Krótka piłka #83: Początek roku należy do Brytyjczyków

Trzy postaci, trzy płyty, trzy zupełnie inne brzmienia, trzy różne sposoby patrzenia na muzykę, jeden wspólny mianownik – Wielka Brytania. Początek 2011 roku niewątpliwie należy do muzyków pochodzących z Wysp. Na przestrzeni niecałych dwóch miesięcy do naszych rąk trafiły krążki, które niewątpliwie liczyć będą się w tegorocznych podsumowaniach, krążki, które zapamiętamy na pewno na dłużej.

Kiedy w styczniu 2008 roku pojawił się jej debiutancki album, krytycy muzyczni mówili, że to dobre zastępstwo za Amy Winehouse i ciekawa, chociaż niegroźna, konkurencja dla Duffy. Ona nic sobie z tego nie robiła. Wiedziała, że jej siła tkwi w oryginalnym, mocnym głosie, który prędzej czy później zostanie zauważony i doceniony. I nawet kiedy ponad miesiąc później wspomniana wcześniej Duffy zachwyciła międzynarodową publikę, też debiutanckim, albumem „Rockferry” i to na walijskiej piosenkarce skupione były wszystkie media, nie załamała się i dalej robiła swoje. Spokój i opanowanie opłaciły się. W lutym 2009 roku to Adele, bo o niej tutaj oczywiście cały czas mowa, otrzymała dwie nagrody Grammy, kiedy autorka przebojowego „Mercy” tylko raz miała okazję dziękować za wyróżnienie.

Adele

Dzisiaj, kiedy Winehouse wciąż boryka się z problemami i samą sobą, Adele potwierdza swój status aktualnie najlepszej brytyjskiej wokalistki. Nowa płyta, zatytułowana „21”, trafiła do sprzedaży w połowie stycznia i z miejsca stała się hitem. Docenili ją zarówno krytycy („Q Magazine” 4/5 gwiazdek, „The Telegraph” 5/5 gwiazdek, „Rolling Stone” 3 i pół/5 gwiazdek, „Spin” 8/10 gwiazdek) jak i sami słuchacze, którzy na różnego rodzaju forach i blogach prześcigają się w komplementowaniu. Cóż, i jedni, i drudzy mają rację. „21” to solidna porcja muzyki na wysokim poziomie. Muzyki – po prostu muzyki, bo próba klasyfikacji krążka i zaszufladkowania go do któregoś ze znanych nam gatunków, jest nie tyle nie na miejscu, co przychodzi z trudem. Mamy tu bowiem jazz („Set Fire to the Rain”), pop („I’ll Be Waiting”), soul („He Won’t Go”), a i dla country oraz elementów funky znalazło się trochę miejsca. Taka rozbieżność stylów nie dziwi i nie powinna nikogo zniechęcać. Wszystko bowiem nagrywane było pod czujnym okiem Ricka Rubina i Paula Epwortha, a więc producentów, którym słabe nagrania zdarzają się niezwykle rzadko.

Mike Skinner

Dla Adele drugi w dyskografii album jest tak naprawdę początkiem wielkiej kariery, która trwać powinna – dla dobra sceny brytyjskiej, samej wokalistki, fanów i ogólnie dla dobra muzyki – jak najdłużej. Na zupełnie innym etapie jest natomiast Mike Skinner. Według oficjalnych informacji, jakie pojawiały się przed premierą płyty „Computers and Blues”, materiał ten ma być ostatnim krążkiem The Streets. Szkoda kończyć coś, co funkcjonuje jak dobrze naoliwiona maszyna, ale skoro taka jest wola twórcy, skoro Mike’owi znudziło się muzykowanie – trzeba to przyjąć do wiadomości i fertig.

A jaka jest właściwie ta, rzekomo, ostatnia płyta? Dobra (a może tylko dobra?), ale mało innowacyjna. „Computers and Blues” to po prostu The Streets, jakie znamy z wcześniejszych krążków, jednak bez kompozycji, które moglibyśmy na równi zestawiać chociażby z „Fit But You Know It”. Nie znajdziemy tu przebojów, perełek, których tytuły zapamiętamy na długi czas. Siłą tego materiału jest jego niesamowicie równy poziom. Nie ważne, czy Skinner przyśpiesza swoje flow, zwalnia swój charakterystyczny brytyjski akcent (dodając przez to odrobiny nonszalancji do nagrania), komponuje utwór melancholijny, czy też taneczny – wszystko to współgra ze sobą i nie pozostawia miejsca na lepsze lub gorsze momenty. Brytyjczyk żegna się z nami, jak sam to ujął, taneczną płytą, przy której można napić się herbaty. Cóż Mike, będzie nam Cię brakowało.

PJ Harvey

Angielscy buntownicy i ta część społeczeństwa, która nie ukrywa swojego niezadowolenia z brytyjskich rządów, mogą wreszcie odstawić stare nagrania The Clash, Lennona i Sex Pistols. Nie ma już potrzeby doszukiwać się podobieństw aktualnych wydarzeń z piosenkami rodem z lat 70. Wyjście z sytuacji znalazła niezawodna PJ Harvey, która postanowiła swoim nowym albumem wstrząsnąć Anglią. I co więcej – zamiar ten udał się jej.

„The Words That Maketh Murder”, „Last Living Rose”, „The Glorious Land” i piosenka tytułowa na pewno ojczyzną wokalistki wstrząsnęły, ale nie dały do myślenia tym, którym dać powinny. Chodzi o to, że „Let England Shake” zostało docenione przez branżę i… nic więcej. Płyta ta, byłoby płytą przełomową, najważniejszym brytyjskim tytułem muzycznym XXI wieku, gdyby tylko… swoją premierę miała rok, a może nawet jeszcze wcześniej, czyli w okresie, kiedy Anglia naprawdę borykała się z wewnętrznymi problemami politycznymi, a społeczeństwo jak nigdy wcześniej sprzeciwiało się niektórym decyzjom rządu.

Harvey oddała w nasze ręce album, dzięki któremu stajemy się świadkami jej podróży po Anglii – kraju z bogatą historią, ciekawymi krajobrazami i zwyczajami, ale także z problemami, przywarami, słabostkami, kraju uwikłanego w niepotrzebną wojnę, na której giną zarówno wrogowi i sojusznicy Korony. Polly Jean w iście poetyckich tekstach bardzo stanowczo mówi temu wszystkiemu „nie”. I ten głośny sprzeciw jednostki, wypowiadającej się językiem zrozumiałym dla rzeszy ludzi, jest tutaj najistotniejszy. (Mateusz Kołodziej)


Adele
„21”

The Streets „Computers and Blues”

PJ Harvey „Let England Shake”

2 Comments

  1. miraS

    nie dziwi mnie to, co napisałeś. w Wielkiej Brytanii mają dobrze rozbudowaną sieć klubów, wychowali dużą liczbę didżejów, to zaprocentuje w przyszłości muzyką przez nich tworzoną.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.