Krótka piłka #120: Nadrabiam zaległości… częściowo

Jesień, jak co roku, zaskoczyła recenzentów masą premier muzycznych. Gdy dołożymy do tego zaległości z okresu wiosenno-letniego, okazuje się, że uzbierał się całkiem spory stosik płyt do przesłuchania i ocenienia.

A przecież koniec roku za pasem, zaraz przyjdzie czas na podsumowania, na wybór najlepszej płyty ostatnich dwunastu miesięcy. Listopadowe Krótkie piłki poświęcam więc na nadrobienie tego, co możliwe do nadrobienia. Zaczynam już dzisiaj. (Mateusz „Axun” Kołodziej)

Coldplay „Mylo Xyloto”
„Mylo Xyloto” nie jest płytą wybitną, a takie na swoim koncie panowie z Wielkiej Brytanii już posiadają. „Mylo Xyloto” jest płytą po prostu dobrą. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że jej poprzedniczka („Viva la Vida…”, 2008) śmiało mogła być brana pod uwagę w kategoriach płyty roku, określenie „dobra” oznacza spadek o kilka(naście) pozycji w dół. Najsłabszy punkt? Zdecydowanie kolaboracja z Rihanną. Utwór „Princess of China”, który miał zostać przebojem, nie powinien w ogóle zostać zamieszczony na tym krążku. Na drugim biegunie, jako zaprzeczenie moich wcześniejszych słów o gorszej formie Coldplay, znajdziemy dwie piosenki, do których mogliśmy obejrzeć teledyski: „Paradise” i „Every Teardrop Is a Waterfall”. Utwory, które zachęcały do zakupu płyty przed jej premierą, wespół z „Hurts Like Heaven”, Don’t Let It Break Your Hear”, i „Charlie Brown”, ratują twarze członków zespołu (ten pomysł z założeniem kostiumów w klipie do „Paradise” i ukryciem tożsamości nie był chyba przypadkowy). Przeczytałem gdzieś wypowiedź Martina, z której dowiedzieć można było się, że jednym z bodźców do nagrania płyty „Mylo Xyloto”, czymś, co inspirowało zespół, był światowy kryzys finansowy. Śmiem twierdzić, że chyba popełniono w tej kwestii błąd – Coldplay za bardzo utożsamili się z recesją i ich muzyka sama przeżywa tutaj lekki kryzys. Oby zwalczyli go jak najszybciej.

Łona & Webber „Cztery i pół”
Łona siedział cicho przez kilka lat, a teraz, kiedy ponownie chwycił za mikrofon, zmiótł resztę sceny w specyficzny dla siebie sposób. „Jest dziesięć”, jak mówi sam raper w jednym z utworów pochodzących z nowego albumu. Ale przecież nie tylko on jest tutaj osobą istotną. Jego kolega Webber pokazuje – zgodnie z wersem „Spytaj o muzykę, nie ma w niej dla nas zjawisk obcych, zapytaj nas o nowy trend, a chętnie powiemy tobie o znacznie nowszych” – że nowinki nie są mu obce. Serwując słuchaczom elektronikę, nie zapomina jednak odrobić przy tym lekcji z dawnej szkoły, dzięki czemu płyta może pochwalić się ciekawą, zróżnicowaną i utrzymaną na wysokim poziomie warstwą muzyczną. Ten Typ Mes na swojej ostatniej płycie („Kandydaci na szaleńców”, 2011) rymował, że „czuje współzawodnictwo, kiedy Łona przyśpiesza flow”. Współzawodnictwo? Albumem „Cztery i pół” szczecinianin zostawia kolegę po fachu daleko z tyłu. Jak więc w tej sytuacji mówić o współzawodnictwie Łony z kimkolwiek?

Pustki „Lugola EP”
Polska grupa od dawna przewyższała krajowy poziom. Nie dziwi więc próba znalezienia odbiorców zamieszkałych na innej szerokości geograficznej. Dobrym omenem dla tego ruchu z pewnością było uczestnictwo w kilku zagranicznych festiwalach (Canadian Music Fest w Toronto oraz South by Southwest w Austin), gdzie Pustki grały dla publiczności naprawdę zagranicznej, nie zaś, jak czołowe gwiazdeczki krajowej sceny, dla Polonii. „Lugola EP” to wybór sześciu piosenek znanych z wcześniejszej płyty zatytułowanej „Koniec kryzysu”, nagrane od nowa z tekstami anglojęzycznymi. Dodatkowo, na epce znalazła się premierowa piosenka tytułowa. (W Polsce mniej więcej w tym samym czasie ukazała się płyta „Lugola/Live” z zapisem wybranego koncertu z 2010 roku).

Björk „Biophilia”
Björk nie patrzy na innych – jest krok przed nimi. Tak samo jest w przypadku nowego albumu wokalistki z Islandii. Triada muzyki, natury i technologi, jaką jest „Biophilia”, to jeden z najdostępniejszych muzycznie materiałów studyjnych autorstwa tej pani na przestrzeni ostatnich kilku lat. Nie żebym jakoś z wytęsknieniem wypatrywał tego powrotu do bardziej piosenkowej i melodyjnej wersji Björk (byłem chyba jednym z nielicznych chwalących „Voltę”, choć jednocześnie niepochwalających ówczesnej współpracy z Timbalandem), ale miło jest też czasem płyty tak zwyczajnie posłuchać, a nie tylko przesłuchać. Tylko właściwie jak oceniać ten „twór”, skoro w ręku miało się jedynie CD, a na całość składa się przecież jeszcze masa aplikacji i technologicznych rozwiązań, którymi cieszyć mogą się posiadacze iPadów?

2 Comments

  1. krystian

    „cztery i pół” to kozacka płyta. bardziej jaram się tym co zrobił webber, łonę wolałem kiedy jego teksty ociekały żółcią.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.