Relacja: Dorota Miśkiewicz z płytą „Ale” w Tarnowie

TCK świętuje! Po koncercie grupy Afro Kolektyw, tym razem w tarnowskich Piwnicach zaśpiewała Dorota Miśkiewicz. A wszystko w ramach jubileuszu 20-lecia instytucji.

Z góry przepraszam za początek tej relacji, ale jako Napiórkohilik nie potrafię zacząć w inny sposób. Moje nadzieje na kolejny koncert, na którym miałbym okazję zobaczyć/połsuchać ponownie Marka Napiórkowskiego, spełzły na niczym. Gitarzysta, który w dużej mierze odpowiada za brzmienie nowej płyty Doroty Miśkiewicz, nie zjawił się w piątek w Tarnowie. Zamiast małopolskiego miasta wybrał nadmorski kurort i jeden z festiwali, w ramach którego towarzyszył na scenie Ani Marii Jopek (co ciekawe, w zespole, który grał razem z autorką płyty „Sobremesa” pojawił się także ojciec Doroty, Henryk Miśkiewicz).

Dorota Miśkiewicz w Piwnicach Tarnowskiego Centrum Kultury nie tylko zaśpiewała, ale i zagrała.

W samych Piwnicach Tarnowskiego Centrum Kultury, które świętuje właśnie dwudziestolecie działalności, było równie gorąco, co w Sopocie. Dorota Miśkiewicz kolejny raz udowodniła, że jest jedną z najlepszych współczesnych polskich wokalistek.

Mając na uwadze fakt, że na płycie „Ale” znajdują się dwa duety, mogłem podejrzewać, że ze względu na nieobecność w Tarnowie Ewy Bem i Wojtka Waglewskiego nie znajdą się one w koncertowej setliście. Pudło! Numer tytułowy oraz „W komórce” jak najbardziej zostały przez Miśkiewicz zaśpiewane – i to jeszcze jak! Żartobliwe imitowanie męskiego głosu lidera VooVoo wywołało niemały śmiech wśród publiczności, która tego wieczoru nie mogła narzekać na nudę.

Dorota nie omieszkała także przypomnieć kilku piosenek ze swojej wcześniejszej płyty „Caminho”. Pojawiło się m.in. „Nucę, gwiżdżę sobie”, które, podobnie jak w październiku 2010 roku, także i teraz wykonane zostało z niemałą pomocą widowni.

Był też bis poprzedzony gromkimi brawami. Brawami – dodam – bezsprzecznie zasłużonymi. Koncert, jako całość, w każdym aspekcie przewyższał ten, na którym byłem obecny niespełna dwa lata temu. Duża w tym zasługa granego materiału, który sam w sobie prezentuje niesamowicie wysoki muzyczny poziom. Koncert – ze wszystkimi jego dodatkowymi elementami, których na płycie z wiadomych względów zawrzeć nie można (dłuższe solówki, wstawki, zabawy wokalem) – w jeszcze większym stopniu uwidocznił najmocniejsze strony płyty „Ale”, eksponując przy tym również masę smaczków, które w domowych warunkach obcowania z tymi piosenkami nie są aż tak dostrzegalne.

Tego świetnego efektu nie byłoby oczywiście bez wsparcia muzyków, którzy towarzyszyli tego dnia wokalistce na scenie. Artur Lesicki, Tomasz Kałwak (nazwany chyba trochę żartobliwie, jako „mistrz industrialnego ambientu”; chociaż po tym, co zaprezentował w introdukcji do jednego z utworów, tytuł ten nie wydaje się aż tak bardzo bezpodstawny), Robert Kubiszyn oraz Sebastian Frnakiewicz pokazali, że należą do czołówki najlepszych instrumentalistów w tym kraju. (Mateusz „Axun” Kołodziej)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.