Podsumowanie 2011 roku: Grzegorz Noszczyk

Zapraszamy na pierwszą odsłonę naszego podsumowania 2011 roku. W tej części swoje typy dotyczące najlepszych płyt ostatnich dwunastu miesięcy przedstawia Grzegorz Noszczyk.

W 2008 roku napisałem, że polski rap to przede wszystkim Asfalt Records. W 2009 nie miałem zbyt wielkiej ochoty na pisanie podsumowań. W zeszłym roku uciekałem do przeróżnych gatunków muzycznych – od rapu przez soul, aż do popu. Dziś, już bez większych udziwnień, obydwa podsumowania obejmują tylko rap.

POLSKA

To że moda na hip-hop wraca czułem od dwóch, a nawet trzech, lat. Rok 2011 zdawał się być apogeum tego zjawiska. Zaowocowało to masą dobrych płyt, ciekawych imprez i niejednokrotnie tygodniami, które polski, dalej nieobecny w mass mediach, rap spędzał na szczycie OliS-u.

Ostatecznie przy wyborze dziesiątki „najlepszych” decydowała chłodna kalkulacja dwóch czynników – tego, czy płyta mi się podobała i oczywiście kwot pieniężnych, jakie otrzymałem od poszczególnych wytwórni. Chciałbym niezmiernie przeprosić Proceenta i portal Popkiller – mimo ogromnych sum jakie przekazaliście – wasze składanki nie mogły się znaleźć na tej liście bo… są składankami. Mimo wszystko, są to płyty ciekawe i świeże – jednak jak to bywa z kompilacjami – niektóre utwory prezentują się celujące, inne wydają się zbędne.

#10 Rasmentalism „Hotel Trzygwiazdkowy”
Jak jesteś stewardessą, to słuchaj tylko tego, tam. Jak jedziesz na wakacje, bierz tylko tę płytę. Jak żyjesz na emigracji, słuchaj tylko tego, tam. Jak wracasz do kraju, to słuchaj tylko tego, tu. Warto czasem przez godzinę nie myśleć o problemach i zrobić jakiś skok na bank, prawda?

#9 Jeżozwierz „Pan Kolczasty”
Mocna pozycja, pierwszy legal wytwórni TuWolnoPalić i Jeża. Niby bez większych stylistycznych fajerwerków, ale progres jest zauważalny. Dziewiąte miejsce za cięte słowa i fakt, że nikt (może poza Sokołem) nie rozlicza się w tak bezpośredni sposób z rzeczywistością.

#8 Had Hades „Nowe dobro to zło”
kolejne zaskoczenie klimatem płyty. „NDTZ” jest spójna, mocna, zgryźliwa (?!) i jako całość emanuje interesującym przekazem. Zupełne przeciwieństwo płyty Dioxa, która wydaje się być tylko poprawnym, klasycznym albumem na podkładach The Returners. Duże brawa dla Galusa a.k.a. Pokój Czarnych Płyt za nieszablonową produkcję, a Hadesowi należą się słowa uznania za idealny konsonans głosu, tematów i podkładów.

#7 Slums Attack „Reedukacja”
W tym wypadku miejsce w TOP10 należałoby się nawet za samą kolaborację z Jeru i O.S.T.R.-em. To pełen REHAB Ryszarda oraz płyta, którą odzyskał twarz po wydarzeniach z Zielonej Góry (oczywiście w oczach niedzielnej części słuchaczy Andrzejewskiego). Jednak to nie O.S.T.R. czy jakikolwiek inny gość, a siedemnaście mocnych utworów i wielka trasa koncertowa pokazują, że ranking Machiny nie myli się w wyborze najlepszego polskiego rapera.

#6 Łona & Webber „Cztery i pół”
Przyznaję, że nie jestem szczególnym fanem dokonań artystów mających „asfaltowe” korzenie, lecz błędem byłoby nie umieszczenie w tym zestawieniu takiej płyty. Z początku dziwna, lecz po którymś z kolei przesłuchaniu nabiera smaku i staje się bardziej wyrazista. Elektroniczne wycieczki Webbera okazały się równie trafione, co melancholijne wersy Łony i „Cztery i pół” stała się kolejną „świeżynką” nadającą się do nadania jej miana wartościowej. A jeżeli komuś brakuje „humoru” z „Końca żartów”, to zapraszam do obejrzenia programu „Wyjaśniamy Objaśniamy”.

