NNFoF – No Name Full of Fame

Zapraszamy do sprawdzenia recenzji pierwszego krążka producenckiego duetu z Zielonej Góry – No Name Full of Fame, który – według wielu specjalistów – ma zatrząść rynkiem na kolejnych parę miesięcy.

Na salony po długim czasie oczekiwania trafił dopiero 11 czerwca. Na 15 ścieżek dograło się w sumie ponad dwudziestu artystów, wśród których odważnie postawiono na reprezentację młodej, charyzmatycznej i rozzłoszczonej sceny. O jakim albumie mowa? Oczywiście o pierwszym krążku producenckiego duetu z Zielonej Góry – No Name Full of Fame, który – według wielu specjalistów – ma zatrząść rynkiem na kolejnych parę miesięcy.

No Name Full of Fame (foto: facebook.com/nnfof)

Na wstępnie warto napisać, że streszczenie tego albumu, jego podział na lepsze i gorsze strony jest wyzwaniem z gatunku tych trudnych. Owszem, można określić, iż dany utwór jest fajny lub też nie, ale warto pamiętać, że NNFoF rozgrzeszać możemy jedynie w kwestii linii melodycznej. Za warstwę tekstową oraz flow odpowiadają tu zaproszeni goście. A są to naprawdę niezłe osobowości. Od fonograficznych tuzów: Peji czy Zeusa, aż po młodych, wychowanych na muzyce starszych kolegów po fachu: VNM, Lilu i choćby Miuosha. Warto w tym miejscu także wspomnieć o towarzyszach zza wielkiej wody: Bodega Manie oraz Kool G Rap, czyli członku legendarnego kolektywu Juice Crew.

Płyta „Nołnejmów” uderza słuchaczy od samego progu. Do gustu przypadł mi szczególnie pierwszy po powitalnym „Intrze” utwór – singlowy „Hymn dzieci rewolucji” z reprezentantem łódzkiej sceny – Zeusem. To właśnie ostry wokal Kamila w akompaniamencie odważnych, gitarowych brzmień i skretchy DJa Jarzomba dają nam energetyczną dawkę, która dla mnie stała się z marszu odnośnikiem dla wszystkich kolejnych utworów, swego rodzaju wysoko zawieszoną poprzeczką wokalną. A poziom wokalu i przekazu zaczął kolosalnie spadać mimo usilnych starań samych raperów. W tym miejscu, po przesłuchaniu „Detoxu” oraz „Prawdziwie i dobitnie” (gośćmi byli tu kolejno Stillo oraz Jeżozwierz), postawiłem się po raz dziesiętny przed pytaniem: „Czy w Polskim rapie ktoś jeszcze potrafi przełamać merytoryczny schemat?” Schemat nawijania o kiepskim poziomie innych oraz podkreślania tego, jak to „chuj wiedzą o życiu” (fragment „Prawdziwie i dobitnie” właśnie). Na szczęście, po krótkiej chwili, na ratunek przychodzi mi VNM z Bodega Manem. „Here I’m” to zresztą jeden z jaśniejszych punktów całej produkcji mimo mozolnego bitu. Zawsze bowiem trafiały do mnie agresywniejsze sample, więc dostałem to, co lubię jakieś cztery minuty później, gdy za majka chwycił PeeRZet. Świeżo upieczony gracz stajni Aptaun, który przez lata trząsł podziemiem, odmula mnie z marazmu chwil ostatnich i zachęca klasycznym bitem do dalszego osłuchu „No Name Full of Fame” . Dobrze, bo przez chwilę bałem się, że to kolejny bezbarwny krążek.

Odpowiedni poziom trzyma również zapomniany ostatnio Duże Pe. Rewelacyjny, tłusty bit okraszony znamiennym głosem warszawiaka to krótka charakterystyka „Obcego z planety Ziemia”.

Następnie wpadamy w melancholię wraz z Lilu, Emratem i Żytem Tosterem. Tylko jednak głos łodzianki rozpamiętuję w głowie po dziś dzień. Reszta przeszła mi obojętnie, a w muzyce to droga do zatracenia.

Kolejne trzy numery niczym nie odbiegają od wcześniej przyjętych standardów – jest fajnie muzycznie i raczej przeciętnie jeśli chodzi o liryczną część utworów. Nihilizmu tego nie zabił nawet Rychu Peja i PiH, którzy obok Kool G Rap, Jeżozwierza oraz HST, razem pojawili się w numerze jedenastym – „Keep It Live”.

Trak dwunasty to gościnny udział Oxona, który mimo małej popularności (na portalu społecznościowym Facebook ma raptem 1,3 tys. „lajków” przy 290 tys. wcześniej wspomnianego RPS), godnie reprezentuje krakowskiej podwórko. Numer „Jeśli deklarujesz” to, według mnie, najlepszy utwór drugiej części „NNFoF”. Lepszy nawet od singla „KATO”, gdzie z kolei za wokal odpowiadają reprezentanci Silesii – Miuosh oraz HST. Katowiccy raperzy dają próbkę lokalnego patriotyzmu i na niemal cztery minuty przenoszą nas do stolicy węgla kamiennego. Czy jednak jest to utwór, który winien trafić na singiel? Moim zdaniem są tam numery lepsze, ale wiadomo – ilu ludzi, tyle opinii.

Płytę kończymy na „Zapomnij o ulicach” i niech ten numer będzie streszczeniem całej tej recenzji. Bit? Na wysokim poziomie, klasyczny, tłusty. Wokale? Na niezłym poziomie, ale merytoryka nierzadko mnie zawodzi, a obok dużych umiejętności, wymagam także fajnego przekazu. Na pocieszenie jednak „Outro”. Na pożegnanie podróży z fajnymi bitami. Dalej jest już tylko cisza. (Daniel „Gouda” Tworski)

NNFoF „No Name Full of Fame”
(2012; Stay True)

P.S. I jeszcze na pożegnanie chciałbym podziękować chłopakom z No Name Full of Fame oraz wytwórni Stay True za możliwość odsłuchu dziś recenzowanej płyty. Powodzenia, a płyta do kupienia tutaj.

5 uwag do wpisu “NNFoF – No Name Full of Fame

  1. moja ulubiona tegoroczna płyta pl hh. faktycznie są słabsze numery ale całościowo totalny rozpierdol!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.