Krótka piłka #31: Styczniowo-lutowe płyty, których posłuchac trzeba

Nie mam ostatnio czasu, weny, ochoty pisać recenzji. Wiem, to trochę lekceważące podejście do prowadzenia blogu, do Was moim Drodzy Czytelnicy – przepraszam za to. W ramach rekompensaty przewidziałem w dzisiejszym odcinku Krótkiej piłki szybki przegląd ponoworocznych premier, na które powinniście zwrócić uwagę.

Jeśli nie podoba się Wam singlowy utwór, zatytułowany „Soldier of Love” – nie przejmujcie się. Nowa płyta Sade, nosząca taki sam tytuł jak piosenka promująca, nie oddaje zupełnie tego, co na niej znajdziecie. Wybrany na singiel numer jest zupełnie inny, utrzymany w całkowicie odmiennym klimacie. Reszta prezentuje się tak, jak spodziewać możemy się tego po wokalistce rodem z Nigerii. Ja akurat z „Soldier of Love”-singlem problemów nie miałem, a „Soldier of Love”-album bardzo Wam polecam.


Pamiętacie Alicję Janosz? Tak, tę blondynkę, która wygrała pierwszą polską edycję programu „Idol”. Nie przestraszcie się i nie uciekajcie sprzed komputera, ale … ona śpiewa na tej płycie. Przez lata przyczepiła się do niej łatka komercyjnej, popowej wokalistki, a to przecież nieprawda. Czy Alicja Janosz jest ciągle puszczana przez stacje radiowe? W przeciwieństwie, do tych teoretycznie mniej komercyjnych współfinalistów – Szymona Wydry i Eweliny Flinty – triumfatorki „Idola” w mediach nie ma. To ona poszła najbardziej w klimaty, na które w Polsce popytu nie ma. Dowodem jest płyta formacji HooDoo Band zatytułowana po prostu „HooDoo Band”, na której znajdziemy miks rhythm’n’bluesa, funky i soulu. Dodatkowo do płyty z nagraniami audio dołączono DVD z zapisem koncertu, jaki w 2009 roku odbył się w studiu im. A. Osieckiej.

Wprawdzie o nowej płycie Noviki pisaliśmy na łamach blogu w miarę dużo (i Grzesiek, i ja), ale jeśli produkt jest faktycznie dobry, przestać chwalić go nie można. Tak właśnie jest z krążkiem „Lovefinder”, który swoją premierę miał 22 stycznia. Cieszy mnie jedna rzecz – poziom realizacji teledysku do utworu „Miss Mood” nie odzwierciedla poziomi całej płyty. Przecież te ujęcia są straszne, koszmarne i okropne na dodatek! Wokalistka chodzi w nim, jakby za chwilę miała wyrżnąć największego orła w historii naszej rodzimej fono- i wideografii. Na szczęście nie doszliśmy jeszcze do tego poziomu techniki, który zamiast słuchania muzyki uszami, pozwalałby nam ją „usłyszeć oczami”. Muzycznie – dużo odwołań do najlepszego z możliwych wzorców w tych klimatach, mianowicie do postaci Roisin Murphy.

Siedem lat kazali na siebie czekać. Siedem chudych lat w muzyce, rzec by można. Teoretycznie po okresie tym, niczym w biblijnej przypowieści, rozpocząć powinien się czas dobrobytu muzycznego. Inauguracją lat tłustych miała być płyta „Heligoland” brytyjskich muzyków przedstawiających się jako Massive Attack. Niestety, do końca tak nie jest. Krążek nudzi mnie w znacznej części, co automatycznie sprawia, że mam coraz mniej chęci, by do niego wracać. Nie pomagają nawet zacni goście (m.in. Damon Albarn, chwalona przez mnie nie raz i nie dwa Martina Topley-Bird oraz Guy Garvey). Może to czas oczekiwania postawił wysoką poprzeczkę muzykom z Bristolu, może to ja jestem zbyt ostry w ocenianiu, a może to sami artyści lekko wypadli z formy?

4 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.