Ponownie chciałem napisać w Krótkiej piłce o czymś innym, jednak postanowiłem odłożyć to na później. Serwuję Wam za to kolejną porcję mini-recenzji płyt. Wszystko w ramach rekompensaty za brak tych prawdziwych recenzji oraz z uwagi na to, że słucham ostatnimi czasy naprawdę dużo ciekawej muzyki i chciałbym się z Wami tym podzielić (i niejako zaprosić do wspólnego słuchania).
Jakob Dylan „Women & Country”
Znajome nazwisko, tylko imię nie to? Wszystko się zgadza, bez obaw. Jakob Dylan to syn Boba Dylana. Po ojcu odziedziczył niemały – chociaż mniejszy niż tatuś – talent, a druga solowa płyta jest tego doskonałym przykładem. Na „Woman & Country” Dylan odwołuje się do klasyki muzyki country i folk. Mamy więc kawałki buntownicze („We Don’t Live Here Anymore”), zawadiackie historyjki „z podskokiem i przytupem” oraz kobiecym wokalem w tle („They’ve Trapped Us Boys”) oraz miłosne ballady („Smile When You Call Me That”). Fani muzyki wykonywanej przez kolesia w kapeluszu, mającego na nogach buty z ostrogami, lekko pachnącego stajnią oraz grającego na akustycznej gitarze powinni być zadowoleni.
Chris June „Żółta Epka”
Kim jest Chris June? Wbrew pozorom, bardziej wypadałoby zapytać: czym jest Chris June? To powstała w 2007 roku na terenie Wrocławia rockowo-alternatywna ekipa. Aktualny skład zespołu liczy sobie trzech dżentelmenów. I właśnie owi dżentelmeni nagrali na przełomie 2009 i 2010 roku materiał zatytułowany „Żółta Epka” (oczywisty follow-up do Metalliki, czy też Beatlesów). Wokalnie – trochę irytujące, muzycznie – czasami nieporadne, jednak czuć tę młodzieńczą werwę, energię i charyzmę, czyli to, czego często na tzw. głównej scenie brakuje. Sprawdźcie zresztą sami. Płytka do ściągnięcia na chrisjune.ovh.org.
Noid „Standby Lights”
Wychodzi na to, że promuję dziś szeroko rozumiane podziemie. Po gitarowych klimatach spod znaku Chris June, przyszedł czas na hip-hopowe dźwięki autorstwa młodego (bardzo młodego – 17 lat o ile mnie pamięć nie myli) producenta Noida. Chłopak postanowił podzielić się swoją pasją z innymi i wypuścił coś a’la album producencki (w zasadzie to jest to album producencki…). Materiał nosi tytuł „Standby Lights” i podchodzić do niego trzeba w dwojaki sposób. Po pierwsze – zaproszeni na płytę goście nie są nawet na poziomie czwartej ligi, więc tekstowych fajerwerków się nie spodziewajcie. Po drugie – sam producent też nie jest (jak na razie) rozchwytywanym muzykiem, także i tutaj klasyków nie będzie. Jest jednak jedna rzecz, na którą warto zwrócić uwagę. Jest nią właśnie warstwa muzyczna, a raczej sam pomysł na nią. Jak napisał na swoim blogu Noid: „Od zawsze chciałem zrobić płytę opartą na gitarach, wzorem Banned Cartoons. I to założenie też zrealizowałem – gitary pojawiają się w każdym kawałku, choć nie wszędzie grają taką samą rolę.” Sięgnięcie i pocięcie na kawałki utworów Metalliki, Groove Armada, Bruce’a Springsteena, Rammstein czy Farben Lehre – to musi zainteresować fanów dobrej muzyki!
Zaz „Je Veux”
W radiu Zet, którego ostatnimi czasy przyszło mi słuchać, emitowana jest od czasu do czasu francuskojęzyczna piosenka „Je Veux”. Zainteresowany brzmieniem utworu śpiewanego przez piosenkarkę o pseudonimie Zaz, postanowiłem sięgnąć po cały album. Nie mam pojęcia, czy jest to pierwszy materiał tej Francuzki (patrząc na wiek – zapewne tak, jednak to przecież może być mylne rozumowanie). Nie wiem także o czym śpiewa Zaz (nie znam francuskiego), nie znam jej historii (notka biograficzne również sporządzona została w języku, jakim biegle posługiwał się za życia Napoleon Bonaparte). Wiem jednak jedno – muzycznie krążek „Je Veux” to porcja klimatycznej, nu-jazzowej, soulowej i akustycznej muzyki korzeniami sięgającej pod Wieżę Eiffla.
Misteur Valaire „Golden Bombay”
Electro-jazz z dużą dawką popowych dźwięków z przeróżnymi piszczałami i funkiem na dokładkę – tak najkrócej scharakteryzowałbym trzeci w dorobku kanadyjskiej grupy album, zatytułowany „Golden Bombay”. Przedstawiana Wam dzisiaj płyta, to spora dawka muzycznej energii, obok której nie można przejść obojętnie. Cała siła tej produkcji tkwi w tym, że obok syntezatorów i skreczy, postawiono na żywe instrumenty – trąbkę, perkusję (oraz przeróżne inne tzw. instrumenty perkusyjne), gitarę basową i saksofon. Przy „Lillehammer”, „Mama Donte” i hip-hopowym numerze „Ave Mucho” (z gościnnym udziałem kolektywu Bran van 3000) – kopniak w dupsko gwarantowany!




Dodaj komentarz