Podsumowanie 2010 roku – część 2: Marcin Pazdrąg

Większość z Was na pewno spodziewała się tego, że moje TOP5 w całości będzie wypełnione rapowymi albumami. Może się wydawać, że ignoruję inne gatunki, jednak zapewniam, że mam otwartą głowę i nie wyznaję ideologii „jedynej słusznej muzyki”. Po prostu jaram się rapem i tylko tego typu produkcje sprawiają mi najwięcej radości i dostarczają wielu emocji.

Kilka razy spotkałem się ze zdaniem, że 2010 rok był słabym rokiem w polskim rapie. Porównywać 2010 do 2009 nie zamierzam, jednak warto wspomnieć, że miałem problem z wytypowaniem tylko (!) pięciu płyt. Najprawdopodobniej odrzuciłem krążki, które niektórzy z Was uważają na numer 1; najprawdopodobniej za numer 1 uznałem album, który nie znalazłby się w Waszym TOP5. Dobrze, że mogę wesprzeć się tym, że na dole, drobnym druczkiem będzie napisane, że powyższy tekst jest subiektywną opinią autora. Wypisałem 9 płyt, odrzuciłem 4, a pozostałą piątkę poukładałem zaczynając od najlepszej. Bez fochów i dissów!

NAJLEPSZE
PŁYTY 2010 ROKU – POLSKA

1. Eldo „Zapiski z 1001 nocy”
O najnowszym albumie Eldoki napisano już tyle, że nie da się być oryginalnym i nie powielać recenzji kolegów z innych serwisów muzycznych. Mogę się założyć, że dla większości osób, które słuchają rapu, to właśnie krążek Eldoki jest numerem jeden w tym roku. Tworząc ten ranking nie miałem najmniejszego kłopotu ze wskazaniem albumu, który zmiótł konkurencję w 2010. Eldo wydał krążek, który powala – i tekstowo, i muzycznie. Za stronę muzyczną odpowiedzialny jest duet producentów Little i DJ Chwiał. The Returnes = bity z najwyższej półki, bez wątpienia światowy poziom. Dodając do tego rap Eldoki, nie mogliśmy otrzymać nic innego, jak płytę, która przez długi okres czasu rządziła OLiSem. Jeżeli są tacy, którzy w jakiś niewyjaśniony sposób przeoczyli „Zapiski z 1001 nocy”, polecam odstawić czytanie tego tekstu na później i natychmiast ruszyć do sklepu z 30 złotymi w kieszeni.

2. Green „Kryptonim Monolog”
Green to raper z Brzezin, którego możecie kojarzyć przede wszystkim z bitew freestylowych i składu mc/producent Phonoloftaleina. Ma on na swoim koncie dwa undergroundowe albumy pt. „Spadam” (Phonoloftaleina) oraz „Good Stuff” (wraz z Hrytą i Kliffordem). Gdy dowiedziałem się, że za bity na legalnym debiucie Greena, będą odpowiedzialni tacy producenci jak: O.S.T.R, Quiz i Snecz, byłem przekonany, że jedynym pozytywnym akcentem na płycie będzie właśnie muzyka. Wydawało mi się, że Greensky nie poradzi sobie z produkcjami tak znakomitych beatmakerów (mimo to, że Phonoloftaleina to dla mnie absolutny hit podziemia w 2008 roku). Co więcej, pierwsze odsłuchy potwierdziły moją teorię. Osoby, które śledzą mój blog mogły wyczytać jakie mam zdanie na temat „Kryptonimu Monolog”. Po kilku odsłuchach wyciągnąłem pochopne wnioski, że bity całkowicie przyćmiły rapera. Odstawiłem płytę na półkę i zająłem się innymi materiałami. Po kilku tygodniach spróbowałem ponownie i dopiero wtedy odkryłem fenomen Greena. „Kryptonim Monolog” to album, który nie nadaje się do słuchania podczas weekendowych imprez. Nie jest to również album, który od razu wpada w ucho. Pokrótce, nie jest to prosty album. Green zaserwował nam porcję mocno lirycznych kawałków, które mają swój niepowtarzalny klimat. Płyta idealnie nadaje się na spokojne wieczory, które motywują do przemyśleń. Sam Green zachęca słuchaczy do zatrzymania się w dzikim pędzie i nachylenia się nad swoim życiem i tym, co nas otacza. Osobiście kocham słuchać „Kryptonim Monolog” podczas podróży pociągiem w szary deszczowy dzień. Jeżeli szukasz muzyki, która pobudza wyobraźnię i daje sporo do myślenia, to jest to pozycja w sam raz dla Ciebie. Nie licz, że po pierwszym odsłuchu zakochasz się w rapie Greena. Hate it or love it.

