Krótka piłka #102: To było mocne sześć miesięcy

To było mocne sześć miesięcy. Pod względem muzycznym oczywiście. Osobiście nie możemy zrozumieć, jak szybko minął ten czas. Dopiero pisaliśmy podsumowanie 2010 roku… Oto lista płyt (w kolejności alfabetycznej), które naszym zdaniem wyznaczały drogę w trakcie minionego półrocza.

Adele „21”
Ależ tak kobieta ma głos! Niesamowite jest to, że za każdym razem, kiedy słyszę „Don’t You Remember” mam gęsią skórkę. Serio. Drugi w dorobku album Adele to solidna porcja muzyki na wysokim poziomie. Muzyki – po prostu muzyki, bo próba klasyfikacji krążka i zaszufladkowania go do któregoś ze znanych nam gatunków, jest nie tyle nie na miejscu, co przychodzi z trudem. Mamy tu bowiem jazz („Set Fire to the Rain”), balladowy pop („I’ll Be Waiting”), soul („He Won’t Go”), a i dla country znalazło się trochę miejsca. Płyta, do której najczęściej wracałem w minionym półroczu. (Mateusz Kołodziej)

Beyonce „4”
„Miksuję każdy rodzaj muzyki, który uwielbiam. Nie szufladkuję siebie. To nie będzie R&B ani klasyczny pop, ani rock – to będzie połączenie wszystkich brzmień, które kocham” – mówiła przed premierą „Czwórki”, Beyonce Knowles. W tej wypowiedzi jest sporo racji, bo trudno czwarty album 29-letniej wokalistki wrzuć do jednego worka i w jednym słowie określić gatunek, który tę płytę cechuje. Jedno jest pewne. Ona jest i będzie na stałe w koncertowym kanonie Amerykanki. Single takie jak „Run the World (Girls)” czy „Best Thing I Never Had” już stały się hitami, a w kolejce czekają następne, równie dobre „1+1” i „I Was Here”. (Daniel Tworski)

Bonson/Matek „Historia po pewnej historii”
Słuchałem po jednym razie poprzednich materiałów Bonsona i żaden z nich nie przypadł mi go gustu. Kilka tygodni temu usłyszałem singel pt. „Nie ma szans”, który zapowiadał nowy album z producentem Matkiem. Oczarowany tym kawałkiem zapragnąłem usłyszeć więcej utworów z „Historii po pewnej historii”. I dostałem kolejne single, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że Bonson wyda najlepszy w tym roku materiał w polskim podziemiu. Po premierze krążka i kilkudziesięciu odsłuchach jestem oczarowanym rapem szczecińskiego rapera i podkładami od Matka. Świetny album pełen autobiograficznych fragmentów, mocnych linijek i ćpuńskich historii. Z emocjami o emocjach. ŚCIĄGNIJ. (Marcin Pazdrąg)

Lady Gaga „Born This Way”
Wystarczyły dwie płyty. Wystarczyło 21 utworów, by nikomu nieznana wokalistka stała się ikoną kultury Pop. Swego rodzaju odnośnikiem dla muzyki popularnej, którym przed laty była Madonna. Emocje przed wydaniem albumu „Born This Way” rosły z miesiąca na miesiąc. Potęgował je dodatkowo tytułowy singiel wydany w lutym tego roku, który zawładnął światowymi listami przebojów. Dziś już wiadomo, że trzeci studyjny album Lady Gagi nie odbiega stylistycznie od poprzedników, a dodatkowo zwiastuje nam długie, gorące wakacje. Oprócz wspomnianego „Born His Way”, album promują również single „Judas” i „The Edge of Glory”. W Stanach słychać już po cichu brzdęk „Hair” oraz „Yoü and I”, które jeszcze latem winny trafić do Europy, jako kolejne produktu spod szyldu „Made by Lady Gaga”. (Daniel Tworski)

Pinnawela „Renesoul”
„Renesoul” to momentami materiał dość autobiograficzny. Utwory, takie jak „Macia”, „Serce” i „Przeczucie”, ocierają się o pewien rodzaj ekshibicjonizmu, który dobrze sprawdza się na płytach. Piosenki i ich teksty działają w obie strony – dla Pauliny są swego rodzaju terapią (wokalistka musiała widać w jakiś sposób wyrzucić z siebie pewne emocje i zrobiła to właśnie za pomocą piosenek), a dla słuchaczy znakiem, że artystka traktuje ich poważnie, nie wciska tanich historyjek, ale autentyczne życie i uczucia. A o to przecież w muzyce chodzi. (Mateusz Kołodziej)