#5 VNM „DeNekstBest”
Zaraz po premierze, legalny debiut Tomka z Elbląga wydawał się nieco przeczekany. Blisko cztery lata po „Na szlaku po czek”, nie było wiadomo czego się spodziewać. Otrzymaliśmy wypadkową wszystkich poprzednich materiałów VNM’a i dość widocznej inspiracji nowym amerykańskim rapem. Do tego klipy do trzech utworów i zapowiedzi kolejnego albumu. Wszystko można sprowadzić do wersu „sprawdź karierę J.Cole’a, moja to jej follow-up”.

#4 W.E.N.A. „Dalekie zbliżenia”
Przed premierą miałem obawy, że tę płytę będzie można określić syndromem rozbudowanego „Salutuj!”. Takie wrażenie sprawiał klip i pierwszy odsłuch utworu numer jeden na płycie. Idąc dalej w głąb płyty, wszystko się świetnie rozwija i nie ma wątpliwości, co do słuszności sukcesu „Dalekich zbliżeń”. Udzieliło się wielu gości, jednak nie jest to płyta składankowa i naprawdę w całości można określić ją mianem spójnej. W końcu, czego należy oczekiwać od legalnego debiutu jeżeli nie spójności?

#3 Sokoł i Marysia Starosta „Czysta brudna prawda”
Przykład tego, że można zrobić rapową płytę z wokalistką i dalej będzie ona czysta (płyta, nie wokalistka). Znakomici producenci, Sokół na równym poziomie (jemu zresztą nie trzeba więcej), partie Marysi bez wielkich wokalnych udziwnień, a ponadto masa didżejów – złożyły się na efekt końcowy – mocną, dobitną i dostępną dla szerszego odbiorcy płytę. Autorzy, podczas prac nad albumem nieświadomi potencjalnego sukcesu CBP, zdobyli złoto a Sokół pokazał że prócz wydawania dobrych albumów, stać go na to by zaskakiwać.

#2 Parias „Parias”
Po raz kolejny powtarzam – to nowa jakość. Nie ma na tej płycie nieprzemyślanego wersu i niepotrzebnych, dogrywanych na siłę zwrotek. Do tego progres, jakiego nie spodziewałem się po Włodim – będącym jednocześnie motorem napędowym pojazdu o nazwie Parias. Na deser podkłady w klimacie jakiego jeszcze nie było. Kto by pomyślał, że Eldo będzie inspirował się kalifornijskim podziemiem?

#1 Ten Typ Mes „Kandydaci na szaleńców”
W podsumowaniu półrocza nie było mowy o tym, żeby pominąć taki album. Nie ma więc możliwości by zapomnieć o nim w podsumowaniu końcowym. Przełom Typa, który posunął się jeszcze bardziej w stronę przepaści innowacyjności – na szczęście dalej słychać, że stoi twardo na górze i „nie ma zamiaru się z niej strącić”.

ZAGRANICA

Pisanie podsumowania zagranicznego rapu to istna katorga. Nie dość, że można byłoby tu umieścić dziesięć nowojorskich płyt, które niszczyły wszystko inne, to jednak wypada doceniać nowe twarze i artystów spoza Stanów. Do tego pojawiło się tyle płyt, że ciężko byłoby zrobić uczciwy ranking TOP100, a co dopiero wybrać najlepszą dziesiątkę. Mimo trudów, obyło się bez większych niespodzianek. W 2011 roku zauważyłem brak popowych zajawek u siebie i z zagranicznej muzyki jakiej słuchałem 95 procent stanowi rap.

#10 Curren$y „Covert Coup”
Za flow, emanowanie luzem i bity Alchemista. Niesamowity wakacyjny vibe i montaż przy sami wiecie czym. To ta nowa era i to czas na nią.