3. Raca „Bobby Fischer”
Mimo że nie potrafię grać w szachy, to do partii z „Bobby Fischerem” zasiadam z ogromną przyjemnością. Mam porażkę wypisaną na czole. Duet Raca/PeeRZetem nie trafił w moje muzyczne gusta, mimo że obu raperów doceniam i szanuję za solowe projekty. Trochę lepiej było z „Samotność, Wolność, Pasja”, którą męczyłem przez kilka tygodni i wiele razy do niej powracałem. Spodziewałem się, że Raca zrobi album podobny brzmieniowo do poprzednich materiałów. Okazało się, że dostałem solidną dawkę czegoś nowego. Czegoś, do czego raper z Olecka nas nie przyzwyczaił. Dotychczas myśląc o Racy, od razu miałem w głowie bity Stony. „Bobby Fischer” składa się z 16 kawałków. Żaden z nich nie został wyprodukowany przez Stonę. Swoje produkcje dostarczyli tacy muzycy, jak: Donatan, Donte, Radonis, NNFOF, Vixen oraz Antek. Przede wszystkim zmiana stylu podkładów przyczyniła się do tego, że Raca zaskoczył. Odstawił laidbackowe, bujające podkłady Stony i sięgną po całkiem nowe dla siebie brzmienia. Według mnie, jest to zmiana na lepsze. Na plus wyszła również zmiana tematyki utworów. Raca stworzył melancholijny album skupiający się głównie na negatywnych emocjach. Taki klimat jest znacznie bliższy moim upodobaniom niż poprzednie dzieła Rafała. Słuchając „Bobbiego…” mam wrażenie, że Raca zapisał na bitach kawałek swojego życia. Każdy track bije autentycznością i szczerością. Sprawdzając najnowszym album Racy pt. „Bobby Fischer” nie liczyłem na wodotryski i ostre katowanie tego materiału. Teraz, prawie po miesiącu słuchania, dalej odnajduję nowe smaczki i dalej jaram się rapem Pana Szulca. Świetne teksty połączone z mocnymi bitami dają jedną z najlepszych płyt w 2010 roku.

4. Pih „Dowód rzeczowy nr 1”
Pih to rzeźnik i raper, o którego możemy być spokojni. Pewniak jeżeli chodzi o poziom swoich produkcji. Po świetnie przyjętych „Kwiatach Zła” przyszedł czas na kolejny album. Długo zapowiadana pierwsza części trylogii pt. „Dowód rzeczowy” w końcu trafiła na sklepowe półki. Płyta została świetnie odebrana przez słuchaczy. Nigdzie nie widziałem negatywnej opinii na temat najnowszego krążka białostockiego artysty. Podobnie jak większość, byłem pod wielkim wrażeniem muzyki od Piechockiego . „Dowód rzeczowy nr 1” jest albumem lepszym od „Kwiatów Zła” pod względem tekstów, techniki, jaki i bitów. Czuję jednak niedosyt. Nie dlatego, że cedek nie przypadł mi do gustu, ale dlatego, że został wydany w nieodpowiednim czasie. W tym okresie w moich głośnikach królował Raca. Pih nie był w stanie przebić klimatu wyżej opisanego „Bobbiego Fischera”, który w tamtym okresie bezkompromisowo trafiał w moje samopoczucie i nastrój. Płyta reprezentanta Białegostoku jest nagrana w stylu, do którego Pih zdążył nas przyzwyczaić. Słuchając tego albumu mam wrażenie, że oscyluje on pomiędzy brutalnym stylem Piha a czystym horrorcorem. Wszyscy wiemy, że tematyka w jakiej porusza się Adam Piechocki nie należy do przyjemnych. W jego tekstach pełno jest negatywnych emocji i opisów czarnej strony ludzkiego charakteru. Dobrze pamiętam co napisałem chwilę po ukazaniu się wideo promomixu płyty: „Zapowiada się listopad pełen spadków emocjonalnych i zaburzeń depresyjnych sponsorowany przez Piechockiego.” To zdanie mówi wszystko i w sposób wyczerpujący, ale ciągle tajemniczy, reklamuje „Dowód rzeczowym nr 1”. Osobom, które jeszcze nie sprawdziły tego materiału, polecam wycieczkę do Empiku. Nówki sztuki ciągle leżą na półkach w dziale hip-hop.

