Solar – Nie samym WBW człowiek żyje (wywiad)

To mój pierwszy wywiad na łamach AxunArts.pl i zarazem drugi w dziennikarskiej karierze. Los chciał, że zawsze są to raperzy związani z polskim freestylem. Solar to reprezentant warszawskiego podziemia, który ciągle się rozwija, a jego motywacja do osiągnięcia sukcesu wzbudza respekt. Specjalnie dla czytelników AxunArts.pl z Solarem rozmawiał Marcin Pazdrąg. Zapraszam.

Marcin Pazdrąg: Gratuluję występu na Super MC. Serio taki straszny był ten balet, o którym wspominałeś podczas swojego wejścia?
Solar: (śmiech) Dziękuję bardzo, ale nie sądzę żeby było czego gratulować. Ot, jakieś przeciętne wejście na wolno, za które dostałem nieadekwatnie dużo propsów. Co do melanżu – w skutkach jeden z gorszych. Straciłem portfel, wszystkie dokumenty, telefon i obudziłem się totalnie najebany w miejscu, w którym nigdy nie byłem, także średniawa… a zaczynał się niewinnie.

Przeciętne wejście? Według mnie byłeś najlepszy ze wszystkich zawodników z pierwszych eliminacji i zasłużenie je wygrałeś. Dlaczego zdecydowałeś się na udział w Super MC? Któryś z Twoich znajomych również planuje wziąć udział w następnych kwalifikacjach? Traktujesz Super MC, jako zabawę i to czy odniesiesz sukces średnio się liczy, czy może mocno zależy Ci na zwycięstwie?
Wiesz no, nie chciałbym jakoś obrazić tych ziomeczków, co brali udział, ale poza Lazym, to były same nowe twarze. Część nie radziła sobie nawet za dobrze z trzymaniem mikrofonu. Zdaje się, że parę osób pierwszy raz stało wtedy na scenie. Ja już mimo wszystko mam parę lat stażu na karku, więc poradziłem sobie najlepiej (a przynajmniej tak twierdzą ludzie). Mimo wszystko wejście nie było masakrą. Samo wzięcie udziału było dość spontaniczne, bo nawet się wcześniej nie zapisałem. Jako że obecnie prowadzę dość beztroski tryb życia, w którym nie zawracam sobie głowy takimi głupotami, jak szkoła czy praca i jest mi wszystko jedno czy jest poniedziałek czy piątek, chętnie zajmuję sobie czas takimi eventami. Nie mam jakiejś wczuty ojej SUPER MC – TO MOJA ŻYCIOWA SZANSA, MUSZĘ IŚĆ I WYGRAĆ, po prostu wpadłem ponawijać, chociaż nie ukrywam, że nagroda jest konkretna i powalczę. Z moich ziomów udział planują wziąć Białas i Plejer.

A gdzie reszta czołówki? Czyżby całkowicie zrezygnowali z wolnego stylu?
No niestety, sporo osób odpuściło. Trzy-Sześć zostawił to dla rookies, Flint mówi, że już nie trenuje freestyle’u (na korzyść studyjnych płyt), przez co nie idzie mu to tak samo jak kiedyś, Muflon rozkurwił wszystko i chyba mu się już po prostu nie chce. Nie wiem jak tam z resztą, ale ogólnie odkąd najmocniejsi sie wycofali nie ma juz takiego ducha rywalizacji, a na bitwy wpadają praktycznie same świeżaki. O ile przejście z pokolenia Tetrisów i Dużych Pe było dość płynne, o tyle z „naszego” do obecnego zupełnie się nie udało.

