Relacja: Selector Festival 2011 (3-4.06.2011 r., Kraków, Błonia)

Jeden z największych festiwali muzyki elektronicznej w Polsce już za nami i choć powinnam się ogarnąć i powrócić do rzeczywistości coś mi mówi, że jeszcze długo krakowskie dźwięki będą w mojej głowie. Selector Festival, bo o nim będzie mowa, odbył się w zeszły weekend na krakowskich Błoniach. Masa wrażeń, pozytywnych i negatywnych zaskoczeń, świetnej zabawy – tak w pigułce mogę opisać swoje pofestiwalowe wrażenia.

Nie zaplanowałam Selectora zbyt szczególnie, dlatego pominęłam pierwszego dnia Kamp! (czego żałuję) i Does It Offend You, Yeah? (już nie tak bardzo), stawiając się na terenie festiwalu około godziny 21:30. Pierwszego dnia interesowały mnie tylko dwa zespoły, grające na „dużej scenie”: Crystal Castles i Klaxons. Sceny umieszczone były w charakterystycznych dla Selectora namiotach, dzięki czemu muzyka nabierała intymnego klimatu oraz można było łatwiej schronić się przed deszczem, który ujawnił się w postaci burzy pierwszego dnia. Ale jak wiadomo, dla chcącego nic trudnego, i warunki pogodowe nie przeszkodziły nikomu w zabawie.

Crystal Castles pojawili się planowo o godzinie 22., skończyli krótko po godzinie 23. Dali niesamowity koncert, pełen elektronicznej energii mieszanej z punkowym brudem. Szał pod sceną i, jak zwykle, na scenie – wokalista Alice Glass tańczyła jak szalona. Moje wrażenia są niezwykle pozytywne, muzycy zagrali wszystko, czego by się od nich chciało, by zagrali, w dodatku na bis powalili ścianą dźwięku. Nie wiem jak inni odbiorcy, ale ja po tym koncercie nie miałam mózgu, jakkolwiek to brzmi.

Does It Offend You, Yeah? (foto: T. Kamiński / selectorfestival.pl)

Gwiazda pierwszego dnia, czyli Klaxons, rozpoczęli 4 czerwca, grając o północy. O dziwo był to najbardziej rockowy koncert całego festiwalu. Zespół grał głównie mieszankę utworów z swoich dwóch płyt. Dodatkowo zagrali premierowo utwór „You Make Me Feel”. Posypały się hity „Golden Skanks”, „Gravity’s Rainbow”, „Atlantis To Interzone”, a na koniec Echoes” i „It’s Not Over Yet”. Widać było radość na twarzach muzyków, jaką spowodowała zabawa fanów pod sceną. Nie sądziłam, iż ten koncert tak fajny będzie, wyszłam z niego bardzo zadowolona. Chętnie wybiorę się na ich następne występ w Polsce.

Drugiego dnia postawiłam sobie rekord do pobicia, czyli sześć koncertów w jednym dniu. Zaczęłam od polskiego duetu Rebeka w mniejszym namiocie. Niesamowicie pozytywne wrażenia, nie sądziłam, że Polacy potrafią tak grać. No i przyznam się, że Bartek Szczęsny mnie zaczarował swoim talentem. Polecam ich Wam serdecznie, naprawdę warto!

Rebeka (foto: A. Rawicz / selectorfestival.pl)

Po Rebece pobiegłam na The Orb (duża scena). Nie będę udawać, że znałam ich wcześniej, bo nie znałam. Ale ci dwaj starsi kolesie zaczarowali mnie totalnie i nawet cieszyłam się, że koncert odbył się o godzinie 20., przy dość małej liczbie uczestników. Dzięki temu był niesamowity intymny klimat, taniec i ucieczka w inny świat. Kolejne moje pozytywne zaskoczenie, przyznam się, iż bardzo przypominało mi to koncert Chemical Brothers, do których mam słabość.

