Krótka piłka #176: Ostatnie akcenty 2012 roku

To już 176. odcinek Krótkiej piłki – cyklu, w którym szybko i w kilku słowach oceniam kolejne wydawnictwa płytowe. Tym razem do tablicy przywołuję następujące albumy: Cruz/Zaspał „Dada”, Ania Dąbrowska „Bawię się świetnie”, Jot „Dzień i noc na Ziemi”, Elżbieta Mielczarek „ElaeLa”, Magda Umer „Wciąż się na coś czeka”, h.R.A.B.I.A. „Sztukomercha”, Kim Nowak „Wilk” i Avishai Cohen „Triveni II”.

Cykl Krótka piłka ukazuje się w każdą środę, jednak tym razem robię mały wyjątek. 30 grudnia to tak naprawdę ostatni dzwonek, aby wspomnieć o płytach, mających swoją premierę w kończącym się właśnie roku, o których nie napisało się jeszcze nic. Po drugie, w pierwszym tygodniu stycznia na AxunArts dominowała będzie tematyka rocznego podsumowania, zatem ewentualna publikacja Krótkiej piłki nie będzie miała wówczas większego sensu. Po trzecie, krążki, o których piszę poniżej, nie znajdą się w żadnym moim wpisie otagowanym słowami „podsumowanie 2012 roku”.

Cruz/Zaspał „Dada”
Jeśli czegoś nie rozumiesz – krytykujesz lub skreślasz to od razu. Ten sam problem będą mieli (już mają!) odbiorcy z albumem „Dada”. Bo o ducie Cruz/Zaspał można powiedzieć sporo dobrego, zawsze jednak znajda się tacy, którym nie spodobają się produkcje Zaspała (ale ci sami „spuszczać” będą się nad bitami Madliba); inni nie podzielą zdania o ciekawym nawijaniu Cruza, opowiadając się po stronie rzekomego przerostu treści nad formą w jego tekstach. I okej, każdy z nas ma prawo do indywidualnego odbioru i własnej oceny tej twórczości. Trzeba tylko zrozumieć, że „Dada” to w większości ukryte smaczki, mocne i nieszablonowe teksty. Cruz i Zaspał stoją na pewno na przeciwległym biegunie do autora płyty „Graal”. Nie oceniajmy jednak muzyki ze względu na polityczne przekonania jej twórców. Hip-hop, jako gatunek muzyczny, jest strasznie pojemny i szeroki. Cruz/Zaspał wnoszą do niego pewną nowa jakość i inność, znajdując przy okazji własną niszę i co najważniejsze – nie ograniczają się w tym wszystkim do kopiowania schematów znanych z innych płyt. Zanim spalisz Koran lub Biblię – przeczytaj i spróbuj zrozumieć. Zanim oplujesz autorów płyty „Dada” – przesłuchaj i zastanów się nad sensem tych tekstów.

Ania Dąbrowska „Bawię się świetnie”
Nową odsłoną Ani Dąbrowskiej jestem nieco zawiedziony. Odstawienie na bok stylu retro nie wyszło chyba nikomu na dobre. „Bawię się świetnie” to wciąż popowe brzmienia utrzymane na wysokim poziomie, jednak brak tutaj swoistej „kropki nad i” w postaci spajającego wszystko ujednoliconego stylu. Większa niż dotychczas ilość elektroniki w warstwie muzycznej nie pasuje do wokalu Dąbrowskiej. Wszystko sprowadza się do tego, iż słuchając kolejnych utworów, człowiek zaczyna trochę tęsknić za Anią z dwóch ostatnich płyt. Nowy materiał to ukłon w stronę tych wszystkich, którzy wokalistkę polubili za debiutancką, dotychczas najbardziej popową w dorobku płytę. Tekstowo wciąż bez zarzutów. W pamięć zapadają szczególnie dwa ostatnie utworu: „Jeszcze ten jeden raz” i „Kiedyś mi powiesz kim chcesz być”. Ten drugi, podobnie jak Nosowska na ostatniej płycie grupy Hey, wokalistka dedykuje swojemu dziecku. Wyznania młodej (Dąbrowska) i starszej matki (Nosowska) uzupełniają się, tworząc przy okazji parę dwóch, chyba najlepszych pod względem osobistego wyznania, piosenek 2012 roku.

Jot „Dzień i noc na Ziemi”
Jot płytą „Dzień i noc na Ziemi” zamyka 2012 rok i swoją solowa karierę. Jakkolwiek to zabrzmiało, taka jest prawda – weteran wrocławskiej sceny już wcześniej zapowiedział, że ten album będzie jego ostatnim poważniejszym akcentem na rapowej scenie. Nie podejrzewam Jota o grę marketingową, mającą na celu zwiększenie zainteresowania fizyczną wersją płyty, dlatego tym bardziej jest mi – tak zwyczajnie i po ludzku – smutno. Sam raper w trakcie nagrywania płyty również nie tryskał chyba zbytnim optymizmem i humorem. Na krążku nie uświadczymy bowiem utworów, z jakimi kojarzony był do tej pory reprezentant sceny 71. Bangery w stylu „Wrooclyn Style” i „Gang” swoich następców zatem nie mają – zawartość „Dzień i noc…” odkrywa za to nieco spokojniejszą i dojrzalszą odsłonę wrocławianina.

