Dorota Miśkiewicz – Odrobina nonszalancji czasem się przydaje (wywiad)

O występie na ostatnim opolskim Festiwalu, nowej płycie zatytułowanej „Ale” i rock’n’rollowym luzie Wojciecha Waglewskiego w rozmowie z Mateuszem Kołodziejem opowiada polska wokalistka jazzowa Dorota Miśkiewicz. Zapraszamy do lektury wywiadu.

Dorota Miśkiewicz

Mówimy często „Wszystko w porządku, ale…”. Ta nowa płyta jest jakimś „ale”?
Nie, płyta jest akceptacją faktu, że zawsze mam jakieś „ale”.

To „ale” tyczy się polskiej sceny muzycznej, czy ogólnie życia?
To „ale” jest do wszystkiego. Nie chodzi o czepianie się i niezadowolenie, raczej o umiejętność patrzenia na wszelkie sprawy pod różnym kątem. Nie dramatyzowałabym w temacie polskiej sceny muzycznej. Podoba mi się polska muzyka, generalnie ją akceptuję. Z tytułem płyty bardziej chodzi o życie, aby zaakceptować to, co jest.

I teraz się wydało, że ja dorobiłem sobie trochę błędną teorię. Odczytałem to „ale” jako stwierdzenie: „Jest taka i taka polska muzyka, ale ja to zrobię inaczej, ale ja to zrobię lepiej”.
Zdecydowanie nie! Musiałabym się zmienić w kogoś zupełnie innego, aby mieć śmiałość coś takiego powiedzieć. Tym bardziej, że ja bardzo doceniam wszystkie zespoły, które w ogóle istnieją na rynku – nawet te, które nie do końca są w kręgu moich zainteresowań. Mam już trochę lat i zdaję sobie sprawę, że to wymaga bardzo dużo wysiłku, żeby do czegokolwiek dojść, żeby nagrać płytę. Doceniam naprawdę wszystkich, którzy na tej scenie stoją i próbują coś zaproponować słuchaczom.

Piosenki na płycie „Ale” opowiadają o sytuacjach codziennych, może nawet powiedziałbym smutnych. W gruncie rzeczy jest to album pogodny, wesoły i ciepły.
I to jest właśnie to „ale”! Z jednej strony jest coś, ale mamy zawsze też tę drugą stronę. Faktycznie, niektóre piosenki posiadają dosyć smutne teksty, są jednak podane w sposób lekki, aby łatwiej było zaakceptować trudniejsze sfery naszego życia. Nawet nie wiem, czy to był zamierzony cel. Chyba wyszło przypadkiem. (śmiech)

A gdybym poprosił Panią o chwilę autopromocji – jakie są główne wartości tej płyty? Oprócz tych kontrastów, które już zostały wymienione.
Płyta jest dobra, ponieważ ma kilka całkiem niezłych tekstów – Wojciecha Młynarskiego, Bogdana Loebla, Wojciecha Waglewskiego, Grzegorza Turnaua, Michała Rusinka. Jest dobra, ponieważ są na niej fantastyczne duety z Ewą Bem i Wojciechem Waglewskim. W procesie jej nagrywania uczestniczyli świetni muzycy, co też jest wartością. Zaletą „Ale” jest oryginalne brzmienie i właśnie na to kładłabym największym nacisk. Materiał ten brzmi inaczej niż moje wszystkie dotychczasowe płyty. W tej kwestii „Ale” jest niekonwencjonalna, gdyż nagrana jest w większości bez perkusji, bez basu. Jest bardzo kameralna i wiele brzmień, które tutaj słyszymy zostało spreparowanych przy pomocy jakichś dziwnych instrumentów, na przykład tacki z monetami, pudełek z landrynkami. Mój głos posłużył w niektórych piosenkach za instrument perkusyjny Nawet gitary, które się pojawiają, też momentami brzmią dziwnie. I oczywiście sam fakt, że Marek Napiórkowski gra na tych gitarach sprawia, że ta płyta jest dobra. Polączenie trzech osobowości – Marka, mojej i Bogdana Kondrackiego (współproducenta płyty) podziałało dość ożywczo na brzmienie.