PJ Harvey „Let England Shake”
Pamiętam, że zaraz po premierze tego krążka obwieszczałem całemu światu, że to jest właśnie najlepsza płyta 2011 roku. Później trochę mi przeszło, ale jakiś miesiąc temu ponownie wróciłem do „Let England Shake” i album ten na nowo stał się moim faworytem w końcoworocznym podsumowaniu. Harvey oddała w nasze ręce album, dzięki któremu stajemy się świadkami jej podróży po Anglii – kraju z bogatą historią, ciekawymi krajobrazami i zwyczajami, ale także z problemami, przywarami, słabostkami, kraju uwikłanego w niepotrzebną wojnę, na której giną zarówno wrogowi i sojusznicy Korony. Polly Jean w iście poetyckich tekstach bardzo stanowczo mówi temu wszystkiemu „nie”, nie zapominając przy tym o muzycznej stronie przedsięwzięcia. (Mateusz Kołodziej)

Projekt Parias „Parias”
Singiel (r)ewolucyjny. Nigdy wcześniej nie słyszałem polskich MC’s na takich podkładach. Duża ilość osób, w większości „sezonowych słuchaczy”, po takiej „zachęcie” kategorycznie przekreśliła tę produkcję. Ewolucyjność tego, i kilku innych numerów z tej płyty, polega na tym, że po kilku przesłuchaniach ciężko się od nich oderwać. Świeżość, nie przez wszystkich do zaakceptowania. Parias pokazał, że dobra płyta nie musi opływać w „klasycznym, funkowym sosie”. Pod względem muzycznym i w dużej mierze treściowym przeciwwaga do „Molesty i Kumpli” oraz „Zapisków z 1001 nocy”. (Grzegorz Noszczyk)

Przytuła & Kruk „Przytuła & Kruk”
Duet Bartosz Przytuła (wokal, harmonijka ustna) i Tomasz Kruk (gitara, banjo) dzięki swojej debiutanckiej płycie sprawiają, że cofamy się w czasie. Po kilku taktach przed naszymi oczami pojawia się delta rzeki Missisipi, a na jej brzegu zasiadają mistrzowie akustycznego bluesa z przełomu XIX i XX wieku – Sonny Boy Williamson, Big Bill Broonzy i John Lee Hooker, a między nimi nasi dwaj rodacy. Na całość materiału, zatytułowanego po prostu „Przytuła & Kruk”, składa się mieszanka autorskich kompozycji oraz aranżacje znanych bluesowych klasyków. Polska płyta 2011 roku? Na pewno jeśli chodzi o rodzimy blues.

Rasmentalism „Hotel trzygwiazdkowy”
„Dobra muzyka, ładne życie” – tak nazywał się poprzedni album zespołu Rasmentalism. Po trzech latach Ras oraz Ment XXL powracają z nowym wydawnictwem. Tegoroczna płyta śmiało mogłaby się nazywać „Najlepsza muzyka, najlepsze życie”, jednak chłopaki zadecydowali inaczej i mówimy teraz o „Hotelu trzygwiazdkowym”. Jest to dopracowany album, oparty na charakterystycznych bitach Menta, okraszony świetnymi wersami Rasa. TOP3 albumów tego roku bez podziału na mainstream i podziemie. Muzyka, która idealnie pasuję do panującej pory roku; muzyka, do której będziemy się uśmiechać; i w końcu muzyka, która da nam potężny zastrzyk energii. ŚCIĄGNIJ. (Marcin Pazdrąg)

Ten Typ Mes „Kandydaci na szaleńców”
Płyta, której można słuchać wszędzie. Cytując ostatni album 2cztery7 – „soundtrack do chlania, na parkiet i do łóżka” (może z tym parkietem to lekka przesada). Wydawałoby się, że Mes idzie w uniwersalizm. Nic bardziej mylnego. Sam tytuł wskazuje, że to nie płyta o wszystkich i dla wszystkich. Trzeba być niezłym szaleńcem (lub kandydatem do takiego tytułu), by przejść przez odsłuch całej płyty bez szwanku. Śpiewane numery, twarda elektronika, klasyczne bity Kixnare’a czy „to jest punk, to są emocje”? Niby różnorodność jest na czasie, ale tylko Mes potrafi ją zastosować na taką skalę. Mimo wszystko, bardziej osobista i lepiej dopracowana od „Zamachu…”. Poprzeczka zawieszona wysoko. (Grzegorz Noszczyk)