Elżbieta Mielczarek „ElaeLa”
Dużo złego można przeczytać na temat tej płyty w Internecie. Ja do partii „osób krytykujących nowy album Mielczarek” nie wstąpię. O zakładaniu fanklubu mowy też raczej nie ma, ale tegoroczna płyta pierwszej damy polskiego bluesa zawodem na pewno nie jest – przynajmniej dla mnie. Wszyscy spodziewali się, że Mielczarek zagra tak, jak trzydzieści lat temu, jakby nic się nie zmieniło. Ale zmieniło się wiele, jeśli nie wszystko! Świat nie stoi w miejscu, muzyka jest inna, sposób postrzegania jej przez artystkę zapewne także uległ pewnej transformacji. To wszystko słychać zresztą na „ElaeLa”. Łącznie dziewięć utworów – w większości autorstwa samej Elżbiety – pokazuje, że artystka grać potrafi piosenki niekoniecznie utrzymane w klasycznym bluesowym klimacie. Kto tego nie rozumie i nie akceptuje – jego problem. Zawsze pozostaje przecież opcja sięgnięcia po starych mistrzów z Delty Mississippi. (Sytuacja zatem nieco podobna do „Bawię się świetnie”, z tą mała różnica, że Mielczarek w nowej odsłonie sprawdza się w pełni).

Magda Umer „Wciąż się na coś czeka”
Płyta bardzo minimalistyczna i powściągliwa w kwestiach muzycznych. Fortepian lub gitara towarzyszące Magdzie Umer w większości utworów w zupełności wystarczają, utwierdzając tym samym w przekonaniu, że niektóre płyty lepiej nagrać bez dźwiękowego przepychu. W brew pozorom, na „Wciąż się na coś czeka” dzieje się jednak dużo. Wszystko za sprawą wokalu Umer, który – zabrzmi to dość trywialnie – ale u słuchacza wywoływać może gęsią skórkę. Album w większości złożony z utworów dobrze znanych – podanych jednak w nowych aranżacjach (czasami lepszych, czasami mniej udanych). Piosenki zostały dodatkowo dobrane tak, aby całościowo album oscylował wokół tematu głównego, jakim jest ludzka tęsknota.

Kim Nowak „Wilk”
Młodzi Waglewscy ponownie na rockowo. Co cieszy – słychać progres. „Wilk” dalej cieszy słuchacza garażowym klimatem, jednak w porównaniu do debiutu formacji, którą razem z Fiszem i Emade współtworzy Michał Sobolewski, brzmienie płyty dojrzało. Stworzenie bardziej przemyślanych partii muzycznych pociągnęło za sobą zwrot w mroczniejsze, momentami utrzymane w psychodelicznym klimacie rejony gitarowego grania. Zawodzi trochę początek (powiedzmy, pierwsze trzy-cztery piosenki), jednak niech nie odstraszy Was to od sprawdzenia całości. To właśnie dzięki temu docenicie resztę krążka, która prezentuje się dość dobrze. Dodatkowo, „Wilk” od czasu do czasu cieszy ucho smaczkami, jak na przykład big beatowym głosem Izabeli Skrybant-Dziewiątkowskiej („Prosto w ogień”) czy saksofonem i jazzową linią basu w kawałku „Noc”. Dla wielu moich znajomych polska płyta roku.

Avishai Cohen „Triveni II”
Większość czytelników AxunArts kojarzy nazwisko Avishai Cohen z kontrabasistą. Istnieje jednak drugi Avishai Cohen – trębacz. Trio pod jego „wezwaniem” (w składzie z basistą Omerem Avitalem i perkusistą Nasheetem Waitsem) jest – niczym starohinduska „triveni”, czyli miejsce, w którym spotykają się trzy święte rzeki – płaszczyzną zetknięcia się ze sobą trzech osobistości współczesnego jazzu. Każdy z nich mógłby uchodzić tutaj za gwiazdę i grać tzw. pierwsze skrzypce. Na szczęście dla dobra muzyki panowie swoje ambicje chowają głęboko do kieszeni. Trio w 2012 roku oddało do dyspozycji słuchaczy drugi album. Dwa lata po dobrze przyjętym debiucie (podkreślam: debiucie grupy, nie solowym debiucie Cohena), jazzmani wrócili z ciekawym materiałem „Triveni II”. Płyta – zawierająca w połowie autorskie kompozycje Cohena – czerpie pełnymi garściami z awangardowego jazzu, nie zapominając przy tym o tzw. kanonie i klasykach gatunku. Album efektowny pod względem aranżacji i ciekawy interpretatorsko.

h.R.A.B.I.A. „Sztukomercha”
h.R.A.B.I.A. ujarzmia komercję i przerabia ją w sztukę. Przynajmniej tak mi się wydaje. Jedna z bardziej niedocenionych płyt kończącego się właśnie roku. Debiutancki krążek mieleckiej grupy, którą szersza publiczność kojarzyć będzie na pewno z programu telewizyjnego „Must Be The Music”, w którym to zespół dotarł do półfinałów, zbierając po drodze sporo ciepłych słów od jury. Z Adrianem i jego kompanami jest trochę jak z prezentowanym wyżej duetem Cruz/Zaspał – nie każdy zrozumie twórczość przez nich wykonywaną. Słuchając „Sztukomerchy” wielu z Was zacznie zadawać sobie pytanie: O co tutaj tak naprawdę chodzi? Dla mnie to ciekawa zabawa konwencją, szczypta humoru i ironii, celne riposty oraz spostrzeżenia na temat kwestii, co do których nauczyliśmy się przechodzić do porządku dziennego. Dodatkowy plus za sięgnięcie po Brzechwę, którego „Wilk” idealnie pasuje do takiego właśnie klimatu. (Mateusz „Axun” Kołodziej)

2 Comments

  1. JEBAC LEWAKOW

    JEBAC LEWAKOW, GAZETE WYBORCZA, TVN I DUET NIEUDOLNYCH ARTYSTOW CRUZ.ZASPAL. POLSKA WAM SIE ODPLACI!!!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.