#9 The Streets „Computers and Blues”
Pożegnalna płyta Marka Skinnera nie była najgorszą w jego dyskografii. Moim zdaniem, wręcz przeciwnie – można mówić o niej jako najlepszej w dorobku tej angielskiej grupy (swojego czasu jednoosobowej). Choć koncertowe niedopałki wciąż się żarzą, można śpiewać wzorem Grzesia Markowskiego – „trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść…”.

#8 Pharoahe Monch „W.A.R.”
Wspaniały klip do „Clap”, łamiący kark tytułowy numer z Immortal Technique, komentarze dla tematów socjologicznych i politycznych. Minusem może być perkusja, która momentami rzeczywiście brzmi „płasko jak ziemia Giertycha”, jednak wszystkich podkładów da się słuchać.

#7 Looptroop Rockers „Professional Dreamers”
Nie jest to może album na miarę „Good Things”, jest nawet może od „Fort Europa”, albo to tylko moje przyzwyczajenie do ich starszych dźwięków. Tak czy inaczej na płycie Looptroop, jak i coraz częściej w rapie amerykańskim (a nawet polskim), łatwo zauważyć muzyczne podróże do przyszłości (albo teraźniejszości). Duży plus dla Embee, a stary, dobry Promoe i spółka zarażają ludzi marzeniami.

#6 9th Wonder „The Wonder Years”
Kompilacja złożona ze zwrotek różnych raperów na bitach jednego z najlepszych beatmakerów świata. W podkładach Dziewiątego nie można znaleźć żadnej luki. Czasami jednak po dłuższej chwili spędzonej z tym albumem można odnieść wrażenie monotonii. Tego wrażenia jednak nie podtrzymują goście. Od Eryki Badu, przez Taliba Kweliego, aż po Masta Killah. Tu nie można się nudzić. Cudowny rok.

#5 Mac Miller „Blue Slide Park”
Gdy go usłyszałem, potem zobaczyłem liczby przy filmach w serwisie Youtube, złapałem się za głowę. Ten gość ma 19 lat, kilkadziesiąt milionów odtworzeń i ponad półtora miliona fanów na Facebooku. To tylko liczby i cyfry, lecz jednak realne wskaźniki popularności artystów. Podobno na „Blue Slide Park” nie znalazł jeszcze swojej drogi. Możliwe, ale kto o to dba. Teraz jest dobrze, więc zostaje czekać na jego ruchy w przyszłości.

#4 Classified „Handshakes and Middle Fingers”
Kolejny gość, którego twórczość ma „nie być klasyczna” i uciekać od lat 90., jednak wciąż znajdujemy samplowane dźwięki. Jest z Kanady, na swojej płycie ma nawet Joe Buddena i Brata Ali’ego. Katowałem ten album dość długo, aż mi się spodobał. Nie da się uwolnić.

#3 J.Cole „Cole World: The Sideline Story”
Debiut, w pełnym tego słowa znaczeniu. Jest pokaz umiejętności, są numery monumentalne (jeżeli można tak je nazwać), jest utwór z największym tuzem – Jay’em-Z (który jednoznacznie kojarzy mi się z „Dirt Off Your Shoulder” z „Black Album”) i są nowatorskie podkłady. Jeżeli, jak nazwa albumu wskazuje, jest to wątek poboczny, to aż boję się zgadywać jaka będzie historia główna.

#2 Talib Kweli „Gutter Rainbows”
Pamiętam dzień, w którym ukazała się zapowiedź w postaci singla. Już wtedy byłem dość rozczarowany „powrotem” Reflection Eternal, a w głowie kumulowała mi się dezorientacja. Singiel nie powinien tak brzmieć. Teraz podejrzewam, że mógł być to zabieg mający zachęcić słuchacza do rozstrzygnięcia odpowiedzi na pytanie, czy Talib już się skończył, czy ma się dobrze? Oczywiście moją odpowiedzią jest ta druga. To przecie ten stary-nowy Talib Kweli, którego tak uwielbialiśmy słuchać. Zostaje nam czekać na kolejną płytę Black Starr.