W.E.N.A. „Dalekie zbliżenia”
Płyta zdobyła moje serce dzięki pierwszemu numerowi. Co za numer!? A reszta? „Ta W.E.N.A. to napierdala ciągle o tym samym”. Wciąż obrazy blokowisk, bólu i hardkoru egzystencji. „Ale można jechać na wstecznym, ale patrzeć w przód”. To na pewno „Wyższe dobro” niż „Duże rzeczy”, czyli zawsze progres. A jeżeli raper zalicza progres z płyty na płytę, to znaczy, że jest dobry. Zobaczymy co będzie później. (Grzegorz Noszczyk)

Wojtek Mazolewski Quintet „Smells Like Tape Spirit”
Płytę, na której znajdziemy jedenaście utworów (konkretnie kompozycji jest dziesięć; jedna z nich została nagrana w dwóch wersjach), zarejestrowano w dość niecodzienny sposób. Otóż zrobiono to podobnie, jak przed ponad połową wieku miało to miejsce w przypadku nagrywania albumów takich sław, jak Miles Davisa czy The Beatles. Zespół nagrał całość w jednym pomieszczeniu, ponoć bez poprawek i dodatkowej postprodukcji. Wyszedł z tego jazz jak przed laty – zarówno pod względem brzmienia, klimatu i klasy. Chciałbym sprawdzić ten album na winylu – wówczas ducha lat 50. będzie jeszcze bardziej wyczuwalny. Osobiście uważam, że „Smells Like Tape Spirit” to najlepsza polska płyta w 2011 roku (przynajmniej pierwszego półrocza). (Mateusz Kołodziej)

Video „Nie obchodzi nas rock”
Album, który wywołał spore poruszenie jeszcze przed swoją premierą. Nim zespół Video opublikował pełną tracklistę w maju tego roku, cała Polska nuciła już tytuły takie jak „Fantastyczny lot”, „Szminki róż” czy przebojowy „Papieros”. To właśnie te trzy single sprawiły, że cały nadwiślański kraj czekał na ostateczną datę premiery (wielokrotnie przesuwaną). Cały materiał to 12 utworów, utrzymanych w przeróżnych stylistykach, które nie pozwalają określić płyty „Nie obchodzi nas rock” jako jeden, zwarty gatunek muzyczny. Mieszanka popu, rocka i elektronicznych upiększaczy daje bardzo dobry krążek w roku, w którym polska fonografia znacznie kuleje i odstaje od analogicznych poprzedników. (Daniel Tworski)

Oceny kolejnych albumów są indywidualnymi decyzjami osób odpowiedzialnych za kolejne notki dotyczące kolejnych płyt.

13 Comments

  1. maria

    trochę za dużo hip hopu moim zdaniem. powinniście utrzymać jakieś proporcje. 5/13 to zdecydowanie za dużo. byłoby to do przyjęcia gdyby w tych 5 płytach były 2 z zagranicy. osobiście brakuje mi trochę nowego The Streets.

    Polubienie

  2. Mateusz "Axun" Kołodziej

    @ maria: Duża liczba rapowych płyt związana jest z tym, że 2 osoby o nim pisały.

    @ Lite: Luxtorpeda pojawi się zapewne w podsumowaniu rocznym (o ile w międzyczasie nie ukaże się 10 innych, lepszych płyt). Ale mam na nich oko (ucho?). Tutaj się nie zmieścili.

    Polubienie

  3. tytuz

    „Mieszanka popu, rocka i elektronicznych upiększaczy daje bardzo dobry krążek w roku, w którym polska fonografia znacznie kuleje i odstaje od analogicznych poprzedników.” – albo słuchałeś dupą albo jesteś głuchy bo płyt w tym roku było dużo dobrych. ale czemu sie tu dziwić. ewidentnie gówno wiesz o muzyce i nie rozpoznajesz dobrych produkcji skoro video jest dla ciebie bardzo dobrym krążkiem. :/ Axun opamiętaj sie i weż nie publikuj mu tych tekstów bo siara w chuj

    Polubienie

  4. miraS

    teoretycznie o gustach sie nie dyskutuje, ale pisanie ze Video jest dobre, to tak jakby mowic, ze Doda, Mandaryna i Grzeszczak sa dobrymi piosenkarkami. sa pewne granice gustu i przekroczenie ich nazywamy juz bezgusciem.
    tytuz, nie krytykujmy Axuna bo to nie on napisal, ale autora recenzji plyty Video

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.