Karim Martusewicz (Voo Voo) – Bałem się dwóch pytań na maturze: o Białoszewskiego i Herberta (wywiad)

Grupa Voo Voo to taki dziwny twór. W jej skład wchodzą muzycy, którzy spokojnie mogliby zrobić kariery solowe – ale ich nie robią. Co więcej, mimo iż grają razem, znajdują czas na pracę na własny rachunek. Swój projekt ma także Karim Martusewicz – kontrabasista i gitarzysta basowy. W tym roku pod jego muzycznym nadzorem powstał album „Herbert”. I to właśnie płyta będąca hołdem dla zmarłego w 1998 roku poety była głównym tematem naszej rozmowy. Zapraszam do lektury wywiadu, jaki przeprowadziłem wspólnie z Marcinem Nowakiem.

Wspólny koncert grup Voo Voo & Haydamaky zakończył się przed około piętnastoma minutami. Pokój, w którym odpoczywają po show członkowie ukraińskiego zespołu, został już zamknięty dla dziennikarzy i fanów. Drzwi do sąsiedniego pomieszczenia, w którym przebywają muzycy Voo Voo są jeszcze uchylone. Wchodzę niepewnie, podchodzę do Karima i pytam, czy podpisze mi płytę. Wyciągam album „Herbert”, pisak i za plecami słyszę śmiech saksofonisty Mateusza Pospieszalskiego, który żartuje, że to ten jedyny egzemplarz płyty, jaki udało się sprzedać. Autograf zdobyty, zdjęcie zrobione, wychodzę. Na korytarzu wymieniam z Marcinem kilka uwag i wreszcie decydujemy się „zaatakować” raz jeszcze – tym razem z celem przeprowadzenia wywiadu, na który muzyk godzi się szybko. Widać, że mimo popularności jaką zdobył sobie przez lata, nadal jest osobą pozytywnie nastawioną do ludzi. Mówimy, że jesteśmy studentami z miejscowej uczelni i pragniemy zadać kilka pytań dotyczących płyty z muzycznymi interpretacjami wierszy Zbigniewa Herberta. Na wieść, iż studiujemy polonistykę Karim staje się blady jak ściana (a może to wynik zmęczenia po energicznym występie na scenie?) i wypowiada rozpoczynające wszystko zdanie: „O Jezus Maria, to mam przesrane”. Resztę możecie przeczytać poniżej.

Karim Martusewicz (foto: materiały prasowe)

Zacznę może dość standardowo, ale muszę o to zapytać: dlaczego w ogóle pomysł na Herberta?

Kiedyś jacyś ludzie z telewizji zgłosili się do Mateusza (Mateusz Pospieszalski, kolega z grupy Voo Voo – przyp. red.), a Mateusz wyjechał na wakacje (śmiech). To byli ludzie nieodpowiedzialni i chcieli po prostu przyciąć kasę na Roku Herbertowskim. Później, jak dotarło to do mnie, jak porobiłem sobie jakieś szkice, projekty i kiedy byłem już na etapie zaawansowanych prac, to oni przepadli. W sumie pomyślałem sobie, że bardzo dobrze się stało. Wiesz, najpierw oczywiście było mi żal, że jacyś nieodpowiedzialni ludzie się trafili na mojej drodze życiowej, ale później powiedziałem sobie „bardzo dobrze”, bo oni byli rzeczywiście nastawieni tylko… Zresztą nie chce o nich mówić, bo nie są tego warci, ale dzięki temu, że tak wyszło, ten projekt jest, jaki jest. Gdyby rzeczywiście powstał w tamtym roku, zostałby zrobiony na szybko i na przysłowiowe „odwal się”, i tylko po to, żeby wyciągnąć pieniądze, bo ktoś tam je dawał ze względu na to, że były właśnie obchody Roku Herbertowskiego. Ja nie ukrywam tego, że dostałem zlecenie, jako muzyk, jako aranżer tak naprawdę, bo miałem zaaranżować parę piosenek. Dostałem ogrom materiału, ogrom poezji, która myślę każdego by przerosła…

… tak, Herbert jest niewątpliwie ciężki w odbiorze…

Ciężki, ja na początku rzeczywiście walnąłem się pięścią w czoło i powiedziałem, że jestem samobójcą (śmiech). Jest też jednak tak, że jestem człowiekiem odważnym i jak już powiem A, to za wszelką cenę doprowadzam do tego, żeby powiedzieć B, i tym B jest właśnie ta płyta. Z tamtymi ludźmi i tą formą płyty, którą oni chcieli zaproponować, taką typowo sztampową „akademii ku czci…”, ja się nie utożsamiam i nie chciałem Herberta właśnie tak podać. Chciałem zrobić to, jak jeszcze w miarę młody człowiek i mimo że kończę te swoje lata następne, to czuję się cały czas młodo, jak gówniarz XXI wieku – i tego się będę trzymał – i tak właśnie Herberta chciałem przekazać ludziom. Cieszę się, że się to udało.

A dobór artystów jakich pan zaprosił?