Myślisz, że to tylko kwestia zmiany pokoleń, czy może problemu należy szukać gdzieś indziej? Nawiązuje teraz do bojkotu WBW 2010 przez Was, najlepszych feestyleowców. Wiadomo, że młodzian więcej się nauczy walcząc z zawodnikiem, który ma na swoim koncie kilkanaście wygranych bitew, niż z jakimś „nołnejmem”, którego skillsy nie są zbyt wysokie. Niestety teraz ciężko jest zobaczyć, jakiegoś wyjadacza na liście zawodników startujących…
Wiesz, nie samym WBW człowiek żyje. To tylko jedna z powiedzmy 50 bitew, które odbywają się co roku w Polsce. Kiedyś było tak, że jechało się do jakiegokolwiek miasta, nawet na jakąś z dupy bitwę, o której info było tylko na freestyleowym forumku i spotykało się tam kogoś z czołówki. Po prostu ludzie jakoś mieli ochotę walczyć, bo było o co. Ten kto najlepiej napierdalał mógł liczyć np. na rozstawienie na Bitwie o Mokotów, na zaproszenie na Microphone Masters, czy ogólnie udział w jakimś evencie, na który zapraszanych jest czterech „najlepszych”. Teraz to środowisko się jakoś uhermetyczniło i nawet jak ktoś się fajnie zapowiada, to nie dostaje takiej szansy. Ciężko mi powiedzieć dlaczego tak jest. Na przykład Peus jest konkretnym zawodnikiem, ale mało znanym nawet fanom freestyle’u, bo pojawił się w momencie, w którym ta dyscyplina już upadała i spadło nią zainteresowanie. Więc może dlatego jest pomijany, bo jego ksywka niewielu osobom cokolwiek mówi, więc nie przyciąga widowni? Ciężko powiedzieć. Ogólnie wszystko funkcjonowało bardzo fajnie w okresie działania Limtv. Dzięki temu, że wszystkie walki były rejestrowane, ludzie jakoś tym żyli, śledzili to trochę jak serial. To było dobre też dla zawodników, bo wiedzieli, że jak dadzą dupy to nie skończy się na tym, że zejdzie ze sceny i przyjmie kilka dziwnych spojrzeń na siebie. W domu czekał go jeszcze opierdol w Internecie. Z drugiej strony – jak poszło dobrze, to czekały propsy i zwiększała się szansa na wkręcenie się w coś bardziej ‚elitarnego’ (jak np. MM czy BOM). Przyznam, że dla mnie to było motywujące. Limtv padło, no i wszystko zaczęło się sypać. Nie było o co walczyć, zawodnicy zaczęli odchodzić i zrobiła się już totalna posucha.

