Krótka piłka #43: ABBA i jej reaktywacja – trzy powody na „nie”

Jakiś czas temu (przy okazji śmierci Michaela Jacksona) mówiło się głośno o próbie reaktywacji zespołu ABBA. Rzekomy powrót na scenę szwedzkiej grupy miał być zadośćuczynieniem dla tych wszystkich, którzy zainwestowali w organizację koncertów Króla Popu w Londynie. Ostatnio (miesiąc, może dwa temu) temat powrócił. Ja, mimo iż uważam Abbę (na równi z Buena Vista Social Club i Beatlesami) za najlepszy zespół w dziejach muzyki, nie jestem pozytywnie nastawiony do projektu reanimacji trupa.

Embed from Getty Images

Powód pierwszy: Nie dla fanów, ale dla pieniędzy
Nie oszukujmy się. Ewentualny powrót na scenę, nawet jednorazowy duży koncert w ramach popularnego festiwalu muzycznego, będzie zorganizowany z myślą o wielkich (naprawdę WIELKICH) wpływach finansowych z reklam, kampanii promocyjnej, biletów, gadżetów, później wydanej płyty DVD itp. rzeczy. Fani (głównie: ich chęć zobaczenia idoli sprzed lat) będą tak naprawdę zepchnięci na plan dalszy (nawet nie piszę, że drugi). Nie jestem zwolennikiem tego typu akcji. Jeśli ABBA wróci, zrobi to po prostu dla pieniędzy, które i tak zgarną nie sami muzycy, ale inne, powiedzmy, grube ryby.

Powód drugi: Forma wokalna
Teoretycznie, naprawdę dobrzy muzycy nie zapominają swoich umiejętności. Gra na instrumentach jest dla nich niczym jazda na rowerze – raz się nauczysz i już zawsze pojedziesz. Panowie Björn Ulvaeus i Benny Andersson cały czas tworzą. Nuty się nie zmieniają, takty także pozostają takie same. Jednak co z wokalną częścią zespołu? Anni-Frid Lyngstad i Agnetha Fältskog nie przestały śpiewać. Co więcej, do niedawna wydawały dosyć regularnie solowe albumu (blondynka po rozpadzie zespołu w 1982 roku wypuściła na rynku 13 krążków, a jej koleżanka o ciemniejszych włosach – 7). Problem w tym, że ich ostatnie pozycje w dyskografiach („My Coloring Book” z 2004 i „Frida” z 2005 roku) nie zyskały na sprzedaży nawet ze względu na popularne nazwiska. Powód jest jasny: głos nie ten. A kto z nas chciałby być świadkiem śpiewania z playbacku i upadku takich gwiazd?

Powód trzeci: Muzyczny rynsztok
Historia, nie tylko muzyki, ale ogólnie świata, zna takie sytuacje. Wielki mistrz w swojej dyscyplinie rozmienia swoje sukcesy na drobne tylko dlatego, że na siłę chce wciąż być na topie. Michael Jordan zdobywał w latach 90. mistrzowskie pierścienie w barwach Chicago Bulls. Po powrocie do ligi, już w koszulce drużyny z Waszyngtonu, nie było tak kolorowo. Muzyczna reaktywacja Whitney Houston sprzed roku (w formie płyty) była jeszcze do przyjęcia, jednak trasa koncertowa i prowadzenie odpowiedniego trybu życia okazały się już trudniejsze w realizacji. Żal patrzeć na to, co dzieje się z wielkimi tej sceny. Nie chciałbym, aby ABBA skończyła tak samo lub podobnie – w muzycznym rynsztoku.

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.