Krótka piłka #129: Rok Miłosza w polskiej muzyce (najlepsze płyty)

Miniony rok przez polskie władze ogłoszony został Rokiem Miłosza. Postać laureata literackiego Nobla z 1980 roku przypomniana została także przez polskich muzyków. Dzisiaj przedstawiam pięć najlepszych płyt, dla których podstawą okazały się wiersze poety.

„Smutno mi, kiedy widzę, jak nagle – niemal z dnia na dzień – popularny stał się Czesław Miłosz wśród polskich wykonawców w obliczu obchodów roku jego imienia. Niemniej, staję się wesołym chłopczykiem, kiedy uświadamiam sobie, że bez tych obchodów nasza rodzima muzyka na przestrzeni ostatnich miesięcy byłaby uboższa o te kilka płyt” – pisałem przy okazji dłuższego tekstu zatytułowanego „Piosenką w Miłosza!”, przedstawionego na łamach blogu. Zdania nie zmieniam – szkoda, że taki materiał tekstowy musiał czekać aż do 2011 roku. Poniżej pięć, moim zdaniem, najlepszych produktów muzycznych, jakie starały się przybliżyć wiersze poety słuchaczom (co ważne – nie tylko polskim).

#5 Stanisław Soyka „7 wierszy Czesława Miłosza”
O Miłoszu w trakcie trwania jego roku przypomniał sobie m.in. Stanisław Soyka. Soyka, którego fanem nigdy nie byłem. Soyka, którego pomimo wcześniejszego zdania szanuję za płytę „Sonety Shakespeare” z 1995 roku. W końcu Soyka, który w tak niezwykły sposób potrafił ukazać i zaśpiewać teksty Osieckiej na krążku „Osiecka znana i nieznana”. I ten najnowszy album, „7 wierszy Czesława Miłosza”, to kolejne dzieło w dorobku muzyka, które będę lubił.

#4 Kiev Office „Miłosz Cię kocha EP”
Kiedy przedstawiałem tę epkę na łamach AxunArts pod koniec grudnia, jedna z czytelniczek w komentarzu zamieszczonym pod wpisem wyznała, że po ostatnich miesiącach ma Miłosza serdecznie dość. Cóż, możecie, jak wasza koleżanka, znienawidzić poetę, ale on i tak będzie was kochał – przynajmniej w wydaniu zespołu Kiev Office. Jeśli zawsze uważałeś, że tekstów noblisty nie można zaaranżować w sonic-youthowym klimacie lub przedstawić je w utworach punkowy, to tkwiłeś w obłudzie i błędnym przekonaniu. Profanacja? Wręcz przeciwnie – wyniesienie na zupełnie inny, do tej pory nieznany poziom.

#3 Rosemary’s Kids „Songs on the End of the World”
W języku sportowym istnieje pojęcie „dream teamu”, czyli zespołu marzeń złożonego z najlepszych przedstawicieli danej dyscypliny. Myślę, że nazwanie Rosemary’s Kids „dream teamem polskiej sceny alternatywnej” nie będzie żadnym nadużyciem. Wszak postaci Tomo Żyżyka, Radka Łukasiewicza (Pustki), Sławomira Leniarta (dawniej Agressiva 69) czy Daniela Pigońskiego (Polpo Motel) dla krajowego środowiska znaczą naprawdę wiele. Wspólnie stworzyli płytę złożoną z dwunastu anglojęzyczny piosenek, dla których fundamentem były rzecz jasna teksty Miłosza. Rock’n’rolowa odsłona wiesza? Dla mnie bardzo na plus.

#2 Aga Zaryan „Księga olśnień” / „A Book Of Luminous Things”
W przypadku płyt Zaryan podobać może się fakt, że wokalistka nie sięgnęła po teksty sztampowe. Owszem, mamy „Piosenkę o końcu świata”, którą kojarzy zapewne większość z osób czytających teraz te słowa. Reszta tytułów już niekoniecznie musi zostać połączona z nazwiskiem poety i niekoniecznie znajdzie się w większości podręczników do nauki języka polskiego. Przewertować wszystkie tomiki z poezją Miłosza i wziąć na warsztat kilka wierszy – to również okazało się dla Zaryan zbyt mało. Jazzmanka zapragnęła przedstawić nie tylko to, co Miłosz pisał, ale również to, co czytał. W związku z tym, oprócz noblisty, pojawiają się tutaj także Anna Świrszczyńska, Jane Hirshfield oraz Denise Levertov, a więc ulubione autorki naszego wieszcza.

#1 Czesław Śpiewa „Czesław Śpiewa Miłosza”
„Czesław Śpiewa Miłosza” to pod względem muzycznym płyta zdecydowanie lżejsza od tego, co zaprezentowała Aga Zaryan. Albumowi brzmieniowo momentami bliżej do pierwszego wydanego w Polsce krążka Mozila, jakim był „Debiut” (2008 rok). Mamy więc do czynienia z melodyjnym i spokojnym popem, przez samego muzyka dookreślanym epitetem „teatralny”. Przed premierą Czesław twierdził, że jego zamiarem jest przedstawić poetę zwykłemu odbiorcy, niekoniecznie obytemu z literaturą i znającemu dogłębnie twórczość Miłosza. Mozil wyszedł bowiem z całkiem słusznego przekonania, że skoro on nie zna wierszy urodzonego w Szetejniach autora, to takich osób w tym kraju music być więcej. Zrobił jak chciał i trafił przy tym w przysłowiową dziesiątkę, oddając to, co w Miłoszu najbardziej Miłoszowate.

Mateusz „Axun” Kołodziej

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.