Nie samym WBW człowiek żyje, jednak musisz przyznać, że jeszcze kilka lat temu były to – można powiedzieć – Mistrzostwa Polski. Sukces każdego zawodnika mierzony był miarą WBW. Teraz jest inaczej i szanse mają takie akcje, jak wcześniej wspomniane Super MC. Uważasz, że jest szansa na odrodzenie polskiego freestyle’u? Nie wiem, może powrót kilku starych zawodników plus jakieś nowe twarze? Edzio z Gdańska wydaje się być młodym talentem…
Podobno żeby dobrze prognozować przyszłość (klęczeć na kolanach?), trzeba poznać przeszłość, także pozwolę sobie chwilkę poprzynudzać.
Nie samym WBW człowiek żyje, jednak musisz przyznać, że jeszcze kilka lat temu były to – można powiedzieć – Mistrzostwa Polski. Sukces każdego zawodnika mierzony był miarą WBW – faktycznie tak było, ale powód takiego stanu rzeczy jest oczywisty. Na WBW startowali wszyscy. Pamiętam jak preelimek do WBW 2006 GP Warszawy nie przeszli m.in. Białas czy Eskobar. Tam na prawdę był każdy liczący i nieliczący się zawodnik i samo wbicie się do szesnastki było hardkorem.
To był zajebisty okres dla freestyle’u i ludzie mieli na to mega zajawkę, bo na szerszą skalę to było coś nowego. Wiadomo, że wcześniej była bitwa w Płocku i jakieś inne akcje, ale tak na prawdę wszystko rozkręciło się po finale WBW 2004, głównie dzięki Dużemu Pe i Tetrisowi, którzy właściwie nadali sens „bitewnemu” freestyle’owi. Od tamtego czasu było coraz więcej battli, coraz więcej zawodników i podnosił się poziom. Gdzieś w 2005 – 2007 nastąpiła chwila zamuły ze względu na „wymianę pokoleń”, o której wcześniej mówiłem, ale w 2007-2008 wszystko rozhuśtało się na nowo, bo młodzi się wyrobili i zaczęli nakurwiać na poziomie przyciągającym ludzi do klubu. Do tego doszło Limtv. Rok 2009 był niestety ostatnim kozackim rokiem, doszło wtedy do jakiegoś załamania. Jako zawodnicy trochę zaczęliśmy się wkurwiać, że widzimy przed sobą 500 osób, które przyszły zobaczyć bitwę i każdy z nich zostawił po 10-20 zł na bramce, a my w zasadzie nic z tego nie mieliśmy poza śmieciami od sponsorów, ewentualnie jakimś bardzo drobnym hajsem. Nikt nie lubi być dymany i nabijać komuś portfel za frajer. Kolejnym powodem było jury, w którym w sumie zawsze siedziały te same osoby. Padło tyle spierdolonych, nieobiektywnych i nieuczciwych werdyktów, że wiele osób się zniechęciło. Do tego doszła jakaś pojebana nagonka w Internecie i sporo freestyleowców dało sobie spokój, bo po co się użerać z całym światem nic z tego nie mając. Teraz, to ci zawodnicy, którzy kiedyś byli dymani przez te werdykty, siedzą w jury, więc może nie powtórzą błędów starszych kolegów. Organizatorzy chętniej sypią hajsem na nagrody, a internetowcy ochłonęli, także może wszystko jeszcze wyjdzie na prostą. Trzeba czekać na odpowiednich ludzi, albo liczyć na to, że starzy wyjadacze powrócą, w co wątpię. Zajebista marka, jaką było WBW, została zmarnowana i myślę, że z czasem wyklaruje się coś nowego, o czym będziemy mówić „mistrzostwa polski”, czego serdecznie tej scenie życzę, jako zajowkowicz. Co do Edzia – młody chłopaczyna, faktycznie patrząc na niego, aż dziw bierze, że tak może napierdalać. Jest potencjał i życzę jak najlepiej, ale mimo wszystko mam innych kandydatów na rozkurwiaczy.