Z Markiem Napiórkowskim to niepierwsza współpraca. To już taki „duet od zawsze, na zawsze”?
Czy na zawsze, tego nie wiem. Z Markiem współpracuje nam się naprawdę dobrze i też poniekąd dlatego całą muzykę na tę płytę napisaliśmy razem. Zaszyliśmy się w zaciszu Domu Pracy Twórczej pod Warszawą i kilka takich wyjazdów wystarczyło, aby napisać całą muzykę. My praktycznie ją wyimprowizowaliśmy. Siedzieliśmy sobie tak – on z gitarą, ja śpiewając – i tak nam wychodziły piosenki.

To, o czym Pani wspomniała – płyta oparta jest głównie na gitarze, jednak skład koncertowy zawiera także perkusistę, basistę i klawiszowca. Materiał na żywo brzmi zapewne nieco inaczej.
Musi brzmieć inaczej, ponieważ na płycie jest cała masa innych odgłosów, których nie da się na koncercie wydobyć. Ja nie mogę na przykład wdechem i wydechem udawać shakera i jednocześnie śpiewać. Marek również nie może się rozdwoić i w jednym czasie grać na dwóch gitarach. Nie jest to jednak chyba żadne zaskoczenie, ponieważ moje piosenki na koncertach zawsze różniły się od wersji płytowych.

Dorota Miśkiewicz

Wróćmy do wspomnianych duetów z Ewą Bem i Wojciechem Waglewskim. Nie będę ukrywał, że jako fan zespołu VooVoo szczególnie interesuje mnie współpraca z Waglewskim. Jak do niej w ogóle doszło?
Miałam melodię – tę, do której Wojciech dopisał tekst. Trochę się o nią obawiałam, ponieważ wiedziałam, że jest bardzo dobra, dosyć lekka i wpadająca w ucho. Wiedziałam, że tekst może tutaj, albo pomóc, albo zepsuć cały efekt. Pomyślałam sobie, że skoro ta melodia jest taka lekka i miła, przydałaby się dla kontrastu jakaś szorstka męskość. A skoro męskość, to od razu pojawiło się nazwisko Wojciecha Waglewskiego. Nie znałam się z nim dobrze. On wprawdzie wiedział kim jestem, ale nie była to wielka zażyłość. Szłam na spotkanie z nim z duszą na ramieniu. W ogóle nie wiedziałam, czy zgodzi się na tę współpracę. Sam Wojciech ucieszył się, że do niego przychodzę, ale powiedział mi od razu, że nie potrafi pisać tekstów dla kobiet. Dopiero kiedy znalazł pomysł na piosenkę, zadzwonił do mnie i potwierdził, że napisze ten tekst. Wtedy go jeszcze przekonałam, żeby zaśpiewał razem ze mną. (śmiech) Ta współpraca przebiegała na totalnym luzie, zupełnie bez ciśnienia.

Taki rock’n’rollowy luz.
Właśnie tak. Kiedy musieliśmy zamienić jakiś wers, żeby piosenka była faktycznie duetem, nie było żadnego problemu. Wojciech przyszedł do studia, zaśpiewał. Wszystko trwało piętnaście minut. Patrzyłam na niego i tak sobie myślałam, że to jest bardzo dobra cecha – nie mieć za dużego napięcia. Nie ukrywam, że postanowiłam się trochę od niego w tej kwestii poduczyć, ponieważ odrobina nonszalancji czasem się przydaje.

Na wcześniejszej płycie ukazał się duet z Grzegorzem Markowskim. Teraz z Waglewskim. Ciągnie Panią do współpracy z rockowymi wokalistami?
Lubię to, ponieważ oni dobrze śpiewają. Chociaż to są zupełnie dwaj różni wokaliści. Grzegorz to taki wokalista sensu stricte, który świetnie brzmi. Wojtek jest gitarzystą, ale lubię jego śpiewanie. Ja zresztą cenię sobie bardzo śpiewanie przez muzyków takich, jak Chet Baker czy Astrud Gilberto. Przecież jak ona śpiewała nie były to żadne wokalne popisy, ale bardziej nucenie pod nosem. To samo ma Waglewski – on śpiewa trochę pod nosem, na luzie, od niechcenia, jakby w ogóle mu na tym nie zależało. I jest to rodzaj śpiewania, który lubię.