#1 Evidence „Cats and Dogs”
Przypominacie sobie zeszłoroczny singiel roku? Tak, był zapowiedzią płyty, która ukazała się w ten sam dzień, co J.Cole i 9th Wonder. Zdecydowanie z tego tria brzmi najlepiej. Stało się tak najprawdopodobniej przez różnorodność (dla porównania weźmy chociażby wspomniany singiel i „You”), stronę instrumentalną i sposób tworzenia albumu. Po raz pierwszy w solowej karierze Evidence wyselekcjonował siedemnaście utworów z kilkudziesięciu wcześniej nagranych z myślą o płycie. Przypuszczam, że wybór padł na najlepsze i przez to już w dniu premiery wiedziałem, które miejsce w rankingu obejmie „Cats and Dogs”.

Grzegorz Noszczyk

* * * * *

17 Comments

  1. Maciej

    spróbowałbym jeszcze upchnąć Medium na liste bo dobrą płyte wydał. w zagranicznym rapie jak napisałeś wydarzyło się tyle, że człowiek nie ogarnia. sam pewnie dodałbym Commona, album Westa z Jayem, Hoodie Allena i Wale. 5!

    Polubienie

  2. R.

    @Polski rap:
    Jak dla mnie na czołowych pozycjach nie może zabraknąć Te-Trisa z „Lotem 2011”, Miuosha z „Piąta strona świata” i Medium „Teoria Równoległych Wszechświatów”.
    @Zagraniczny rap:
    Nie wiem czemu na tej liście nie ma REKS’a z płytą „R.E.K.S.” !? ;) Jak dla mnie to światowy nr 1 w 2011 roku !:D
    Jeśli chodzi o Evidence to dla mnie 2 płytka 2011 po Reksie :). Piona!

    Polubienie

  3. bystry

    do Q: skąd taka pewność, może akurat by się mu nie spodobała. przecież tyle samo opinii pochlebnych i negatywnych o niej jest

    Polubienie

  4. Mateusz Axun Kołodziej

    @Kama: Nie. Jutro pojawi się lista 10 najlepszych polskich płyt rapowych autorstwa Marcina P., natomiast później w planie są listy, na których gatunki się mieszają (rock, rap, pop, elektronika…). Taki misz-masz. :)

    Polubienie

  5. Mateusz Axun Kołodziej

    @Maciej: Nowy Common też mi się podoba, ale czy faktycznie jest to płyta do top10? W top20 zapewne bym go wymienił. Osobiście podoba mi się, że Grzesiek wymienił „The Wonder Years” i album Skinnera, który ja z kolei wyrzuciłem z mojej listy praktycznie w ostatniej chwili. Dzięki temu nie został całkiem pominięty. :)

    Polubienie

  6. Rawsky

    jak wam to kurwa napisac zebyscie skumali… napisze tak… wyszlo w 2011 pewnie z 400 plyt. kazdy z nas mogl wybrac inne 10 najlepszych. zalezy od gustu poszczegolnej osoby. skumaliscie to kurwa. pjona dla grzegorza za te dyche chociaz nie znam typa to wiem ze chetnie bym z nim wypil bro

    Polubienie

  7. ZIP

    polecam obserwować temat bo beka może być grana:
    http://slizg.eu/forum/viewtopic.php?f=8&t=32705&p=1221906

    czekam tylko aż psycho fani jimsona zaczną swoje wywody nad brakiem jego epki w rankingu. :D odliczam już tylko minuty.

    komentarz „jankes” (ziomeczka z mieścinki waszego Pazdrąga) – hahaha typ jara się chujowymi wersami swoich koleżków z miasta, a będzie wytykał obecność Ev który zjada pół amerykańskiej sceny tą płytą.

    Polubienie

  8. tytuz

    do ZIP: przecie oni tam nawet Flintowi wytykają teraz rzeczy w podsumowaniu to co sie dziwisz. każdy z nich jest cwany ale jakoś żaden nie poświęci kilku dni na zrobienie podsumowania albo kilku lat na prowadzenie dobrze działającego bloga.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.