5. O.S.T.R. „Tylko dla dorosłych” (CD#2)
Ostatnie miejsce w TOP5 należy do Ostrego. Muszę przyznać, że miałem wielki problem z tą pozycją. Początkowo myślałem, że będzie to donGURALesko i jego „Totem Leśnych Ludzi”. Wczoraj zrobiłem prawdziwy przegląd, dogłębniej się zastanowiłem i to jednak „Tylko dla dorosłych” jest w mojej piątce najlepszych albumów 2010 roku. Nie mówię o całej płycie. Pierwsza części nie znalazłaby się nawet w pierwszej dziesiątce. Jaram się tylko i wyłącznie CD#2 czyli tzw. ukrytą płytą. Nie będę się teraz rozwodził nad „Tylko dla dorosłych CD#2”, bo zrobiłem to już kilka miesięcy temu w recenzji, którą znajdziecie po tym linkiem. W zamian za to napiszę kilka zdań o samym Ostrowskim. Otóż jestem wielkim fanem starszych albumów O.S.T.R.-a. Po premierze „Tylko dla dorosłych” zacząłem inaczej postrzegać łódzkiego rapera. Do hejtingu mi daleko, jednak nie mogę już nazwać siebie fanem rapu prosto z Bałut. Adam od kilku lat jest mocno eksplorowany, wszędzie go pełno. Słuchają go wszystkie małolaty i gorące 16-stki. Według mnie, powinien zrobić małą przerwę, jeżeli chodzi o wydawanie płyt. Obecnie O.S.T.R. ma na koncie 10 solowych albumów. Za dużo! Nudzi mnie jego rap i nie mam już czegoś takiego, jak niecierpliwe oczekiwanie na premierę czegoś nowego. POE tylko potwierdził moje zdanie. Ostry nie jest w stanie swoją nawijką porwać mnie, jak to miało miejsce np. w przypadku „Tabasko”. Wiem, że to, co napisałem wielu z Was uzna za bluźnierstwo i tekst mocno kontrowersyjny. Jest to jednak teza przemyślana i nie wymyślona na potrzebę chwili.

POSTAĆ 2010 ROKU – POLSKA

Nie jestem żadnym psychofanem, nie uważam również Eldoki za najlepszego rapera w Polsce. Postać roku to kategoria bardzo subiektywna. Każdy słuchacz ma swojego faworyta i pewnie tyle postaci roku, ilu ludzi. Mój wybór był prosty i tylko postać Eldo kojarzy mi się z rokiem 2010. Dlaczego? Zacznijmy od Projektu Parias. Diss na Peję hulał po wszystkich hip-hopowych rozgłośniach. „Hip-Hop vs Peja” doczekał się nawet teledysku. Jest to pierwszy klip z metką Pariasu. Włodi, Pelson i Eldo pracują nad materiałem, który jest najbardziej oczekiwany w rapowym światku. Nie znam człowieka, który twierdzi, że Projekt Parias będzie niewypałem. Akcję promocyjną trio warszawskich raperów rozpoczęło już w 2009 roku. Mimo to, ciągle w 2010 było o nich głośno. Głośno o Projekcie Parias równa się głośno o Eldoce. Stare rapowe głowy pamiętają, jak konflikt pomiędzy Eldo a Tede trząsł miastem. Wtedy mało kto by pomyślał o wspólnym kawałku obu panów. Stało się! Na płycie TDF’a pt. „Fuck Tede/Glam Rap” w kawałku „To nie film” gościnnie udziela się właśnie Leszek. Oficjalny koniec beefu równa się głośno o Eldoce… znowu. Potem przyszedł czas na stricte muzyczny rozgłos Eldoki. W czerwcu do sklepów trafił już szósty solowy album artysty. „Zapiski z 1001 nocy” to mój album roku, co już wiecie. Nominację do zgarnięcia Superjedynki w kategorii Płyta Hip-hop również można uznać za wielki sukces Warszawiaka. Eldo w Opolu wystąpił w skromnej aranżacji, która przypadła do gustu publiczności. Dowodem na to jest tłum, który podczas ogłoszenia wyników skandował „Eldo, Eldo, Eldo!”. Czyli znowu głośno o Eldoce. Potem Leszek ruszył w trasę. Ale jaką trasę! Eldo zagrał mnóstwo koncertów odwiedzając każdy zakątek Polski. Sam miałem okazję po raz pierwszy w życiu być na jego koncercie. Z klubu wyszedłem wryty i był to jeden z lepszych koncertów, na których miałem okazję być. Wszystkie z tych czynników wpływają na fakt, że myśląc o postaci roku, analogicznie myślę o Eldo. Więcej pisać nie muszę. Panie i Panowie, postać roku 2010 – Eldo!

