Krótka piłka #172: „The Real… Dave Brubeck”, „Do Rycerzy, do Szlachty, doo Mieszczan”

W 172. odcinku Krótkiej piłki, jak co środę, zapraszam na krótkie recenzje dwóch tytułów: zbioru największych przebojów Dave’a Brubecka oraz najnowszej płyty zespołu Hey zatytułowanej „Do Rycerzy, do Szlachty, doo Mieszczan”.

Dave Brubeck „The Real… Dave Brubeck. The Ultimate Dave Brubeck Collection”
Sony Music wypuściło w ostatnim czasie serię albumów zawierających największe przeboje m.in. Milesa Davisa, Johnny’ego Casha i Dave’a Brubecka. Rzecz ciekawa, ponieważ składanek z najlepszymi przykładami twórczości gwiazd muzyki nigdy za wiele. Album poświęcony urodzonemu w Kalifornii jazzmanowi zawiera czterdzieści pięć kompozycji (umieszczonych na trzech płytach CD) – częściowo autorstwa samego Brubecka (np. „Walkin’ Line”, „Maori Blues”, „In Your Own Sweet Way”), a częściowo napisanych przez kolegów po fachu („Camptown Races” Stephen Foster) i członków imiennego kwartetu („Take Five” Paula Desmonda). Trzy godziny obcowania z geniuszem pianisty w klimacie cool i west coast jazzu. Ciekawa pozycja szczególnie dla tych, którzy z muzyką okularnika dopiero zaczynają swoją przygodę lub chcą posiadać coś w rodzaju bogatego zbioru typu „the best of”. Album ten, to również najpełniejsza podróż przez twórczość Brubecka, jaka ukazała się w ostatnim czasie na nośniku fizycznym. Polecam bardziej jako fan, nie bloger piszący o muzyce.

Hey „Do Rycerzy, do Szlachty, doo Mieszczan”
Człowiek chciałby się przyczepić – wiecie, tak naturalnie „po polsku”. Ale w przypadku grupy Hey nie da się tego zrobić. W odpowiedzi na nowe wydawnictwo Nosowskiej i spółki zewsząd spływa lawina „ochów i achów”. Dziwić się nie ma czemu, ponieważ zespół kolejny raz udowodnił kto w tym kraju zasługuje na królewskie insygnia. Na tegorocznym krążku, podobnie jak na wcześniejszym „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!”, dominuje rock dopieszczony elektroniką. Tempo płyty zmienia się niemal z numeru na numer – obok balladowego „Lilia, kula i cyrkiel” dostajemy brudne „Wilk vs. Kot” oraz rockowy duet z Gabą Kulką z „Z przyczyn technicznych”. Płyta Hey pojawia się końcem jesieni, a więc w okresie idealnym dla liryzmu jaki prezentuje w swoich tekstach Nosowska. Kolejny raz jest melancholijnie, momentami nawet smutno, jednak – jak śpiewa wokalistka – w tym czasie naprawdę „zupełnie nie ma się z czego śmiać, gdy wyją na ulicy karetki i policja / po prostu nie ma się z czego śmiać / więc nie każ się wydurniać, bo wzbiera we mnie furia”. Co cieszy, kolejna płyta Hey (może z wyjątkiem utworu „Woda”) nie przypomina solowej działalności Nosowskiej. Dopóki ten stan rzeczy zostanie utrzymany, dopóty polski słuchacz może być spokojny o polską muzykę. Na ile jednak wystarczy samozaparcia? Oby na jak najdłużej (Mateusz „Axun” Kołodziej)

2 Comments

  1. G.

    mam nadzieję, że za 20-30 lat na lekcjach j. polskiego w szkołach będą przerabiane teksty Nosowskiej. aktualnie hołubimy grafomanów, wręczamy in nagrody, widzimy wielkość ich poezji – tymczasem to wszystko fikcja i papka. Nosowska ma wielki talent i jest pomijana tylko dlatego, że śpiewa w zespole rockowym. oby ludzie poszli po rozum do głowy.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.