Okej, starzy zawodnicy zostawili bitwy… Ty również. Mam rozumieć, że jest to całkowite porzucenie występów na scenie? Wiem, że wielu raperów uważa freestyle za początek drogi do legalnego albumu. Flint jest tego przykładem. Z drugiej strony mamy Muflona, którego raczej nie ciągnie do wydawania swoich solówek. Jak Ty traktowałeś, traktujesz freestyle? Priorytetem zawsze było studio? Czy może zmieniło się to na przełomie kilku lat?
Niczego nie porzucam, przecież nadal, co jakiś czas, pojawiam się na bitwach. Przytoczę wers Białasa, bo idealnie pasuje do opisania mojego stosunku do tego całego odchodzenia itd.: typie, nie rezygnuje z bitew/bo ja nie jestem gwiazdą tylko zajawkowiczem. Odpuściłem na chwile, potrzebowałem trochę odpoczynku psychicznego od tej pojebanej atmosfery, ale już jestem zwarty i gotowy do walki, chociaż nie koniecznie z aż taką częstotliwością jak kiedyś, że co weekend wsiadamy w najtańszy pociąg i modlimy się żeby zajść jak najwyżej, żeby dostać zwroty i mieć za co się najebać czekając do rana na pekapie. Fejmowi raperzy w Stanach normalnie freestyle’ują, a niektórzy nawet wpadają na bitwy i nie widzą potrzeby „odchodzenia na emeryturę”. Wtf? Faktycznie, jest to dobra wyjściówka do studyjnej działalności, bo: masz luz w klejeniu wersów, posiadasz już jakieś wyczucie rytmu, nie obsrasz się na koncercie jak zapomnisz zwrotki i ogólnie masz okazje do poznania paru dobrych mord, z którymi później można wejść w współpracę. Nie wiem czy akurat Flint jest najlepszym przykładem takiego freestyle’owca, bo „Czarny Charakter” ciężko nazwać „legalem”, choć wykonał to naprawdę pro. Taką klasyczną drogę „freestyle – legal” przemierzył Tet, trochę też Diox. I myślę, że to całkiem naturalne. Ja zacząłem od freestyle’owania, bo to najłatwiejszy start – nie trzeba żadnego sprzętu i nie trzeba się silić na jakieś mądrości w tekstach w wieku 13 lat. Po prostu masz zajaweczkę i napierdalasz, a w dodatku jest jeszcze masa nieogarniętych osób, które nie mogą wyjść z podziwu jak ty to robisz?, co daje motywację. Na początku chciałem tylko freestyle’ować, teraz odczuwam również potrzebę napisania czegoś przemyślanego w tekstach, jako że jestem trochę starszy, mam więcej w bani i chciałbym w tym kierunku się rozwijać. Zresztą ciężko mierzyć tylko we freestyle, jeśli chce się żyć z pasji. Nawet będąc Tetrisem czy Muflonem nie da się żyć tylko z tego, więc w sumie dziwi mnie, że Muflon zamula nagrywkowo, ale to jego sprawa i jego trzeba o to spytać.

W obecnych czasach ciężko jest zarabiać na muzyce osobom tak młodym, jak Ty. Wydaje mi się, że zbyt dużo jeszcze nie zarobiłeś na swoich produkcjach. Tym bardziej, że pozwalasz je pobierać za darmo z Internetu…
No, szału nie ma, ale też nie cierpię jakoś specjalnie. Dzięki temu, że mam studio (które zbudowałem za hajsu z rapu) i mogę nagrywać ludzi za flotę (albo coś zmixować), czasem gdzieś pofreestyle’uje, zagram koncert czy sprzedam trochę płyt, nie muszę chodzić do regularnej pracy. Wiadomo, że gdybym miał utrzymać mieszkanie, rodzinę, to nie ma szans, ale tak na moje wydatki i żeby doklepać parę peelenów do rachunków styka. Akurat to, czy dasz swoją płytę do ściągnięcia za friko czy nie – nie ma żadnego znaczenia. Mamy tego farta, że w naszej subkulturze ludzie jakoś nad wyraz chętnie kupują płyty (w porównaniu do innych), co możecie sobie zweryfikować sprawdzając listę OLIS, ale nie to jest najważniejsze. Główny chleb to jednak koncerty, a żeby je grać trzeba ściągać ludzi. Żeby ściągać ludzi trzeba mieć fejm, żeby mieć fejm trzeba promocji, a tym już niestety rządzą jakieś potężne mechanizmy wymagające opór hajsu i znajomości. Wierzę, że w przeciągu kilku lat uda się mi i Białasowi przebić tę barierę i znajdziecie nas w lodówce, a my będziemy nabici hajsem po zęby (śmiech). Także ja akurat się nie przejmuje tą opinią, że „się nie da”.

Właśnie, Białas… Chciałbym się dowiedzieć, jaki masz stosunek do tego duetu. Traktujesz go jako dodatek, czy raczej jest to projekt, w który inwestujesz najwięcej czasu i to właśnie we współpracy z Białasem pokładasz największe nadzieje?
Z nikim nie rozumiem się muzycznie lepiej niż z Białasem. Zresztą nie tylko muzycznie, ogólnie – co pewnie wiele osób dziwi – jesteśmy dość podobnymi ludźmi jeśli chodzi o poczucie humoru czy ogólne podejście do rapu i życia, także zajebiście nam się współpracuje. Lubię czasem zrobić coś solowo, ale to nie ma takiej mocy jak nasze wspólne rzeczy, także zdecydowanie najbardziej stawiam na tę kooperację i podejrzewam, że Białas się pod tym podpisze.