A duet z Ewą Bem? Można określić go czymś na miarę „muzycznego amerykańskiego snu”? Kiedyś chórki w jej zespole, później solowa kariera, wyrobienie sobie pozycji i wreszcie wspólna piosenka na równych prawach.
Nazwałabym to przypieczętowaniem naszej muzycznej znajomości. Szczerze mówiąc, nie wiem dlaczego nastąpiło to dopiero teraz. Uznałam, że nie ma co dłużej zwlekać. Duety z mężczyznami są oczywiście przyjemne, ale z Ewą chciałam też bardzo zaśpiewać. Poprosiłam ją, Ewa się zgodziła. Przy tej piosence wyszło szydło z worka. My zawsze wiedziałyśmy, że brzmimy ze sobą bardzo dobrze, nigdy jednak nie miałam świadomości, że aż tak stapiamy się głosowo. Do tej pory było tak, że to ona śpiewała głos główny, ja śpiewałam głos chórkowy. Teraz, kiedy zaśpiewałyśmy na równym poziomie, okazało się, że tak się zlewamy, że powstało piękne zespolenie jak w małżeństwie. (śmiech) Jak w miłości, bo w małżeństwie nie zawsze jest miłość. (śmiech)

Niedawno odbył się festiwal w Opolu. Wystąpiła tam Pani w konkursie Premier z piosenką „Samba z kalendarza”. Udział w festiwalu bierze się z chęci zaprezentowania swojej muzyki szerszemu gronu słuchaczy, czy wprowadzenia powiewu świeżości do Opola?
Ja mimo wszystko lubię ten festiwal, ponieważ dobrze mi się kojarzy jeszcze z czasami, kiedy jeździłam tam jako dziecko z tatą i patrzyłam jak gra w orkiestrze. Później do Opola jeździłam jako chórzystka zespołu Kukla Band. Mam sentyment do tego miejsca. Muszę się jednak przyznać, że ten występ traktuję trochę egoistycznie. Wydałam płytę, włożyłam w nią naprawdę dużo pracy i chcę teraz, żeby jak najwięcej ludzi się o niej dowiedziało. Do tego termin festiwalu jest w idealnym momencie promocyjnym, więc dlaczego tego nie wykorzystać?!

Ale czy taka, jak ja to nazywam, „kanapowa publiczność festiwalu”, jest dobrym odbiorcą Pani twórczości?
W ogóle się tym nie przejmuję. Publiczność jest jednak przeróżna i na tej kanapie siedzą przecież ludzie młodzi, starsi oraz przede wszystkim ci, co lubią muzykę. Nawet ci, którzy będą tylko krytykować: „O, ta sfałszowała. Tej się sukienka zadarła” – oni też będą chcieli ten festiwal obejrzeć, a skoro go oglądają, to znaczy, że również interesują się muzyką. A ludzie interesujący się muzyką są dla mnie dobrą publicznością. Aczkolwiek od takich dużych koncertów wolę sytuacje, gdzie gram chociażby w Piwnicach w Tarnowie, bo mam ludzi na widowni na przysłowiowe wyciągnięcie ręki, mogę z nimi porozmawiać. Pod tym względem udział w festiwalu był dla mnie trudny. Muszę przyznać jednak, że jestem zadowolona ze swojego wykonania.

Ja w takim razie gratuluję występu w Opolu i bardzo dziękuję z wywiad.
Dziękuję również.

3 Comments

  1. Kuba

    Dorota powinna wygrać te Premiery w Opolu. porażką organizatorów według mnie jest dopuszczenie do konkursu piosenki znanej od dobrego kwartału, emitowanej kilka razy dziennie w rozmaitych rozgłośniach radiowych, przez co osłuchanej i posiadającej wielką rzeszę fanów, która w rezultacie wygrywa ten konkurs. zestawienie go z faktycznie premierowym utworem, np. „Samba z kalendarza” mającej w chwili prezentowania na festiwalu 2 tygodnie, to straszne nieporozumienie. czy nie mam racji?

    przy okazji pytanie: kiedy jakiś koncert we Wrocławiu? :)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.