Planowo miałam po The Orb biec na Katy B, grającą pod mniejszym namiotem. Planowo. Podjęłam jednak męską decyzję pozostania przy dużej scenie, warując przy barierce w oczekiwaniu na Hercules and Love Affair i… była to doskonała decyzja. Ten koncert, już okrzyknięty najlepszym tegorocznej edycji Selectora, porwał absolutnie wszystkich. Dwóch didżejów, w tym główny mózg projektu Andy Butler, dwie wokalistki i jeden wokalista dali taki koncert, że nie było osoby, która patrzyłaby na ich występ obojętnie. Nawet nie wiedziałam, że można tańczyć tak, jak tańczyli wykonawcy na scenie.

Szaleństwo w stylu disco i to, co zachwyciło mnie najbardziej – widoczna na kilometr bliskość między muzykami. Niesamowity koncert, pewnie będę go jeszcze długo mieć w głowie.

Z Herculesa bieg na Novikę. Marka sama w sobie, więc nie było zaskoczenia, iż to, co zobaczyłam, było kolejnym fajnym koncertem tego dnia. Przyznam się, iż był to mój pierwszy koncert Noviki i że jest ona jedną z moich ulubionych polskich artystek. Fajna energia, kontakt z publicznością, żałuję, że nie widziałam całego koncertu, gdyż wyszłam wcześniej na La Roux. I jak się później okazało – był to błąd.

Novika (foto: A. Rawicz / selectorfestival.pl)

La Roux, gwiazda drugiego dnia, i kreowana przez organizatorów na główna postać całego festiwalu, była moim (i jak czas pokazuje, nie tylko moim) największym festiwalowym rozczarowaniem. Wiem, że ludzie pod barierkami oraz wielcy fani bawili się świetnie, ale z mojej dalszej perspektywy koncert ten był po prostu nierówny i nieciekawy. Liczyłam na szał, energię, którą tak słychać w nagraniach „Quicksand”, „I’m Not Your Toy” czy „Bulletproof”, a zobaczyłam wokalistkę w opłakanym stanie, nie dającą rady zaśpiewać chociażby poprawnie własnych numerów. Uważam, iż błędem było dawanie jej na główną scenę, myślę, że może na mniejszej scenie Elly bardziej by się odnalazła. No cóż, nie przepadałam nigdy za bardzo za tym projektem i po tym koncercie niesmak nadal pozostanie. Chociaż przyznaję, mają parę fajnych nagrań. Cóż…

Po La Roux powędrowałam na ostatni koncert tego dnia i całego festiwalu, francuskiego didżeja Sebastiana. Jednak ku mojemu zaskoczeniu zastałam ogłoszenie, iż artysta nie dojechał do Polski i w zastępstwo za niego set zaprezentuje didżej Andy Butler, mózg projektu Hercules and Love Affair. Widziałam zaskoczenie fanów Francuza i nadal natykam się na pretensje względem Alter Art (organizator festiwalu). Mimo to ja pozostałam na secie Butlera i bynajmniej tego nie żałuję. Zaserwował pozostałym remiksy utworów Herculesa i wizytę członków projektu na scenie. Zabawa była przednia i bynajmniej nikt z pozostałych już nie narzekał.

Festiwalowa publika (foto: T. Kamiński / selectorfestival.pl)

Na zakończenie napiszę, że jak zawsze, polska publiczność była genialna. Zabawa, tańce, wspólne śpiewanie, wszyscy artyści wykrzykiwali ze sceny wyrazy miłości. I na twarzy zarówno artystów, jak i fanów, przez te ostatnie dni gościły ogromne uśmiechy radości.

Spędziłam dwa dni na żywiołowym tańcu i bieganiu między scenami. Obecnie już jestem w stanie ruszać swoim ciałem, a miałam z tym wczoraj problem. Niczego nie żałuję i dziękuję Alter Art za kolejny fajny festiwal. Niebieska opaska będzie towarzyszyć mi jeszcze przez długi czas, a już niedługo dołączy do niej zielona – open’erowa. Oj będzie się działo! (Agata Kozłowska)

* * * * *

Zdjęcia pochodzą z oficjalnej festiwalowej galerii, która znajduje się pod tym linkiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.