Racja, niewątpliwie Wasze wspólne produkcje narobiły najwięcej szumu. Na pierwszym miejscu „Olejmy Jutro” i amatorski teledysk w wykonaniu czterech szalonych dziewczyn (śmiech).
(śmiech) To już klasyk. Ogólnie byliśmy w BDG, dziewczyny dzielnie dopingowały na koncercie, a na „Olejmy Jutro” w sumie moglibyśmy nie nawijać, także pozdróweczki!

Hicior! Oprócz solówek oraz duetu z Białasem można Cię kojarzyć z remixów popularnych kawałków z mainstreamu. Ostatnio chyba „Nagapiłem się”. Podoba mi się ta forma, a szczególnie ciekawe follow-upy do oryginalnych wersji. Myślałeś o wypuszczeniu jakieś epki tylko z remixami? Czy raczej traktujesz je tylko i wyłączenie jako trening na zajebistych bitach?
Myśleliśmy z Białasem o wypuszczeniu całego mixtepe’u (tak, tutaj zostawiamy chwilkę na pianę z mordy truskulowców, którzy wydrapią oczy za nazwanie „MIXTAPE” czegoś bez DJ’a) z remixami, ale nie wiem, czy do tego dojdzie, bo to trochę strata czasu, bo jednak bardziej wartościowe i dające większą satysfakcję rzeczy są stworzone od podstaw samemu. Ale nie wykluczam, że zamkniemy się kiedyś na 2-3 dni w studio i coś takiego zrobimy. Słuchacz na fajny kawałek reaguje tak, że wrzuca go sobie na ripita i męczy, aż zna każdy oddech i atmosferę, a my po prostu robimy swoją wersję, starając się przebić oryginał. To fajna forma, bo na tacy jest już podany bit, temat, a twoim zadaniem jest tylko rozjebać szesnastką. Dobry trening, a przy okazji wzbudza zazwyczaj spore zainteresowanie.

Oprócz Białasa aktywnie współpracowałeś z Trzy Sześciem, Wiciem i innymi, z którymi tworzyłeś NiaMaBata Crew. Ciekawi mnie, czym tak naprawdę jest ta ekipa?
Ekipa wytworzyła się w okresie największej zajawki na freestyle, mnóstwa ustawek freestyle’owych i wyżej wspomnianych co weekendowych wypadów do innych miast na bitwę. Czuliśmy wtedy chęć połączenia sił, bo to zawsze większa motywacja, nawzajem się nakręcaliśmy i uczyliśmy od siebie. Niestety, skończyliśmy trochę jak FP które „zmieniło orientację na melanż”. Nie ma już tego spoiwa, którym była zajawka na rozpierdolenie wszystkich możliwych bitew. Tak samo jak cała scena freestyleowa – trochę przysnęliśmy. Mimo wszystko każdy z nas darzy tę ekipę ogromnym sentymentem, bo gdybyśmy się wtedy nie zgrali, to pewnie nie doszlibyśmy tam, gdzie doszliśmy we freestyle’u. Żeby nie było, że to już taki relikt przeszłości – dalej utrzymujemy ze sobą kontakt, od czasu do czasu coś wspólnie nagramy, czy pojedziemy na bitewkę.

A jaki jest sens to nazywać?
Wydaje mi się, że nadanie sobie nazwy jest dość naturalne. Nawet ekipy melanżowe i podwórkowe często je sobie nadają. Nie wiem jaka część psychiki za tym stoi, trzeba by było zapytać jakiegoś socjologa.

