

Fonograficzny debiut Leny Romul pokazuje jej dwa muzyczne oblicza i naprawdę trudno jest mi określić, które z nich prezentuje się lepiej. „Industrialnie”, nie licząc małych potknięć i kilku wolniejszych numerów, jest krążkiem ciekawym i wciągającym. Jazzowe „Instynktownie” udowadnia natomiast, że główna nagroda konkursu Jazz Juniors przyznana Lenie kilka lat temu nie była pomyłką. Ten album jest niczym moneta – posiada swój awers i rewers. Różnica tkwi jednak w tym, iż rzucając nią, bez względu na to, co wypadnie – orzeł czy reszka – zawsze wygramy obcując z dobrą, utrzymaną na wysokim poziomie muzyką. (Mateusz „Axun” Kołodziej)

Lena Romul „Industrialnie/Instynktownie”
(2013; Captain Earth)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.