12 Comments

  1. pindolek

    zabrakło zdecydowanie albumu który jest nowatorskim projektem brzmiącym zupełnie innaczej niż wszystkie płyty tego roku czyli
    Pezeta z Małolatem ale cóż jaki kraj takie gusta

    Polubienie

  2. Prince-T

    a prawda jest taka, że Eldoce cztery litery uratowali Returners bo na płycie są może 3 dobre numery, a reszta jest przeciętna. to za mało, żeby wybrać ją na numer 1. płyta na pewno gorsza od „Nie pytaj o nią”.
    Racy nie słyszałem to się nie wypowiadam. trochę chujowo dzielić płyty na krążki jakie zawierają. albo oceniajcie całościowo, albo w ogóle. równie dobrze można było uznać „fuck Tede” bez „Glam rap” i uwzględnić bo to dobra płyta była,a nie takie ścierwo jak „Notes 3d”.
    faktycznie brakuje Pezeta z Małolatem – może nie płyta roku ale na pewno pierwsza trójka. Stasiaka i mixtape 600V też bym tu widział -takie mam uwagi. :) :)

    Polubienie

  3. Anonim

    przeciez jasno stoi napisane ze ten tekst to subiektywna opinia autora to co sie czepiasie ze nie ma jakis plyt. przeciez chodzi o to zeby poznac rozne spojrzenia roznych ludzi na miniony rok. tutaj jest hh bo kolo slucha tego. wczoraj byla tylko zagranica bo laska nie slucha polskiej muzyki (i w sumie dobrze bo nic ciekawego nie wydaja w polsce).

    Polubienie

  4. Mateusz "Axun" Kołodziej

    @ Lite, Tytuz: To była pomyłka oczywiście, niedopatrzenie. Zedytowałem tekst Marcina i już jest poprawnie. :)

    @Anonim: W życiu widziałem już biały wiersz, ale gdyby nie te kilka kropek, to śmiało mógłbym powiedzieć, że Twój komentarz to biała proza.

    @Prince-T: Skoro wszyscy uznają te płyty za osobne, to dlaczego nie mamy ich tak traktować? Album Ostrego nie był albumem typu „Notes 2”, gdzie ewidentnie traktujemy oba krążki jako całość.

    Polubienie

  5. vexeen

    Dlaczego ja tutaj nie trafiłem wcześniej? Świetny blog, dobre materiały. Tak trzymać.
    Co do piątego miejsca w Top 5 – wg. mnie „Totem Leśnych Ludzi” bardziej tam pasuje. Bardzo lubię O.S.T.R., ale mam wrażenie, że ostatnio jego kawałki są po prostu takie same. Mimo wszystko, to nie moja pierwsza piątka, a Twoja. Plus, z numerem pierwszym absolutnie się zgadzam.

    Polubienie

  6. Skiba

    Moim zdaniem najlepszym albumem roku 2010 jest Dem6n6l6gia
    Sloń&Mikser !!!!!!!!!!!!!!!! Słon postacia roku!!:D pozdro:)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.