Przede wszystkim koledzy. To jest tak, że mam szczęście otaczać się fajnymi kolegami, artystami. Myślałem sobie o wykonawcach na zasadzie poetów – Wojtek (Wojciech Waglewski – przyp. red.), Adam Nowak, Muniek Staszczyk. Rozmawiałem z Leszkiem Janerką, który bardzo żałował, ale to przez jakieś tam sytuacje prywatne nie doszło do nagrania. I to był mój pierwszy klucz. Aktorzy oczywiście, ale chciałem też zminimalizować ich udział, bo nie ukrywam, że nienawidzę poezji śpiewanej, nienawidzę piosenki aktorskiej. Maćka i Rafała (Maciej Stuhr i Rafał Mohr – przyp. red.) znam bardzo dobrze, bardzo cenię aktorsko i artystycznie, stąd wiedziałem, że mogę sobie z nimi porozmawiać. Pan Jan Nowicki dotarł do projektu dzięki Muńkowi. To był strzał w dziesiątkę, bo właśnie takiej osoby mi brakowało. Także ci aktorzy, którzy są na płycie, są świetni i nie ma czegoś takiego, jak przerysowana interpretacja, co grozi w poezji temu wszystkiemu, co piękne. Bo jeśli interpretacja jest za bardzo przerysowana, można to odbierać na granicy kiczu. Oni to zrobili świetnie, oni się bawili, nagrywali różne wersje. Przy nagraniach emanowali taką miłością do tego, co robią. Jestem szczęściarzem, że uczestniczyłem w trakcie tych nagrań i że byłem tego świadkiem, bo to dla mnie jest największa frajda. Efekt końcowy, wiadomo – trzeba to poskładać do kupy, żeby ładnie brzmiało. Oczywiście wiem, że ta płyta fajnie brzmi i jest dobra w odbiorze. Taki był zamysł i to się udało. Wielokrotnie było tak, że soliści z tekstem zapoznawali się tak naprawdę w studio. Dla mnie, znającego wcześniej cały materiał, było niesamowitym wrażeniem to, kiedy mogłem obserwować ludzi, którzy absolutnie odpływają w tej poezji, podobno ciężkiej. To nie jest prawda. Przy odpowiednim poznaniu, ta poezja jest piękna, jest dla ludzi. Ja jestem człowiekiem, który bał się dwóch pytań na maturze z polskiego: o Białoszewskiego i Herberta. Dostałem Białoszewskiego, ściemniałem strasznie. O Herbercie myślałem: „Co za pokręcony koleś?”. On był pokręcony, ale był pokręcony po naszemu i był genialny. Herbert ile tak naprawdę napisał wierszy – tysiąc, dwa tysiące? Masę, pewnie 90% bym nie zrozumiał… a może jeszcze zrozumiem, może mi jeszcze starczy życia? Ja przy tych wierszach, które już znam, cały czas kiedy sobie słucham płyty, myślę sobie: „A cholera, to tak to napisał…”, i odbieram to jako zwykły, prosty człowiek. Polecam to wszystkim młodziakom, którzy odstawiają Herberta, bo jest niezrozumiały. I tak wyszło z tą płytą – jest zrobiona elegancko i pięknie, bo na to zasługuje Herbert, ale też po to, żeby każdy z nas odnalazł sobie tego niby trudnego Herberta.

Komercyjny sukces, nie obrażając pana, albumowi temu raczej nie grozi, jednak artystycznie jest to naprawdę rzecz na wysokim poziomie. Czy ma pan może w planach podobne projekty?

Nie, mimo że miałem od razu nie ukrywam masę propozycji. Boje się tego, bo wiem, że poprzeczkę postawiłem sobie bardzo wysoko. Myślę, że muszę zrobić coś w drugą stronę, bo nie jestem znawcą poezji, interpretatorem i byłbym oszustem, gdybym się teraz wziął za innych poetów. Miałem propozycje, nawet nie chcę mówić nazwiska, kto jest do zrobienia, kto na to zasługuje. Widzę, że już się robi taka moda na pisanie muzyki do poetów.

Okładka płyty „Herbert”

Tak, dużo jest takich płyt: „Poeci”, „Wyspiański wyzwala”, „Gajcy”…

Nie ukrywam, że teraz dopiero, jak zacząłem dostawać jakieś recenzje z internetu, to zobaczyłem, że tego jest strasznie dużo i naprawdę bez fałszywej skromności, ale kiedy robiłem „Herberta” nie miałem o tym pojęcia, że ludzie sobie piszą muzykę do wszystkiego. I później też, przy spotkaniu z panią Katarzyną Herbert (wdowa po Zbigniewie Herbercie – przyp. red.), dowiedziałem się, że ona praktycznie codziennie dostaje jakieś oferty robienia czegokolwiek z wierszami męża. Powiedziała, że jej się nóż otwiera w kieszeni, kiedy słucha różnych wykonań artystycznych. Także tego jest dużo i trudno mi powiedzieć, co będzie dalej. Na pewno Herbert mnie poruszył i jestem z nim związany na maksa. Specjalnie używam języka kolokwialnego, bo uważam, że to zderzenie takiego kolesia jak ja, który jest luzakiem, mówi slangiem, z wielką poezją jest świetne, bowiem ta poezja nie powinna być zostawiana i ograniczona dla znawców – z całym szacunkiem dla was, dla polonistów – ale jest tak wielka, że powinna naprawdę uderzać pod strzechy.

Już na sam koniec pytanie o ten kończąc się już pomału rok pod względem muzycznym dla pana, dla zespołu?

To w ogóle bardzo dziwny rok. Pozytywnie go bardzo podsumowuję, ale to dużo by gadać, bo się już bateria kończy w dyktafonie (śmiech). Ten rok dla mnie, dla zespołu był ciekawy, tyle rzeczy się działo i prywatnie, i zawodowo, że potrzebuję trochę wakacji, ale tylko po to, żeby później znów zrobić coś muzycznie fajnego.

W takim razie życzymy sukcesów i czekamy na nowe projekty.

Dzięki wielkie.

* * * * *

Wielkie podziękowania składam na ręce dyrektora Biura Wystaw Artystycznych – Galerii Miejskiej w Tarnowie, pana Bogusława Wojtowicza, który umożliwił przeprowadzenie tego wywiadu. Ukłon należy się także znajomym ze studenckiej gazetki „Ad Astra”Paulinie i Marcinowi, którzy oprócz towarzystwa, pomagali rozmawiać z gwiazdą.

3 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.