Wspomniałeś, że zarobiłeś na swoje własne studio. Rozumiem, że jest to domowe studio, od którego dzieli Cię odległość 5 metrów. Jak Twoi współlokatorzy znoszą Twój proces twórczy. Solo jeszcze rozumiem, jednak nie wierzę, że przy nagrywaniu wokali całego NMB nie obyło się bez melanżu i naturalnie imprezowego hałasu…
(śmiech) No to dość ciężka kwestia. Zazwyczaj większe nagrywki, na które wpada więcej osób, staram się znaleźć termin, w którym nikogo nie ma w domu. Poza tym też nie jesteśmy RRXem, żeby jakoś hardkorowo melanżować przy nagrywaniu, bo to się mija z celem.
Ogólnie, nawet jak wpada ktoś bardziej hardkorowy typu Plejer, staram się to tak zrobić, żeby nie było nikogo w domu. Nawijanie o burdelach, jaraniu, dilowaniu i osiedlowych hardkorach, to nie jest to, co moja mama lubi najbardziej (śmiech).

Pamiętam kawałek „Każdy coś” z Twojego „Na Fali Mixtape”. Nawinąłeś, że rodzice śmiali się z bycia raperem, dopóki nie przywiozłeś paru sukcesów ze sceny. Jak to teraz wygląda? Nie nalegają, żebyś znalazł „normalną” pracę i zaczął żyć, jak przeciętny Kowalski?
Odpowiedź na to pytanie jest dość kłopotliwa, bo w międzyczasie zmarł mi ojciec, także nie wiem, czy mam używać formy „rodzice”, czy „oni”, czy co, więc powiem może co myśli o tym mama. Ogólnie raczej nie wierzy w to, że uda mi się ogarnąć z tego tyle hajsu, żeby móc żyć samodzielnie. Także tutaj wsparcia nie ma i naciski, żeby wypierdalać do roboty również są. Mimo wszystko mam czyste sumienie dopóki nie jestem pasożytem i nie obciążam jej finansowo.

Przykro mi. Zostawmy zatem sprawy prywatne i skupmy się na treści Twoich kawałków. Zauważyłem, że często dość ostro jedziesz po polskiej scenie rapu. Dlaczego? W wywiadzie dla Rap Sesji powiedziałeś, że wkurwia Cię to, że ktoś dzięki swoim kolegom osiąga sukces mimo, że jest słabym raperem. Wydaje mi się, że słabi raperzy nie mają tak łatwo. Słuchacz ma otwartą głowę i jest tyle dobrych materiałów, że słaba płyta naturalnie ginie w czeluściach rap biznesu. Nie ma miejsca tu miejsca dla słabych.
Nie chciałbym jechać po ksywkach, bo nie mam ochoty toczyć wojny z połową sceny, ale mylisz się. Nadal są dinozaury, które dzięki temu, że pojawiły się w dobrym miejscu w dobrym czasie, przy odpowiednich ludziach inkasują sporo pieniędzy za bycie łakiem. Głównie chodzi mi właśnie o nich, bo faktycznie Ci ‚nowi’ raperzy zazwyczaj wybijają się dlatego, że są rozkurwiaczami. Znane mi są jednak przykłady przechujowych raperów, których wypromowali dobrze ustawieni koledzy. Nie są może oni baronami i nie rozdają kart, ale na życie pewnie im styka. Tu się wciśnie go na trasę z fejmami, tutaj wytłoczy parę płytek i opierdoli na cudzym fejmie i gitarka. Ogólnie odsyłam do mojego numeru z płyty Solar/MMX „Sama Prawda” – wszystko tam wypunktowałem.

Ostatnio dość głośno było o Twoim fejsbukowym konflikcie z Fu…
(śmiech) Było głośno? Wow! Ogólnie nie chce tego roztrząsać, kto chce, to niech sobie wydigguje, o co chodziło. Powiem tylko, że to, co było napisane na wallu, to nic przy tym, co działo w prywatnych wiadomościach.

Będzie beef? (śmiech)
No nie wiem co tam Fu smaży, ale ja raczej odpuszczam.

