Krótka piłka #137: „3LOOP Elite #1”, „Sounds From Nowheresville”

W dzisiejszej Krótkiej piłce Wojciech Kamiński i Mateusz Kołodziej oceniają dwie płyty: pierwszą część składanki „3LOOP ELite” oraz „Sounds From Nowheresville” autorstwa The Ting Tings.

Składanka „3LOOP Elite #1”
Niedawno zapowiadana na naszych łamach składanka szeroko rozumianej muzyki elektronicznej – „3LOOP Elite #1” – ujrzała światło dzienne, a ponieważ patronujemy tej zacnej inicjatywie, szczególnie się zainteresowałem tą składanką. Cały album jest bardzo spójny, co jest dużym plusem przy tak licznej liście wykonawców. Ba, często łapałem się na tym, że nie zwróciłem uwagi nawet kiedy skończył się jeden utwór, a zaczął następny. Co za tym idzie, składanki tej słucha się z dużą przyjemnością, jest to niesamowicie dobry jako album „tło” do codziennych czynności, jazdy samochodem, tramwajem, pociągiem. Duża ilość ambientu (wydaje mi się, że ambientu jest właśnie najwięcej) sprawia, że jest to album, który często hipnotyzuje misternie złożonymi dźwiękami, które równie często urzekają lekkością. Wbrew temu jednak, co do tej pory napisałem moim faworytem jest kompozycja Japończyka OrtoCamna – „Uro”, który jest nieco przyprószony mrokiem i dużą ilością orientalnych elementów, co strasznie mi się spodobało i do tego numeru będę wracał zdecydowanie najczęściej, kojarząc mi się trochę z dokonaniami Kidkanevil. „3LOOP Elite #1” jest dopiero pierwszą częścią składającej się z przynajmniej czterech woluminów serii i choć nie jest rewelacyjnie, to jest naprawdę bardzo dobrze i z dużą przyjemnością i z jeszcze większą ilością ciekawości będę czekał na następne części. (Wojciech Kamiński)

The Ting Tings „Sounds From Nowheresville”
The Ting Tings w jednym z ostatnich wywiadów, jakie czytałem, stwierdzili, że hejterzy powinni wyjść z domu. Faktycznie, coś w tym jest – niezwłocznie muszę wyłączyć komputer, ubrać buty, kurtkę i wyjść z mieszkania, udać się na spacer. Pogoda nawet sprzyja. A zrobię to tym chętniej, że ostatnio o mały włos nie zadławiłem się na śmierć podczas obiadu (ponoć dziewięć na dziesięć wypadków zdarza się w domu…). Problem jednak w tym, że spożywając posiłek, słuchałem także nowej płyty Anglików. Mała zmiana stylu nie wyszła grupie na dobre. Zatracony został gdzieś ten błysk, który cztery lata temu pozwalał wierzyć, że debiutancka płyta „We Started Nothing” to zapowiedź naprawdę dobrej muzycznej przygody. Na „Sounds From Nowheresville” brzmienie nie jest już tak surowe – dostajemy więcej zabawy z dźwiękiem, The Ting Tings sięgają po rozmaite rozwiązania. Niestety trochę w tym nieporadności. Zespół zmiksował wiele smaków, co w ostatecznym rozrachunku dało niezbyt dobre danie. (Mateusz „Axun” Kołodziej)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.