Co do tego, że było głośno. Wyczytałem o tej akcji na forum Ślizg.eu. Ogólnie nie zaglądam tam zbyt często, jednak parę razy natknąłem się na Twoje walki z internetową armią hejterów. Co myślisz o tym forum i dyskutujących tam ludziach?
Heh, swego czasu tam faktycznie pisałem, ale odpuściłem sobie. Po tym jak przez 5 stron byłem ciśnięty od najgorszych za to, że podczas walki Trzy-Sześć – Enson klaskałem pionowo, a po walce z tym drugim rzekomo się popłakałem. Stwierdziłem, że siedzą tam tacy popierdoleńcy, że szkoda mi na nich oczu. Nie chciałbym też generalizować, bo są tam też normalni ludzie, którzy wchodzą zaczerpnąć informacji i wyrazić opinię, ale jednak lwia część, to wojownicy, którzy chętnie osądzą kto do kogo „nie ma podjazdu”, kto powinien przestać rapować, a kto jest bogiem rapu. Czasem wbiję poczytać, ale też bez większej wczuty. Wrzuć tam ten wywiad, to oszaleją.

Już kiedyś wrzuciłem tam swój wywiad z Dolarem… Teraz wchodzę tam, żeby sprawdzać podziemne produkcje, a dyskusję sobie odpuszczam. Wolę porozmawiać na żywo ze znajomymi, aniżeli anonimowymi postaciami.
No i słusznie. Zresztą te internetowe lamuski, już nie raz zawiodły przy spotkaniach face to face, także chuj z nimi.

Przy okazji hejtingu. Zauważyłem, że dość ostro reklamujesz Portal Nienawiści – Hejter.eu. Jaki jest Twój wkład w powstanie tego serwisu i czy często możemy czytać Twoje teksty na jego łamach?
To portal stworzony przeze mnie i Lejziego (pewnie niektórzy kojarzą z bitew), tylko i wyłącznie w celach zarobkowych. Na samym początku istnienia pisaliśmy tam teksty osobiście, teraz robi to copywriter, także mojego tekstu tam nie było od jakiś 3 miesięcy. Odwiedzajcie, bo ciężkie jest życie bezrobotnego rapera. (śmiech)

Widziałem niedawno ogłoszenie, że szukacie redaktorów. Było nawet coś o pieniądzach za teksty! Chyba niedługo zgłoszę się do Was… (śmiech)
(śmiech) No dawaj, bo nasza redaktorka już ledwo zipie.

Okej, przedstawisz mi konkretną ofertę i zobaczymy (śmiech). Myślę, że pora już kończyć wywiad, na który poświęciliśmy i tak sporo czasu. Dzięki za rozmowę, życzę samych sukcesów i – jak mawia klasyk – żebyś miał sianko z muzyki. Na koniec pozwalam na jakiś freestyle, mogą być pozdrowienia dla czytelników AxunArts.pl.
„NIE MAM PANCZÓW SPRAWDŹ POZDRO AXUN ARTS”. Nie no, nie będzie freestyle’u, ale widziałem kiedyś forum z pisanymi bitwami, ubaw po pachy. Ogólnie pozdróweczki dla moich ludzi, dla słuchaczy – bez was nic by nie było, czytelników AxunArts.pl i wszystkich zajawkowiczów. Pięć!

* * * * *

Zapraszamy na oficjalny blog Solara i Białasa, na którym znajdziecie dużo muzyki od obu panów – solarbialas.blogspot.com. Odwiedzajcie również profil na facebooku.

Zdjęcia: myspace.com/solarwwa

8 Comments

  1. [L]eszek

    Pazdrąg to że publikujesz marnej jakości teksty na łamach całkiem dobrego bloga muzycznego nie oznacza że jesteś dziennikarzem. określenie ‚kariera dziennikarska’ mogłeś sobie darować. rozpalenie ogniska nie czyni cie skałtem.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.